Wraca pomysł nowej akcyzy na używane samochody. To zachęta do zakupu ekologicznych aut

Plany zmiany naliczania podatku akcyzowego na samochody wracają co jakiś czas. Tym razem cel to zachęcenie Polaków do zakupu nowych aut prosto z salonu, zwłaszcza hybrydowych i elektrycznych. Dzięki temu mamy przestać być złomowiskiem Europy.

Pomysł na pewno podoba się koncernom motoryzacyjnym i rządowi, ponieważ dzięki niemu do budżetu trafi więcej pieniędzy. Mniej zachwyceni mogą być Polacy szykujący się do zakupu auta, zwłaszcza ci mniej majętni.

O rządowych rozważaniach na temat zmiany sposobu naliczania podatku akcyzowego od zakupu używanych samochodów poinformowała wicepremierka Jadwiga Emilewicz na konferencji prasowej "Innowacyjny ekosystem dla elektromobilności". Polityczka przypomniała, że obecny schemat akcyzowy jest przestarzały i faworyzuje samochody bardziej zanieczyszczające środowisko naturalne.

Zobacz wideo

Już w czasie poprzedniej kadencji sejmu pojawił się projekt nowego systemu obliczania podatku akcyzowego w przypadku nabycia używanego samochodu. Był skomplikowany, najbardziej miał obciążać zakupy samochodów o dużej pojemności silnika i niespełniających nowszych norm emisji spalin.

Bazowe kwoty (od 1000 do 98 000 zł) trzeba było mnożyć przez tak zwany współczynnik deprecjacji, który obniżał akcyzę na zasadzie: im starszy samochód, tym mniejszy podatek. W tej chwili mamy prosty system akcyzowy, który obowiązuje od 2008 roku.

Samochody z silnikami o pojemności do 2 litrów są obciążone podatkiem w wysokości 3,1 proc. wartości, a z większymi - 18,6 proc. Akcyzą nie są objęte samochody elektryczne oraz czasowo (do końca 2020 roku), hybrydowe typu plug-in, to znaczy z możliwością ładowania zewnętrznym źródłem prądu. Takie wyjątki wprowadzono przy okazji ustawy o elektromobilności z 2018 roku.

Argumentacja rządu: schemat akcyzy jest przestarzały i nie uwzględnia nowych rozwiązań technicznych

Nowa akcyza miałaby nakłonić nas do kupowania samochodów z napędem hybrydowym i elektrycznym, przyspieszyć transformację polskiego parku samochodowego i ożywić rynek sprzedaży nowych aut. Jednocześnie zapobiegłaby sprowadzaniu kolejnych setek tysięcy używanych samochodów do Polski, zwłaszcza tych najbardziej zanieczyszczających środowisko.

Bardzo prawdopodobne, że wkrótce na najbardziej rozwiniętych rynkach Europy w najbliższym czasie wrośnie podaż używanych samochodów. Mieszkańcy tych krajów będą robić to, do czego chce nas zachęcić wiceministra, tylko dobrowolnie - pozbywać się spalinowych aut na rzecz nowocześniejszych, które są zelektryfikowane w coraz większym stopniu.

Tak się dzieje już od kilku lat. Popularność zyskują samochody osobowe z napędem hybrydowym, a ostatnio również z elektrycznym. Może się powtórzyć sytuacja sprzed lat, gdy z powodu masowego importu samochodów używanych Polska zaczęła być nazywana złomowiskiem Europy.

Pomysł jest bardzo szlachetny, tylko Jadwiga Emilewicz pomija informację, że nowe samochody z napędem hybrydowym lub elektrycznym stanowią alternatywę dla niewielkiego odsetka klientów na używane auta. Większość kupuje je dlatego, że ich po prostu nie stać na nowe.

Niemcy, Berlin. Polacy przyjeżdżają kupować samochody do jednego z największych autokomisów przy Teilestrasse.Niemcy, Berlin. Polacy przyjeżdżają kupować samochody do jednego z największych autokomisów przy Teilestrasse. Lech Muszynski/REPORTER

Gdyby plany wicepremierki weszły w życie, nie byłoby stać ich na żadne auto. Większość osób w takiej sytuacji będzie jeździć dalej samochodami, których aktualnie używają. Można zaryzykować stwierdzenie, że takie auta byłyby w coraz gorszym stanie technicznym i coraz bardziej zanieczyszczały środowisko naturalne. A ich właściciele coraz mniej szczęśliwi.

Osoby przerażone taką perspektywą pewnie ucieszy fakt, że Jadwiga Emilewicz prawdopodobnie odejdzie z Ministerstwa Rozwoju w najbliższych dniach. To efekt napiętej sytuacji politycznej w koalicji rządzącej i ugrupowaniu politycznym Porozumienie.

Rezygnacja ze stanowiska ministry Emilewicz wcale nie oznacza, że pomysł odejdzie razem z nią. Bardzo możliwe, że projekt zmiany podatku akcyzowego jest częścią szerszego rządowego planu podreperowania budżetu i realizacji idei elektromobilności jednocześnie, a nie autorskim pomysłem polityczki.

Poza tym niebawem czeka nas rekonstrukcja rządu i najprawdopodobniej znów znajdzie się w nim miejsce dla lubianej przez liderów rządzącej partii Jadwigi Emilewicz.