Czy motocykliści muszą zdejmować kaski na stacjach benzynowych?

Na forach motocyklowych okresowo powraca dyskusja na temat tego, czy zdejmowanie kasku na stacji benzynowej podczas tankowania pojazdu jest obowiązkowe. Postarajmy się rozstrzygnąć tę kwestię raz na zawsze.

Praktyczne porady w kwestii eksploatacji motocykli możecie znaleźć również w tekstach opublikowanych w serwisie Gazeta.pl.

W życiu kierowcy obowiązuje wiele niepisanych zasad. Czy obowiązek zdejmowania kasku na stacji benzynowej jest jednym z nich? Nie tyle jest, co raczej był. I to też tylko przez chwilę. Chodziło w nim nie tyle o bezpieczeństwo, co raczej pieniądze. Środowisko motocyklowe oburzyło się jednak. W efekcie zasada tak szybko jak się pojawiła, musiała zniknąć.

Zobacz wideo Pościg za motocyklistą. "Popełniłeś przestępstwo, 5 lat już motorem nie pojeździsz"

Skąd pomysł zdejmowania kasku podczas tankowania motocykla?

Motocykliści musieli zdejmować kaski podczas tankowania pojazdów na stacjach benzynowych w Wielkiej Brytanii. Powodem wprowadzenia tego obowiązku były w dużej mierze... kradzieże paliwa. Kierujący w kasku był nie do rozpoznania. I to nawet w sytuacji, w której kradzież zarejestrował monitoring. Zarządcy sieci postanowili zatem działać. Pracownicy danego punktu widząc podjeżdżający motocykl, musieli blokować dystrybutor. W efekcie kierowca, który nie zsiadł z jednośladu i nie zdjął kasku, zatankować nie mógł.

Chociaż podobny schemat działał także i w Polsce. Historię w swoim felietonie opisał np. jeden z redaktorów serwisu Motovoyager. Jego znajomy musiał zdjąć kask i dopiero dystrybutor, przy którym zaparkował motocykl, został odblokowany. Pracownik stacji zasłaniał się bowiem regulaminem obowiązującym w danym punkcie.

Czemu zdejmowanie kasku podczas tankowania to problem?

Pojawienie się zapisu wymagającego zdejmowania kasku podczas tankowania bardzo szybko wzbudziło oburzenie środowiska motocyklowego. Fani jednośladów wskazywali przede wszystkim na dwie okoliczności:

  1. Po pierwsze każdorazowe zdejmowanie kasku przed tankowaniem jest, delikatnie mówiąc, kłopotliwe. Wymaga nie tylko zdjęcia kasku, ale także zsunięcia kominiarki, którą motocykliści zakładają pod kask.
  2. Po drugie stworzenie takich zasad sprawia, że każdy motocyklista jest traktowany jak potencjalny złodziej. To trochę wrzucanie wszystkich kierowców do jednego worka. A taki mechanizm jest zdecydowanie niesprawiedliwy.

Zasada zniknęła, ale kask czasami i tak trzeba zdjąć podczas tankowania

Stacje paliwowe dość szybko wycofały się z obowiązku zdejmowania kasku przed tankowaniem. To jednak jeszcze nie oznacza, że ten nie obowiązuje wcale. I warto tu przytoczyć dwie okoliczności.

  • Motocykliści na forach opisują przypadki tankowania w nocy na stacjach poza miastem. Bywa, że obsługa do odblokowania dystrybutora wymaga zdjęcia kasku. I nie jest to zasada, która dotyczy wyłącznie kierujących jednośladami. Czasami o odblokowanie dystrybutora musi prosić również kierowca samochodu. Sam miałem taką sytuację wielokrotnie. I nie czułem się z tego powodu specjalnie pokrzywdzony czy posądzony o złodziejstwo. Obsługa po prostu wykonywała swoje obowiązki.
  • We wcześniej wspomnianym felietonie autor pisze o tym, że on zawsze zdejmuje kask na stacji. Nie wyobraża sobie bowiem rozmowy z ekspedientką "jak Darth Vader". Robi to zatem raczej z kultury i szacunku dla drugiego człowieka, a nie z uwagi na zasady wymyślane przez operatorów paliwowych. Rozsądnie to brzmi. Sami przyznajcie.

W skrócie, jeżeli nie spieszy wam się i tankujecie pierwszy raz na danej stacji, zdejmijcie kask. To dla was minimalny wysiłek. A obsługa stacji poczuje się pewniej. I wy pokażecie swoją kulturę.

Zgaś silnik i zsiądź z motocykla. Inaczej nie zatankujesz

Zdejmowanie kasku to oczywiście dopiero pierwsza z zasad, o których powinni wiedzieć motocykliści docierający na stację benzynową. Takich smaczków jest więcej. Bywa, że gdy motocyklista pojawia się przy dystrybutorze, pracownik stacji musi zablokować pompę. Jej odblokowanie odbywa się dopiero w sytuacji, w której motocyklista zsiądzie z pojazdu, zgasi w nim silnik i postawi go na stopce. Dalsze piętrzenie głupich zasad pomyślicie? Nie do końca. Tu sieci paliwowe mają już bowiem mocniejsze argumenty. Tu bowiem ich zdaniem chodzi o bezpieczeństwo.

Zejście z motocykla ma zabezpieczyć kierującego na wypadek nagłego pojawienia się ognia – w sytuacji, w której dojdzie do zapłonu paliwa kapiącego na gorące części silnika lub oparów. I oczywiście z osądem tym można się nie zgadzać. Tyle że mówi o tym regulamin stacji. Nie jest umocowany w przepisach, ale prowadzi do jednego wniosku – nie dostosujesz się, nie zatankujesz! Poza tym warto też pamiętać o tym, że regulaminu nie ustalają pracownicy stacji. Oni mają go jedynie egzekwować i są na pierwszej linii rażenia. Motocykliści nie powinni zatem winić ich za sytuację.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.