"Ferrari Tuska". Parkingowe śledztwo posła Solidarnej Polski

Na Tik Toku posła Solidarnej Polski, Janusza Kowalskiego, pojawiło się nagranie sprzed sejmowego parkingu. Zaprezentowano w nim Ferrari, a dociekliwy poseł zasugerował, że samochód może należeć do Donalda Tuska. Jednak bardzo szybko sprawa się wyjaśniła.

Posłowie Solidarnej Polski wzywają aktywnych polityków, którzy nie pełnią funkcji publicznych, do ujawnienia dochodów. W szczególności interesują ich oświadczenia Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka. Poseł Janusz Kowalski jest jednym z inicjatorów tego pomysłu.

Więcej ciekawostek ze świata motoryzacji znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Polska opinia publiczna musi wiedzieć, jakie są źródła dochodów tych polityków, którzy dzisiaj są liderami partii opozycyjnych. Tutaj musi być pełna jawność. Apelujemy do opinii publicznej, do dziennikarzy, o naciskanie na wprowadzenie tego dobrego standardu - ujawniania dochodów przez aktywnych byłych premierów, a dzisiaj liderów opozycji.

– powiedział Janusz Kowalski w rozmowie z mediami. Chwilę później postanowił przeprowadzić parkingowe śledztwo na Tik Toku. Na swoim profilu zamieścił nagranie, na którym widać zaparkowane przed Sejmem Ferrari Portofino. Poseł zadał swoim widzom pytanie „Czy Tusk ma Ferrari?".

Ferrari PortofinoKompletnie niespodziewana premiera. Włosi pokazali nowe auto. Znów piękne

Szybko okazało się, że sportowy samochód wskazany przez posła Solidarnej Polski należy do zupełnie innego polityka, który wywołany do tablicy postanowił zripostować Janusza Kowalskiego.

Jak założysz działalność i popracujesz kilkanaście lat po kilkanaście godzin dziennie, to może też Cię będzie stać. Jeśli Cię gdzieś podrzucić moim autem to napisz, jeśli nie, to przestań siać propagandę i weź się za pracę.

– odpisał poseł Radosław Lubczyk należący do klubu parlamentarnego Koalicja Polska – PSL.

Janusz Kowalski nie ustosunkował się do propozycji sejmowego kolegi.

Zobacz wideo
Więcej o: