Nudne elektryki? Nie w wykonaniu Forda

Gdyby ktoś kilkanaście, albo nawet kilka lat temu powiedział, że elektryczna motoryzacja stanie się tak fascynująca jak dziś, większość osób wzruszyłaby najwyżej ramionami lub pokręciła głową z niedowierzaniem.

Nie ma co ukrywać, że na początku elektryczne samochody wywoływały ciekawość, a potem z reguły uśmiech politowania, gdy okazywało się, jak mizerne są ich parametry: zasięg, moc czy prędkość. I w sumie nie ma się co dziwić, że większości osób pierwsze modele bardziej kojarzyły się z wózkami golfowymi czy sprzętem AGD niż samochodami z krwi i kości.

Producenci w różny sposób zapatrywali się, i nadal zapatrują, na rozwój elektrycznych pojazdów. Jedni stawiają na małe, bazowe i zupełnie pozbawione emocji auta, a inni za wszelką cenę starają się udziwnić i wyróżnić samochody elektryczne. Ford po bardzo dogłębnych analizach stwierdził, że by z ideą elektryfikacji dotrzeć do wiernych odbiorców (ceniących markę za konkretne cechy i charakter), a także pozyskać nowych. Trzeba pójść inną drogą. Zdecydowano zatem, że samochody elektryczne muszą być ściśle powiązane z tzw. ikonami marki lub na nich oparte. Samochodami od razu rozpoznawalnymi jako Fordy i powszechnie cenionymi. I dlatego wybór padł na Mustanga, pick-upa F-150 i Transita. Warto zatem nieco bliżej przyjrzeć się tym trzem elektrycznym samochodom, bo to naprawdę fascynujące pojazdy. Tak, głęboko wierzymy, że nawet elektryczne auto dostawcze - tak dopracowane jak Transit - może być naprawdę ciekawe dla każdego, kto interesuje się rozwojem motoryzacji i innowacyjną techniką.

Rodzina elektrycznych FordówRodzina elektrycznych Fordów fot. Ford

Ford Mustang Mach-E

Można oczywiście usłyszeć głosy, że elektryczny Mustang Mach-E ma z naszym kultowym pony-carem wspólną tylko nazwę, i to też nie całą. Ale to nie jest prawda. Bo Mustang to nie tylko karoseria, silnik i zawieszenie. To także pewna idea i charakter, które udało się przenieść do elektrycznego auta. Nie mówiąc już o tak zakorzenionych w historii modelu detalach jak tylne światła. Innymi słowy – Mach-E ma po prostu DNA Mustanga. Gdyby tak nie było, Bill Ford – prezes firmy i zagorzały fan Mustanga - nie dałby zielonego światła do użycia słynnej nazwy dla tego elektrycznego SUVa.

Mach-E ma to, czego szukają zarówno fani znakomitych właściwości jezdnych, doskonałego czucia pojazdu i po prostu przyjemności z prowadzenia (tak typowych dla Mustanga coupe i kabrioletu), jak i ci, którzy cenią sobie wszystkie przymioty najlepszych samochodów elektrycznych – niesamowitego, linearnego przyspieszenia, błyskawicznej reakcji na „gaz" w każdej sytuacji oraz dużego zasięgu.

Można by długo opowiadać o rozwiązaniach zastosowanych w Mach-E, ale o jego potencjale najlepiej świadczą liczby. Już w podstawowej wersji z tylnym napędem, silnikiem o mocy 269 KM i baterią 75 kWh rozpędza się on od 0 do 100 km/h w 6,9 s, uzyskuje prędkość maksymalną 180 km/h i jest w stanie przejechać 440 km bez ładowania. Z kolei najmocniejszy wariant GT to prawdziwy sportowiec – ma aż 487 KM. W tym wypadku przyspieszenie do 100 km/h trwa zaledwie 4,4 s, a rozpędzanie kończy się przy 200 km/h. A to tylko dwie skrajne wersje Mach-E. Do wyboru są jeszcze różne kombinacje napędu (4x4 lub 4x2), silników i baterii. Nie można nie wspomnieć o tylnonapędowej odmianie z baterią o pojemności 98 kWh, która uzyskuje największy, bo aż 610-kilometrowy zasięg.

Ford Mustang Mach-E GTFord Mustang Mach-E GT fot. Ford

Ford E-Transit

Transit to samochód, który śmiało można uznać za synonim auta dostawczego. Od dekad buduje gospodarkę Europy i nie tylko. Ale wystarczy porozmawiać z jego kierowcami, by zrozumieć dlaczego tak jest. Bo choć to pojazd do pracy, nadal ma na masce błękitny owal, a to oznacza choćby tak ważną w tego typu pojazdach, dostosowaną do potrzeb, funkcjonalność i praktyczność, ale też ponadprzeciętną wygodę i pewność prowadzenia nawet w trudnych warunkach. Coś, z czego słyną także osobowe Fordy.

