Motocyklista musi zdjąć kask na stacji benzynowej - tak czy nie? Wyjaśniamy

Motocyklista musi czy nie musi zdejmować kasku podczas tankowania pojazdu? Wokoło tej kwestii od lat trwa zagorzała dyskusja kierowców. Jej rozstrzygnięcia można poszukiwać tak naprawdę głównie w... zasadach kultury osobistej.

Tankowanie wydaje się czynnością rutynową. Wystarczy podjechać pod dystrybutor, otworzyć wlew paliwa, nalać do niego odpowiednią ilość np. benzyny, zapłacić i odjechać. Prosta procedura może się jednak nieco skomplikować, gdy tankowanym pojazdem jest motocykl. Bo tu dochodzi jeszcze jedna kwestia. Ta dotyczy zdejmowania kasku.

Zobacz wideo Pościg za motocyklistą. Maszyna kradziona, jeździec pod wpływem narkotyków

Czemu niby motocyklista miałby zdjąć kask podczas tankowania jednośladu?

Z dwóch powodów. Po pierwsze z uwagi na kradzieże paliwa. Jeżeli motocyklista zatankowałby pojazd bez zdejmowania kasku i odjechał ze stacji, jego tożsamość byłaby praktycznie nie do ustalenia. Pomimo posiadania numeru rejestracyjnego pojazdu.

Po drugie podczas tankowania w nocy. Bywa, że pracownicy stacji w takim przypadku blokują dystrybutor. Umożliwiają tankowanie dopiero wtedy, gdy motocyklista kask zdejmie. Choć dotyczy to nie tylko motocyklistów. Blokowane bywają także dystrybutory w przypadku pojawienia się aut osobowych. O jego odblokowanie należy poprosić pracownika. Często mówią o tym regulaminy punktów paliwowych.

Czemu motocykliści nie chcą zdejmować kasków podczas tankowania?

Dyskusja na forach motocyklowych dotycząca każdorazowego zdejmowania kasku podczas tankowania jest naprawdę gorąca. Czemu część kierujący buntuje się przed tym pomysłem? Powody są przede wszystkim trzy.

  • Po pierwsze każdorazowe zdejmowanie kasku przed tankowaniem jest, delikatnie mówiąc, kłopotliwe. Wymaga nie tylko zdjęcia kasku, ale także zsunięcia kominiarki, którą motocykliści zakładają pod kask.
  • Po drugie stworzenie takich zasad sprawia, że każdy motocyklista jest traktowany jak potencjalny złodziej. To trochę wrzucanie wszystkich kierowców do jednego worka. A taki mechanizm jest zdecydowanie niesprawiedliwy.
  • Po trzecie w wymiarze polskim czy europejskim nie ma takiego wymogu. Przepisy milczą na temat tej kwestii. Choć są też regulaminy stacji. Te mogą wskazywać na taką zasadę. Stacje stanowią w końcu prywatny teren, na którym to właściciel wyznacza reguły postępowania.

Dyskusja jest na tyle gorąca, że o ile np. w Wielkiej Brytanii swojego czasu stacje paliwowe wprowadziły wymóg zdejmowania kasku przed zatankowaniem jednośladu, o tyle szybko się z niego wycofały. Tak, aby nie narażać się na złość motocyklistów.

Zdejmij kask. Nie rozmawiaj z ekspedientką na "Dartha Vadera"

Zdjęcie kasku w czasie tankowania być może nie jest komfortowe. Z drugiej strony część motocyklistów decyduje się na ten ruch z uwagi na kulturę i szacunek do drugiego człowieka. Nie mają tu żadnego znaczenia regulaminy na stacjach czy nawet jakiekolwiek przepisy. Nie wyobrażają sobie bowiem rozmowy z ekspedientką na "Dartha Vadera". Poza tym chcą, aby pracownik stacji czuł się komfortowo i nie musiał obawiać się oszustwa. A to brzmi dość rozsądnie.

Jeszcze bardziej rozsądnie brzmi jednak to, że tankowanie motocykla wymaga pamiętania o większej ilości reguł. Bo podczas uzupełniania poziomu paliwa kierujący powinien zgasić silnik, zsiąść z pojazdu i ustawić go na stopce. Powód? Ma to zabezpieczyć kierującego na wypadek nagłego pojawienia się ognia – w sytuacji, w której dojdzie do zapłonu paliwa kapiącego na gorące części silnika lub oparów.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.