"Sprzedaję Alfy Romeo, a nie iPady z doczepionym gdzieś samochodem"

Alfa Romeo chce być marką wyjątkową. Jak najbardziej skoncentrowaną na kierowcy i jak najbardziej analogową.

Alfa Romeo i Lancia nigdzie się nie wybierają

Alfa Romeo wciąż szuka swojej tożsamości i miejsca na motoryzacyjnej mapie, ale wszystko wskazuje na to, że nie będzie wcale szukać daleko. Ma pozostać wierna swoim korzeniom, a na pierwszym miejscu stawiać przede wszystkim kierowcę. To wokół niego ma się wszystko kręcić w najnowszych modelach włoskiej marki, a to znakomita informacja dla wciąż sporego grona miłośników producenta. Ciekawe tylko, czy przełoży się na sprzedaż. Giulia i Stelvio zewsząd zbierają pochlebne recenzje, ale bardzo trudno przebić się im na rynku. Do niedawna Alfa Romeo należała do koncernu FCA, a po jego połączeniu się z francuskim PSA stała się częścią jeszcze większego organizmu Stellantis. Władze giganta na razie uspokajają wszystkich i podkreślają, że włoskim markom nic nie grozi. Stellantis da kolejną szansę i Alfie Romeo, i Lancii. Obie mają jeszcze powalczyć o mocniejszą pozycję na rynku.

Zobacz wideo Alfa Romeo Giulia GTA oficjalnie

Nowy szef marki wie, jak trafić do oddanych fanów

Sprzedaję Alfy Romeo, a nie iPady z doczepionym gdzieś samochodem

- tak można przetłumaczyć słowa nowego szefa Alfy Romeo, Jean-Philippe Imparato. Padły w rozmowie z francuskim serwisem "Caradisiac", kiedy to Imparato wyjawił swój pomysł na Alfę. Ma pozostać wierna swoim korzeniom. Choć elektryfikacja i cyfryzacja dotrą i do Turynu, to mają jak najmniej wpłynąć na prowadzenie i wrażenia z jazdy. - Kierowca zawsze będzie na pierwszym miejscu - podkreśla CEO. Niechęć do olbrzymich, przytłaczających ekranów to symbol podejścia do projektowania nowych aut. Możemy się spodziewać, że Alfa Romeo będzie chciała pozostać jak najbardziej analogowa. Kokpit ma być czytelny i przejrzysty. Widać to choćby dzisiaj. Wystarczy porównać Giulię z nową Klasą C. Spójrzcie sami. Tak wygląda projekt znany z Giulii i Stelvio:

Alfa Romeo Giulia Quadrifoglio i Stelvio Quadrifoglio 2020Alfa Romeo Giulia Quadrifoglio i Stelvio Quadrifoglio 2020 Alfa Romeo

A tak grający w podobnym segmencie nowy Mercedes Klasy C. Możliwe, że kolejne Alfy pozostaną bliskie aktualnemu projektowi i nie będą się ścigać z konkurencją na wielkość i zaawansowanie ekranów. Dlaczego za przykład dajemy Mercedesa? To właśnie niemiecka wielka trójka rozdaje karty w klasie premium na Starym Kontynencie i to ciekawą alternatywą dla Audi, BMW i Mercedesa będzie się musiała stać Alfa. Włosi muszą znaleźć dla siebie miejsce, wzorem Volvo i Lexusa, które nie sprzedają się tak znakomicie jak producenci z Niemiec, ale mogą się pochwalić bardzo dużymi liczbami.

Mercedes klasy CMercedes klasy C fot. Mercedes-Benz AG

Co się dzieje już teraz w Alfie Romeo?

Nowy szef podjął już kilka bardzo ważnych decyzji. Przede wszystkim porzucono tylnonapędową platformę Giorgio, opracowaną dla Giulii i Stelvio. Przyszłe modele marki będą korzystać z nowej platformy STLA od Stellantis. Będzie ona również wykorzystywana w Maserati. Powód takiej zmiany jest dosyć prosty. Odchodząca platforma nie nadawała się do produkcji pojazdów elektrycznych i zelektryfikowanych. Jak zauważył Imparato, przy przepisach ograniczających CO2, żadna marka, która nie posiada tego typu pojazdów nie ma racji bytu.

Umyślnie opóźniono także premierę mniejszego od Stelvio o rozmiar SUV-a Tonale, żeby jeszcze bardziej dopracować hybrydowy napęd. Tonale ma być przełomowym modelem w najnowszej historii producenta. Po pierwsze, jego zadaniem będzie przyciągnięcie nowych klientów, a po drugie, wprowadzi Alfę w nową erę. W przyszłości wszystkie samochody tej marki będą albo częściowo elektryczne, albo tylko elektryczne. Tonale będzie przecierać szlaki. Wiemy też, w planach jest bazowy, jeszcze mniejszy model (w postaci crossovera), który zostanie oparty o platformę PSA i będzie produkowany w polskich zakładach supergrupy. Jean-Philippe Imparato nie ukrywa też swoich ambicji i chce, żeby Alfa Romeo rozbłysła na amerykańskim rynku.

Ambitnych planów Stellantis ma pod dostatkiem, a nam pozostaje tylko trzymać za włodarzy Alfy kciuki. Motoryzacja byłaby smutna, gdyby tak zasłużony producent musiał się wycofać albo zaginąłby w natłoku identycznych samochodów, tracąc swoją tożsamość.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.