Chińskie elektryki zaleją Europę. Wszystko przez ceny. Nawet karne cła nie pomogą

Ekspansja chińskich producentów może być nie do powstrzymania. Elektryki z Państwa Środka oferowane są w Europie po zdecydowanie zawyżonych cenach, jednak i tak są tańsze od samochodów konkurencji ze Starego Kontynentu. W związku z tym wprowadzenia karnych ceł może nie przynieść zamierzonego skutku.

Chiny konsekwentnie dążą do światowej dominacji i wysadzenia z siodła Stanów Zjednoczonych. Widać to zresztą gołym okiem. Co najgorsze, większość państw pierwszego świata jest tak mocno związana z Chińską Republiką Ludową (ChRL), że nawet wsparcie, jakie udziela Rosji, nie jest kwestią, która działałaby na jej wizerunkową czy też gospodarczą niekorzyść. W sumie to właśnie dzięki Państwu Środka Federacja Rosyjska szczególnie nie odczuła skutków europejskich sankcji. Trudno jednak było się spodziewać po Pekinie innego stanowiska. W końcu od 2009 roku Rosja i ChRL są ze sobą ściśle związane w ramach organizacji BRICS.

Nie ulega wątpliwości, że Chiny bez względu na okoliczności i sprzeciw innych państw niewzruszenie będą podążały wytyczoną przez siebie ścieżką. Także w kwestii motoryzacji planują dalszą ekspansję i rynkową ofensywę. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że chińscy producenci mogą finalnie wygrać z europejskimi markami w walce o klienta. Po pierwsze ich pojazdy są tańsze, oferują podobny poziom wyposażenia, a stylistyka już dawno przestała kuć w oczy. Zwłaszcza pierwszy z wymienionych czynników wpływa na ich popularność. Co ciekawe, ich ceny w Europie okazują się wręcz zawyżone w porównaniu do kwot, jakie  producenci żądają na swoim rodzimym rynku. I to jak!

Zobacz wideo

Ceny Chińskich elektryków są zawyżone, ale i tak atrakcyjne

Jak informuje agencja Reuters, chińskie marki mają tendencję do zawyżania w Europie cen swoich pojazdów. Nie chodzi jednak o kilkunastoprocentowe różnice. Ceny potrafią być nawet ponad dwukrotnie wyższe niż w Chinach. Świetnie widać to na przykładzie BYD i jego elektryka Atto 3. Gdy na rodzimym rynku kosztuje on ok. 18 tys. euro, w Niemczech model wyceniony jest na kwotę, uwaga... 38 tys. euro. Co najgorsze, jest to i tak cena niższa, niż w przypadku konkurencyjnych modeli europejskich producentów.

Tak wysokie marże zdaniem agencji mogą obrazować to, jak bardzo chińskie przedsiębiorstwa dominują nad konkurencją z pozostałych zakątków świata. Wszystko dzięki zoptymalizowanemu procesowi produkcji. Producentom z ChRL udało się tak bardzo ograniczyć koszty (począwszy od kwestii surowców, poprzez montaż akumulatorów, aż po robociznę), że mogą sobie pozwolić na oferowanie swoich pojazdów w takich niskich cenach. Co więcej, niezwykle istotnym czynnikiem są rządowe dotacje, które są bardzo nie w smak europejskim politykom.

Karne cła i tak nie pomogą

Komisja Europejska już jakiś czas temu odkryła, że rząd w Pekinie dofinansowuje rodzimych producentów aut elektrycznych, które masowo zwożone są do Europy. Potwierdziło to śledztwo przeprowadzone jeszcze w październiku zeszłego roku. Zdaniem polityków, tego typu finansowe wsparcie wpływa negatywnie na konkurencyjność pojazdów oferowanych przez marki ze Starego Kontynentu, które nie mogą sobie pozwolić na jakąkolwiek cenową wojnę z producentami z ChRL.

W związku z tym KE chce, by wszystkie elektryki przywiezione do Europy po 7 marca 2024 roku były "rejestrowane" przez służby celne, co mogłoby pozwolić na nałożenie na nie w przyszłości wstecznych ceł. Nie wiadomo jednak jaką wysokość miałyby owe karne cła. Mają być jednak na tyle dotkliwe, by mogły wpłynąć na wyrównanie się cen na rynku i ograniczenie napływu chińskich pojazdów do Europy. Wnioskując jednak po ich cennikach i marżach, jakie naliczają producenci, mogą okazać się one zupełnie nieskuteczne. Europejski przemysł motoryzacyjny czeka teraz bardzo trudny okres...

Czy kupiłbyś samochód chińskiego producenta?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.