Amerykańskie wyrzutnie HIMARS z polskim akcentem. Będą je wozić je jelcze

Mamy zielone światło. Polska może kupić od USA aż 486 wyrzutni HIMARS. To pierwsza z dobrych informacji. Druga jest taka, że zakupy mają też polski akcent. Bo aż 468 zestawów osiądzie na polskich podwoziach jelczy 800.

O modernizacji wojska polskiego szerzej piszemy również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Departament Stanu USA zgodził się na sprzedaż Polsce wyrzutni HIMARS. Ostatecznie zatem umowa na dostarczenie uzbrojenia została zatwierdzona i wchodzi do realizacji. Jej złożenia brzmią naprawdę imponująco. Wartość kontraktu to nawet 10 mld dolarów, czyli jakieś 44 mld złotych. W jego ramach dostaniem rakiety i aż 486 wyrzutni.

Zobacz wideo Tak wyglądał transport zniszczonych rosyjskich czołgów na wystawę w Warszawie

Kupimy 486 wyrzutni, ale tylko 18 z amerykańskimi ciężarówkami

Blisko 490 wyrzutni HIMARS uzupełni flotę, która już dziś jest używana w naszym kraju. Tyle że w tym punkcie na uwagę zasługuje pewien fakt. Umowa zatwierdzona przez Departament Stanu USA mówi o tym, że tylko 18 systemów będzie w konfiguracji amerykańskiej. Co z resztą i co tak naprawdę oznacza ten zwrot? To dobra informacja dla polskiego przemysłu zbrojeniowego. Bo gdy tylko 18 wyrzutni będzie osadzonych na amerykańskich podwoziach, transportem reszty zajmą się pojazdy produkcji polskiej. Tak, będą to jelcze 800.

468 zestawów rakietowych zostanie zamontowanych na jelczach 800

Zamówienie zakłada dostarczenie do Polski 468 zestawów Launcher-Loader Module Kit. To zestawy, które będzie można zamontować na autorskich jelczach. Pierwsze zamówienie na pojazdy skrojone pod potrzeby HIMARS-ów już wpłynęło. W styczniu roku 2023 konsorcjum PGZ-WWR i Agencja Uzbrojenia podpisały kontrakt, który zakłada dostawę w latach 2023 - 2024 59 pojazdów, podwozi specjalnych oraz pojazdów amunicyjnych na potrzeby m.in. amerykańskich wyrzutni. Koszt? To 330 mln złotych. A przecież 59 pojazdów w świetle zamówienia na 490 wyrzutni to dopiero starter.

Pojazd jelcz dostosowany do potrzeb amerykańskiego systemu rakietowego może jechać po asfalcie i w off-roadzie. Poradzi sobie ze wzniesieniami dochodzącymi do 35 proc., może jeździć na wysokościach przekraczających 1000 m n.p.m. i pokona wodę o głębokości wynoszącej nawet 1,2 metra. Jelcze służące do transportu Patriotów zostały przewidziane na minimum 30 lat eksploatacji.

Czy Jelcz nadal jest polski?

Piszemy o polskich jelczach. Ale czy jelcze nadal są rzeczywiście polskie? Firma została założona 15 marca 1952 roku w Jelczu-Laskowicach. Czas trwania PRL-u oznaczał dla niej państwowość. To zmieniło się po roku 1989. Nieudana prywatyzacja skazała niestety przedsiębiorstwo na rynkową śmierć. Przetrwał jedynie Jelcz – Komponenty Sp. z o.o., przemianowany później na Jelcz Sp. z o.o., który zajmuje się produkcją pojazdów dla wojska. Firma w 100 proc. należy do Huta Stalowa Wola i wchodzi w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W skrócie, jelcze nadal są polskie, choć korzystają np. z technologii Iveco.

10 mld dolarów na amerykańskie HIMARS-y, ale i amunicję

Wyrzutnie rakiet to bez wątpienia kluczowy element zamówienia złożonego przez polskie wojsko za oceanem. Warto jednak pamiętać o tym, że aby system mógł sprawdzić się w praktyce, konieczna jest amunicja. A tej również sporo trafi do naszego kraju. W ramach kontraktu wartego nawet 10 mld dolarów dostaniemy:

  • 3192 pocisków GMLRS Alternative Warhead Extended Range o zasięgu do 200 km.
  • 2766 pocisków GMLRS Alternative Warhead o zasięgu do 85 km.
  • 45 pocisków ATACMS o zasięgu przekraczającym 300 km.
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.