Produkcja samochodów zimą mocno zwolni. Wszystko przez rosnące ceny prądu

Eksperci alarmują, że tegoroczna zima będzie stać pod znakiem kryzysu energetycznego, który przejdzie przez Europę. To kolejny cios dla gospodarki i produkcji samochodów. Samochody będą jeszcze droższe i mniej dostępne niż dotychczas.

Problemy w branży motoryzacyjnej rozpoczęły się zaraz po wybuchu pandemii koronawirusa. Pierwsza fala lockdownu zatrzymała wiele gałęzi gospodarki. Zależność była prosta. Ludzie nie mogli wychodzić z domu, więc fabryki samochodów musiały się zatrzymać. Po uporaniu się z kwestią pandemii i obostrzeń przyszły kolejne problemy.

Więcej ciekawych newsów motoryzacyjnych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl 

Gdy pandemię udało się utrzymać w ryzach, pojawiły się kolejne problemy - zerwane łańcuchy dostaw i problemy z dostępnością półprzewodników. Na parkingach przy fabrykach pojawiało się coraz więcej samochodów z niekompletnym wyposażeniem, które nie mogły trafić do klientów. W związku z tym ponownie fabryki musiały zatrzymać produkcję. To spowodowało, że rynek w 2021 roku skurczył się bardziej niż w czasach pandemii.

Kolejny rok przyniósł kolejny poważny kryzys - Rosja zaatakowała Ukrainę. Wiele zakładów specjalizujących się w produkcji wiązek przewodów musiało przerwać pracę. W związku z tym wiele fabryk znów miało problem z bieżącą produkcją.

Zobacz wideo

Kolejne miesiące przyniosły jeszcze więcej problemów. Wysadzone w powietrze gazociągi Nord Stream przestały transportować rosyjski gaz do Europy. Z jednej strony zachodnie pieniądze przestały płynąć do Rosji, ale poszczególne kraje będą musiały zmierzyć się z brakami w dostawach gazu oraz coraz wyższymi cenami energii. To kolejna kwestia, która przełoży się na funkcjonowanie fabryk samochodowych.

Firma S&P Global i jej analitycy przyjrzeli się problemowi w opublikowanym raporcie pt. Winter is coming (nadchodzi zima - z ang.). Pojawiły się w nim kwestie problemów, jakim musi stawić czoła branża motoryzacyjna w Europie. Największym ryzykiem jest spadek produkcji, a co za tym idzie - mniejsza dostępność nowych samochodów. Łańcuch zależności zamykają ceny, które w takiej sytuacji będą tylko rosnąć.

Prognozy sprzed kryzysu energetycznego i postpandemicznego przewidywały, że w ostatnim kwartale 2022 roku i pierwszym 2023 roku z fabryk w Europie wyjedzie 4-4,5 mln samochodów rocznie. W teorii oznaczałoby to niewielki wzrost. Jednak nowe wyzwania mogą mocno stonować rzeczywistą produkcję. W związku z problemami energetycznymi należy się spodziewać spadku kwartalnej produkcji do poziomu 2,75-3 mln samochodów.

Kilkadziesiąt tysięcy samochodów uziemionych na specjalnym parkingu przy Kentucky SpeedwayNiesamowity widok 40 tys. aut uziemionych na parkingu. Wszystko przez brak części

Jak wynika z raportu, dostawcy komponentów mogą chcieć ograniczać zużycie energii. W związku z tym zmienią system pracy z kilkuzmianowego na 24-godzinny przez 7 dni w tygodniu. Produkcja będzie realizowana ciągiem przez 2 tygodnie, a następnie nastąpi przerwa. Taka strategia pozwoli obniżyć wydatki na prąd i ogrzewanie. Z drugiej strony pojawią się problemy z dostępnością komponentów w systemie just-in-time, czyli prosto na taśmę montażową. Fabryki będą musiały opierać produkcje na zapasach magazynowych.

Największe wyzwania stoją przed najbardziej energochłonnymi zakładami - hutami stali, które dostarczają blachy nadwozia do produkcji samochodów. Ich koszt może być tak wysoki, że będą musiały ograniczyć działalność.

Analitycy oszacowali, że wyprodukowanie jednego samochodu pochłania energię o wartości 50 euro. Jednak sytuacja na rynku energetycznym jest tak dynamiczna, że za chwile może się okazać, że koszt energii potrzebnej do stworzenia jednego samochody wzrośnie do poziomu 773 euro. Różnica jest diametralna, ale nie powinna dotknąć wszystkich producentów w jednakowym stopniu. Wzrost kosztów będzie zależny od stopnia uzależnienia państwa od rosyjskiego gazu, alternatywnych źródeł energii oraz wielu innych kwestii.

Według analityków najlepiej poradzą sobie zakłady ulokowane u naszych południowych i zachodnich sąsiadów. W przypadku Niemiec stopień uzależnienia od rosyjskiego gazu był wysoki, ale analitycy wskazali na dużą dyscyplinę podatkową niemieckiego rządu. Dzięki temu będą dostępne środki na dopłaty do energii. Niemieckie magazyny są pełne gazu, a tylko niewielka ilość jest wykorzystywana do produkcji prądu.

W podobnej sytuacji jest Wielka Brytania, która przeznaczyła ogromny budżet 200 mld funtów na dopłaty do energii dla konsumentów i przemysłu. Dzięki temu zakłady mogą spokojnie funkcjonować.

W najgorszej sytuacji są fabryki we Włoszech, Hiszpanii oraz Belgii. Problem może dotknąć również USA, dokąd docierało wiele samochodów z europejskich fabryk. Co miesiąc płynie za wielką wodę nawet 7 tys. egzemplarzy nowych aut.

Więcej o: