Za dwa tygodnie wielka obniżka cen na stacjach. Ale nie wierzcie we wszystko, co o niej mówią

Piotr Kozłowski
Obniżona pod koniec grudnia akcyza i zapowiadana na początek lutego obniżka VAT-u na paliwa sprawią, że za litr benzyny i oleju napędowego zapłacimy nieco ponad 5 zł za litr.

Tarcza Antyinflacyjna 2.0 ma zacząć obowiązywać już 1 lutego i chronić Polaków przed inflacją minimum przez pół roku. Jej ewentualne przedłużenie uzależnione jest od tzw. trendów inflacyjnych. Innymi słowy, jeśli do końca lipca inflacja nie spadnie, tarcza ma z nami pozostać. Co to oznacza dla kierowców?

Tarcza antyinflacyjna 2.0 a ceny paliw na stacjach benzynowych

Od 1 lutego ceny paliwa na stacjach benzynowych mają spaść o 60-70 gr na litrze. Dotyczy to benzyny i oleju napędowego. Ceny gazu też będą zaktualizowane, ale spadek nie będzie aż tak duży. Wszystko dzięki obniżce podatku VAT na paliwa z obowiązujących 23 proc. do 8 proc. Przypomnijmy, że 20 grudnia rząd zdecydował się na obniżkę akcyzy na paliwa (nieco podwyższył ją 1 stycznia, ale tego samego dnia zrezygnował z podatku od sprzedaży detalicznej paliw na stacjach), dzięki czemu ceny na stacjach wyraźnie spadły, odbijając od psychologicznej bariery 6 zł za litr. Dzięki tym wszystkim zabiegom od 1 lutego cena paliwa na stacjach zostanie obniżona w sumie o około 1 zł za litr (w przypadku benzyny Pb95 i podstawowego oleju napędowego).

Czy można zatem powiedzieć, że od lutego rząd dopłaci złotówkę do każdego litra paliwa, które kupimy na stacji? Nie. Po prostu zrezygnuje z pobierania od nas części podatków, ale faktem jest, że za paliwo zapłacimy mniej. Błędne jest jednak twierdzenie, że tarcza antyinflacyjna 2.0 to gwarancja stałej ceny na poziomie 5 zł za litr przez najbliższe pół roku. Takiej władzy polski rząd nie posiada.

Zobacz wideo Jak NIE korzystać z dystrybutora na stacji benzynowej?

Cena paliwa na stacjach to nie tylko podatki

Akcyza, podatek VAT i opłata paliwowa stanowią dziś około połowy ceny paliwa na stacjach benzynowych. Państwo ma wpływ na ich wysokość, o czym przekonamy się 1 lutego i o czym przekonaliśmy się 20 grudnia. To, na co wpływu nie ma, to globalne ceny paliw, które wpływają na cenę netto w rafinerii. A te uzależnione są od bardzo wielu czynników, których albo nie da się przewidzieć wcale, albo można przewidzieć z niewielkim prawdopodobieństwem. Mowa m.in. o:

  • sytuacji politycznej na świecie,
  • sytuacji gospodarczej na świecie,
  • rozwoju pandemii na świecie,
  • pogodzie (mroźna zima zwiększa zapotrzebowanie na ropę naftową, a większy popyt przy niezmiennym wydobyciu oznacza wzrost cen).

Więcej informacji ważnych dla kierowców znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuację z 2012 r., kiedy to ceny benzyny na polskich stacjach sięgały psychologicznej bariery 6 zł za litr. Wówczas rząd nie nałożył na paliwa większych podatków. Do drożyzny doprowadziła sytuacja w Iranie, któremu Zachód zarzucał rozwój programu atomowego. Stany Zjednoczone odpowiedziały sankcjami gospodarczymi, UE (pod presją USA) zrezygnowały z importu irańskiej ropy, a Iran straszył blokadą cieśniny Ormuz, którą transportowano jedną czwartą ropy naftowej wykorzystywanej na świecie. Wszystko to sprawiło, że ceny tego surowca wystrzeliły, powodując drożyznę na stacjach m.in. w Polsce.

Dziś taniej, a co za pół roku?

Obecne prognozy analityków rynku paliw nie są zbyt optymistyczne - w najbliższych miesiącach spodziewają się wzrostu cen ropy naftowej. Warto pamiętać, że wyższa cena paliwa netto w rafinerii oznacza de facto większy państwowy narzut podatkowy, bo o ile akcyza na paliwa jest stałą kwotą doliczaną do ceny paliw, o tyle wysokość podatku VAT stała nie jest - im większa cena początkowa, tym większy podatek (8 proc. z 15 to więcej niż 8 proc. z 10). Polsce nie pomaga też słaby złoty. W kontekście paliwa najważniejszy jest stosunek polskiej waluty do dolara, bo to w nim rozliczane są globalne transakcje paliwowe.

Czy zatem na początku lutego ceny benzyny i oleju napędowego zbliżą się do 5 zł za litr? Najpewniej tak, ale nie wiadomo, jak długo utrzymają się na tym poziomie. Pozostaje jeszcze jedno pytanie: jak rząd będzie chciał powrócić do obecnej stawki podatku VAT na paliwa? Za pół roku kierowcy mogą zapomnieć, że obniżka cen na początku roku wynikała ze zmienionej stawki podatku. Ba, prawdopodobnie zapomną nawet, że jakakolwiek obniżka miała miejsce, bo globalne podwyżki cen ropy naftowej mogą ją zniwelować.

Jeśli zatem - czysto hipotetycznie - globalna sytuacja polityczno-gospodarcza sprawi, że ceny paliwa na stacjach w Polsce w lipcu, czyli w ostatnim miesiącu obowiązywania tarczy, będą wynosić 5,5 zł za litr (w przypadku benzyny i oleju napędowego), to powrót do 23-procentowej stawki podatku VAT będzie oznaczać przekroczenie psychologicznej bariery 6 zł za litr. I to znacząco, a na dodatek z dnia na dzień. To byłby polityczny strzał w stopę. Może się zatem okazać, że nadchodząca obniżka VAT-u na paliwa to polityczna pułapka bez wyjścia, którą rząd zastawił sam na siebie; gra na czas, która ma odwlec to, co nieuniknione, czyli drożyznę.

Tarcza antyinflacyjna 2.0 przewiduje czasowe zredukowanie do zera stawek podatku VAT na żywność, nawozy i gaz; do 5 proc. na ciepło i do 8 proc. na paliwa. Rząd szacuje, że obniży to dochody budżetu państwa o ponad 11 mld zł.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.