Transit ma tak wiele wariantów wielkości, rozstawu osi, kabin i możliwości zabudów, że chyba nie ma takiej firmy i branży, której przedstawiciele nie znaleźliby odpowiedniej dla ich wymagań wersji. A teraz do tych wszystkich przymiotów dołącza kolejny – bezemisyjny napęd elektryczny (wyposażone w niego Transity zaczną trafiać do europejskich dilerów wiosną 2022 r.).

Z baterią o użytkowej pojemności 67 kWh i zasięgiem szacowanym na 350 km E-Transit będzie w pełni funkcjonalnym samochodem dostawczym nie tylko w miastach, ale także w ich otoczeniu. Kluczową sprawą przy projektowaniu auta było takie zabudowanie baterii w podłodze, by nie powodowało ono zmniejszenia pojemności przestrzeni ładunkowej, w porównaniu z Transitami z silnikami spalinowymi. Imponująco prezentują się także dane dotyczące ładowności, która ma wynosić do 1 616 kg dla vana i do 1 967 kg dla modeli z kabiną i niezabudowanym podwoziem. W aucie nie brak także innowacyjnych rozwiązań. Na przykład za sprawą dostępnego systemu Pro Power Onboard E-Transit może się stać mobilnym źródłem prądu, umożliwiającym zasilanie narzędzi i innego sprzętu potrzebnych w miejscu pracy odciętym od energii elektrycznej.

Ford E-TransitFord E-Transit fot. Ford

Ford F-150 Lightning

O tym jak diametralnie zmieniła się motoryzacja w ostatnich latach, w przypadku samochodów Forda chyba najdobitniej świadczy stworzenie modelu F-150 Lightning. Jeszcze jakiś czas temu wydawało się, że tak naprawdę jedynymi słusznymi silnikami w tych potężnych autach są te w układzie V8. Obecnie jednak palmę pierwszeństwa przejęły od nich znakomite jednostki EcoBoost V6 (mocne i ekonomiczne), a teraz naturalnym uzupełnieniem gamy stał się także silnik elektryczny.

Fordy z serii F to samochody absolutnie wyjątkowe. Zdominowały rynek Stanów Zjednoczonych, od lat dominując w rankingach sprzedaży. I to nie tylko wśród samochodów typu pick-up, ale w ogóle, deklasując wszystkie modele osobowe. W serii F szczególne miejsce zajmuje model F-150 – najmniejszy (choć w porównaniu z gabarytami europejskich pick-upów klasy Rangera to i tak jest spory), ale najbardziej uniwersalny. Powstają na nim wszelkie wersje do ciężkiej pracy, ale także te najbardziej luksusowe i komfortowe, czy wreszcie sportowa odmiana Raptor – zdolna do niezwykłych wyczynów w terenie i to w tempie, o którym posiadacze zwykłych „terenówek" mogą tylko pomarzyć. I właśnie F-150 wybrał Ford na przystosowanie do napędu elektrycznego.

F-150 Lightning, bo tak się ta wersja nazywa, ma dwa silniki o łącznej mocy 563 KM i gigantycznym momencie obrotowym 1 050 Nm, napęd na cztery koła i zasięg (w wersji z pojemniejszą baterią) blisko 500 km. Lightning jest też pełen najnowszych technologii – od zdalnej aktualizacji oprogramowania, przez sterowanie wybranymi funkcjami auta poprzez telefon, po możliwość zasilania np. domowej instalacji w przypadku braku prądu.

Ford F-150 LightningFord F-150 Lightning fot. Ford

Konwersja na napęd elektryczny nie powinna w żaden sposób ograniczać funkcjonalności samochodu, na bazie którego jest prowadzona. I tak jest w przypadku F-150. Ale dla Forda takie „pójście na łatwiznę" nie wchodziło w grę. Dlatego F-150 Lightning jest jeszcze bardziej funkcjonalny od wariantów spalinowych. W wielu samochodach elektrycznych mimo zastosowania niewielkich przecież silników elektrycznych nie skorzystano z tego atutu, marnując przestrzeń pod maską. W Lightningu tak nie jest, ma on bowiem bardzo pokaźny przedni bagażnik o pojemności 400 litrów (tzw. frunk, od zbitki angielskich słów front i trunk). W efekcie znika znana z pick-upów niedogodność polegająca na konieczności chowania drobniejszych przedmiotów w przepastnej skrzyni ładunkowej.

Mimo że zasadniczo to dopiero początek drogi elektryfikacji, już wiadomo, że ta, którą wybrał Ford, na pewno nie okazała się ślepą uliczką, ale prowadzi w kierunku sukcesu i możliwości dalszego dynamicznego rozwoju. Pokazują to zarówno ogromne zainteresowanie naszymi elektrycznymi pojazdami, jak i wyniki sprzedaży. I tak np. Mustang Mach-E w kolejnych miesiącach zostaje bestsellerem na wyjątkowo wymagającym norweskim rynku, a na F-150 Lightninga złożono już ponad 120 tys. rezerwacji. I co jest wyjątkowo godne pokreślenia, niemal 80% z nich pochodzi od klientów, którzy dotąd nie byli posiadaczami samochodów Forda.

Piotr Pawlak, prezes Ford PolskaPiotr Pawlak, prezes Ford Polska fot. Ford

Więcej o: