Lamborghini Diablo w stercie śmieci. Właściciel ani myśli o sprzedaży

W garażu pewnego Szweda w stercie śmieci stoi sobie Lamborghini Diablo. I to nie byle jakie. Jest to specjalny egzemplarz z okazji 30-lecia istnienia marki. Auto chciał odkupić nawet Zlatan Ibrahimowić, jednak właściciel jest nieugięty.

Kraje skandynawskie słyną z wysokiej stopy życiowej swoich obywateli. Nie dziwi więc fakt, że w wielu garażach stoją bardzo rzadkie i drogie pojazdy. Jednak niektórzy właściciele nie dbają za bardzo o swoje egzotyki, co pokazuje przykład pewnego Szweda.

Wyjątkowe Lamborghini Diablo wśród śmieci

Mężczyzna najwidoczniej nie zwraca uwagi na dobra materialne. Śmieci w swoim garażu traktuje tak samo, jak stojące wśród nich wyjątkowe Lamborghini Diablo. Sposób obchodzenia się z pojazdem nieco zadziwia. W końcu jest to Diablo i to nie byle jakie. Jest to jeden ze 150 egzemplarzy wersji SE30, która powstała, by uczcić 30-lecie powstania marki.

 

Od zwykłego Diablo, SE30 wyróżnia się przede wszystkim niższą o prawie 125 kg masą. Miało na to wpływ usunięcie klimatyzacji czy też innych zbędnych bajerów, takich jak radio. Zresztą kto by go potrzebował, skoro z tyłu gra potężne V12. To także zostało zmodyfikowane i zamiast 492, rozwijało 525 KM. Pozwalało to na osiągnięcie setki w 4 sek.

Liczni kupcy

Właściciel, mimo że traktuje pojazd, nazwijmy to, osobliwie, ani myśli o jego sprzedaży. A okazji do tej miał już wiele. Wystarczy wspomnieć, że w kolejce do kupna ustawił się Zlatan Ibrachimowić. Piłkarz, znany z zamiłowania do wyjątkowych sporotwych samochodów, parę lat temu zaproponował Szwedowi za auto 700 tys. euro. Ten jednak bez większego zastanowienia odrzucił ofertę.

Zobacz wideo

W tamtym roku pojawił się kolejny interesujący kupiec, dla którego pojazd miał mieć pewną wartość sentymentalną. Jak zarzekał się Amerykanin, fioletowe Diablo zostało zbudowane przez jego ojca i jest pierwszym wyprodukowany egzemplarzem z serii SE30. Nie wiadomo, czy historia o tacie pracującym przy produkcji samochodu była jedynie chwytem, który miał zmiękczyć nieustępliwego właściciela. Pewne jest jednak, że niedoszły kupiec miał inny argument, by przekonać Szweda. Nawet bardzo dużo argumentów — całe 1,2 mln dolarów. Ten jednak pozostał niewzruszony i po raz kolejny odmówił sprzedaży.

Jak podaje moderator instagramowego profilu retrolamborghini, właściciel zagraconego Lamborghini jest bardzo zamożnym człowiekiem i nie ma powodów, by pozbyć się samochodu. Patrząc na rynek, ceny rzadkich zabytkowych pojazdów osiągają kosmiczne wartości. Najwidoczniej Szwed świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Z drugiej strony może mu kompletnie nie zależeć na aucie. Inaczej nie stałoby otoczone stertą śmieci. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.