Jaki mandat za ładowanie naładowanego akumulatora? Widełki są spore. Od 20 do 5 tys. zł

Niedawna zmiana przepisów znacząco zwiększyła kwotę mandatu za niezakończenie procesu ładowania auta, którego akumulator jest w pełni naładowany. W przepisie tym chodzi o nieuprawnione zajmowanie miejsc postojowych, które zostały wyznaczone w celu uzupełnienia zapasów energii elektrycznej.

Miejsca postojowe znajdujące się przy publicznych ładowarkach i oznaczone zielonymi kopertami (lub kopertami z napisem "EV ładowanie") przeznaczone są dla właścicieli aut elektrycznych chcących naładować swoje auta. Za nielegalny postój w tych miejscach grozi dziś od 20 do 500 zł mandatu. 1 stycznia 2022 r. górna granica kary wzrosła do 5 tys. zł.

Zobacz wideo Motospacer ze Skodą

Mandat za parkowanie na zielonej kopercie

W rozporządzeniu, w którym określono nową górną granicę mandatu za nielegalny postój w miejscu ładowania pojazdów elektrycznych, jest też mowa o tym, że wspomniana kara może zostać nałożona na właściciela samochodu elektrycznego. Jak to możliwe?

W przepisach ujednolicających znaki drogowe dotyczące pojazdów elektrycznych odróżniono zwyczajne miejsca postojowe dedykowane autom elektrycznym oraz te, które można zajmować wyłącznie wtedy, gdy chce się doładować akumulator samochodu na prąd. Jeśli właściciel takiego auta zajmie ten drugi typ miejsca postojowego, ale nie skorzysta z ładowarki, narazi się na wspomniany wyżej mandat. Co bardzo ważne, dotyczyć to będzie również sytuacji, w której proces ładowania auta zostanie zakończony, a mimo to jego właściciel nie zwolni miejsca przeznaczonego do ładowania. Koniec z podpinaniem auta po południu i odpinaniem następnego dnia rano.

Więcej informacji ważnych dla kierowców znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Policjant sprawdzi poziom naładowania akumulatora? Raczej nie

Czy od nowego roku policjanci będą weryfikować, czy podpięte do ładowarki auto ma w pełni naładowany akumulator? Czysto teoretycznie będą mogli to zrobić, ale nie należy się spodziewać, że tak się stanie. A co jeśli problem zostanie zgłoszony przez kierowcę, który będzie chciał podpiąć swoje auto do zajętej przez naładowane auto ładowarki? Trudno wyobrazić sobie szybką reakcję policji w takiej sprawie.

Wygląda zatem na to, że nowa górna granica mandatu za wyżej opisane wykroczenie pełni głównie funkcję straszaka i nagłośnienia problemu, z którym borykają się właściciele aut na prąd (szczególnie ci, którzy nie mają dostępu do prywatnego punktu ładowania w swoim domu czy garażu). Apelujemy zatem do wszystkich kierowców (również tych posiadających samochody elektryczne): nie blokujcie miejsc przeznaczonych do ładowania aut na prąd, a po naładowaniu akumulatorów zwolnijcie miejsce dla innych.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.