Zmienili motocykl w piec do pizzy i są z siebie bardzo zadowoleni

Świat jest pełen motoryzacyjnych innowatorów. W tym przypadku w jednym ciele spotkał się talent Danny`ego Kokera i Gordona Ramsaya. Colin Forze stworzył motocykl, w którym w czasie jazdy można wypiekać pizzę.

O ciekawych moto-pomysłach opowiadamy także w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Kolejny customowy chopper? To jest nudne! Właśnie dlatego Colin Forze postanowił przerobić motocykl Suzuki na mobilny piec do pizzy. Zasada była prosta. Pojazd musi pozwolić na przygotowanie włoskiego specjału w czasie jazdy. Tak, żeby klient zamawiający posiłek, dostał go na świeżo. Żeby pizza po dostarczeniu pod wskazany adres jeszcze parowała.

Zobacz wideo 18-latek ulicami miasta jeździł motocyklem na jednym kole

Pizza wypieczona w czasie dostawy do klienta. Rewolucyjny i mobilny piec w akcji

Założenia wydają się absurdalne? Być może i tak. Colin Forze jednak nie odpuszczał. Wziął motocykl Suzuki i najpierw... przeciął go na dwie części. Cięcie zostało wykonane zaraz za zbiornikiem paliwa i silnikiem. W tym punkcie dospawany został specjalny stelaż, na którym osadzony został piec do pizzy, przestrzeń robocza i siedzisko dla pizzermana. Metalowy piec na pierwszy rzut oka przypomina te, stosowane w pizzeriach. A jest zasilany za pomocą dwóch palników gazowych.

Gdy pojazd był gotowy, Colin Forze przyjął pierwsze zlecenie na dostarczenie pizzy. W tym momencie okazało się, że przygotowanie posiłku w czasie jazdy nie jest takie łatwe. Mąka sypana przed rozwałkowaniem placka, zamieniła się w tuman kurzu. Wszystko za sprawą pędu powietrza. "Kucharz" nie miał również łatwego zadania podczas nakładania sera czy innych składników. Łatwe nie było nawet włożenie gotowego placka do pieca. Ten po prostu odlatywał i spadał prosto na jezdnię. Chociaż pełnię zmagań możecie zobaczyć na filmie zamieszczonym poniżej.

 

Pizza z mobilnego pieca była smaczna. Ale co z tego...

Twórca mobilnego pieca do pizzy był ewidentnie dumny z siebie. Szczególnie wtedy, gdy profesjonalny pizzerman potwierdził jakość dań serwowanych w ten sposób. Ciasto dobrze się dopiekało, a pizza była smaczna. To jednak nie zmienia faktu, że pojazd nie spełnia żadnych norm. I to zarówno w kwestii bezpieczeństwa drogowego, jak i wymogów sanitarnych stawianych przed lokalami gastronomicznymi. Lista wątpliwości w tym przypadku jest dłuuuuga!

  • Pizzerman w mobilnym piecu do pizzy przygotowuje placek do wypieku... gołymi rękami. Nie ma jak ich umyć. A przecież wcześniej musiał założyć kask czy też od czasu do czasu musi dotykać elementów motocykla. To nie ma wiele wspólnego z higieną.
  • W mobilnej pizzerii dania mogą być serwowane z dodatkową porcją mięsa. Nietrudno bowiem wyobrazić sobie, że na blat do przygotowania posiłków dostaną się niesione pędem powietrza owady.
  • Pomijając przepisy dotyczące bezpieczeństwa drogowego czy wymogów sanitarnych podczas produkcji żywności, ja z całą pewnością nie chciałbym się zamienić na miejsca z kierowcą tego motocykla. Musi być mu mocno gorąco w plecy!
  • Lepiej nie wyobrażać sobie co stałoby się z kierowcą i pasażerem tego motocykla podczas niewinnie wyglądającej kolizji. Mogłoby się okazać, że piec czy blat do przygotowywania pizzy stałyby się śmiercionośną bronią. A przecież pod drewnianą osłoną stelaża przedłużającego motocykl ukrywa się butla z gazem...

Projekt jest ciekawy, ale niech zostanie w garażu Pana Colina

Duma? To zdecydowanie złe słowo w tym przypadku. Zadowolenie? Także tu nie pasuje. Mobilny piec do pizzy jest raczej żartem i sposobem na przyciągnięcie uwagi youtube`owej publiczności. I to akurat Panu Colinowi z pewnością się udało. Niech jednak na tym etapie projekt się zatrzyma. Ja bym raczej podziękował za pizzę przygotowaną na motocyklu w czasie jazdy brudnymi rękami przez obcego człowieka. Wy pewnie też wolelibyście jej nie jeść i za nią nie płacić. Piątka za pomysł i wykonanie, ale sam pomysł jest raczej zbędny.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.