Samochód elektryczny naładujemy... z latarni. Energa startuje z ciekawym programem

Bartłomiej Pawlak
Energa chce poszerzyć liczbę stacji ładowania samochodów elektrycznych w oparciu o istniejącą już infrastrukturę. Firma pozwoli na podładowanie auta z punktu ukrytego w latarni ulicznej. Takie rozwiązanie ma być znacznie tańsze i wygodniejsze, ale jest jeden minus.
Zobacz wideo Minister środowiska o milionie elektrycznych aut: Lasy Państwowe kupiły 16. Od czegoś trzeba zacząć

W połowie kwietnia pisaliśmy o raporcie InsightOut Lab i Volkswagen, który pokazał wiedzę i oczekiwania Polaków na temat elektromobilności. Aż 90 proc. respondentów skazało w badaniu, że stacji ładowania w naszym kraju jest ich zdaniem za mało. Nic dziwnego, że naprzeciw tym oczekiwaniom chcą wychodzić działające w branży firmy.

Samochód ładowany wprost z latarni

Z ciekawym projektem wystartowała właśnie Energa. Firma deklaruje, że szuka nowych rozwiązań technologicznych, które pozwolą rozbudować infrastrukturę potrzebną do rozwoju elektromobilności w Polsce. Jak twierdzi, kluczowy jest dostęp do jak największej stacji ładowania. Poza budowaniem wolnostojących stacji, Energa postanowiła więc wykorzystać istniejącą już infrastrukturę. Zamierza wyposażyć niektóre z należącej do niej słupów oświetleniowych w punkty ładowania samochodów elektrycznych.

Jest to możliwe dzięki stopniowej wymianie tradycyjnych źródeł światła ulicznego na znacznie oszczędniejszą technologię LED. Lampy nowego typu zużywają o połowę mniej energii, dlatego nadwyżkę można wykorzystać do ładowania samochodów elektrycznych.

Jak tłumaczy Energa, takie rozwiązanie ma mieć sporo zalet. Po pierwsze, z racji wykorzystania istniejącej infrastruktury instalacja ładowarek jest zdecydowanie szybsza, tańsza, a wymogi administracyjne mniejsze - nie trzeba np. występować o pozwolenie na budowę czy nową umowę przyłączeniową. Zdaniem firmy, montaż punktu uzupełniania energii ukrytego w słupie oświetleniowym trwa ok. dwóch miesięcy. W przypadku niektórych wolnostojących stacji ładowania cały proces może zająć nawet 14 miesięcy.

Niestety technologia ma też wady. Wykorzystania wspólnego łącza dla lamp i dla ładowarek będzie znacząco ograniczało możliwości punktów ładowania. Każda z budowanych na początek ładowarek miałaby zaoferować od 3,7 do 22 kW, w zależności od aktualnego poboru mocy na potrzeby oświetlenia. To stosunkowo mało. Ładowanie z podobną mocą umożliwiają obecnie domowe wallboksy. 

Na razie tylko trzy ładowarki

Na razie stacji ładownia ukrytych w latarniach nie będzie wiele. Na terenie całej Polski na początek mają działać tylko trzy takie punkty. Dwa z nich mają znaleźć się w Gdyni. Lokalizacja trzeciego jest obecnie ustalana.

Pole do działania jest jednak znacznie większe. Jak podaje Energa, obecnie już 20 proc. z 332 tys. opraw oświetleniowych należącej do firmy korzysta z technologii LED. A to właśnie w przypadku takich lamp, punkty ładowania samochodów na prąd mogą być montowane.

Więcej o: