Droga donikąd. Kończy się w polu, a samochody wylatują w powietrze. Wystarczyć ma mała barierka

Droga krajowa, która zupełnie niespodziewanie kończy się nasypem to śmiertelna pułapka dla kierowców. Brakuje jakichkolwiek oznaczeń oraz - co szczególnie niebezpieczne - oświetlenia. Rozwiązaniem ma być rzekomo niewielka barierka.
Zobacz wideo W Norwegii powstaje podwodna autostrada. Koszt inwestycji to 16-krotność budżetu na polskie drogi

Droga donikąd fragment dawnej krajówki pomiędzy Gdańskiej i Elblągiem. Od kiedy ruch został przeniesiony na nową trasę ekspresową S7 krajowa "siódemka" na tym odcinku przestała być używana. Okazała się jednak niezwykle niebezpieczną pułapką dla kierujących.

Droga kończy się nasypem. Auta wylatują w powietrze

W okolicach miejscowości Dworek droga niespodziewanie kończy się nasypem, za którym znajduje się pole (dalszy fragment jest zasypany, bo przecinał bieg S7). Droga prowadzi więc donikąd, jednak brakuje oznaczeń informujących o kończącym się asfalcie. Jedyny znak informujący o tym, że dany odcinek jest "ślepą ulicą" znajduje się kilometr wcześniej. Jest wysoko zawieszony nad skrzyżowaniem, przez co trudno go zauważyć. Co gorsza nieużywany fragment jest oczywiście nieoświetlony.

Efekt był łatwy do przewidzenia. W tym miejscu doszło już do kilku wypadków. Jak informowało TVN24, w sierpniu br., od 2017 roku było ich 5 i każdy wyglądał podobnie. Kierowcy ze sporą prędkością najeżdżali na nasyp i wylatywali w powietrze. Lądowali na polu kawałek dalej. Wał ziemi co prawda zauważali, jednak na tyle późno, że nie sposób było wyhamować. Szczególnie w nocy trudno go zauważyć. W te wakacje doszło do dwóch groźnych wypadków, w których są poszkodowani.

Najpewniej za sprawą internetowego żartownisia, miejsce to trafiło nawet do Map Google, gdzie zostało oznaczone, jako "Skocznia dla samochodów". Pojawiły się nawet opinie osób, które odwiedziły miejsce.

Czy coś się zmieniło? Pojawiła się mała barierka

Aby w jakiś sposób ostrzec kierowców, okoliczni mieszkańcy położyli przed nasypem kilka starych opon. W sierpniu policja obiecała z kolei, że przeanalizuje sprawę i zorganizuje spotkanie z zarządcą drogi. Efekty już są, chociaż nie takie, jakich można było się spodziewać.

Jak wynika ze zdjęć opublikowanych przez Żuławy TV na Facebooku, opony z drogi usunięto, a kawałek przed końcem trasy ustawiono niewielką barierkę. Ta nie dość, że jest bardzo wąska, to najlepsze lata ma już za sobą. Kolory nieco już wyblakły i zapewne może być problemem, aby dojrzeć ją z daleka.

Dziwi jednak, że zarządca drogi nie zdecydował się na postawienie lepiej widocznego znaku lub podobnych barierek kilometr wcześniej, przy wjeździe ze skrzyżowania na dawną krajówkę. Nie tylko zwiększyło by to bezpieczeństwo kierowców, ale i uniemożliwiło wjazd na nieużywany fragment. Zapewne niejeden kierowca z rozczarowaniem zawracał, gdy dowiedział się, że jego droga prowadzi do nikąd.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.