Haker pokazał, jak wymusić "zieloną falę" w czasie jazdy. Można za to trafić na pół roku do więzienia

Internet pytał, informatyk odpowiedział. Zmiana sygnalizacji świetlnej na żądanie jest wykonalna, nie tylko w USA. Wystarczy urządzenie za 170 dolarów, które wygląda, jak Tamagotchi, ale lepiej tego nie robić.

Amerykańskie służby mają w swoich pojazdach urządzenia służące do zdalnego przełączania sygnalizacji świetlnej tak, aby ułatwić pojazdom uprzywilejowanym w ruchu dotarcie na miejsce. To możliwe, ponieważ na wielu amerykańskich skrzyżowaniach sygnalizacja jest wyposażona w odbiorniki podczerwieni. Więcej technologicznych ciekawostek dotyczących motoryzacji znajdziesz na stronie Gazeta.pl.

Zasada działania takiego systemu jest prosta. Po włączeniu sygnalizacji świetlnej i dźwiękowej w karetce albo radiowozie specjalny emiter podczerwieni umieszczony w aucie zaczyna wysyłać specjalny kod. Kiedy dociera do sygnalizatora na skrzyżowaniu, faza świateł zmienia się wcześniej, niż nastąpiłoby to automatycznie. Po przejechaniu pojazdu uprzywilejowanego wszystko wraca do normy.

To znacznie bezpieczniejszy sposób pokonania skrzyżowania niż normalna jazda "na sygnale". Dzięki zmianie sygnalizacji przed wjazdem pojazdu uprzywilejowanego w ruchu jego pozostali uczestnicy mają czas, żeby się zatrzymać oraz otrzymują zrozumiały komunikat: czerwone światło znaczy stop.

Podobny system działa w wielu krajach. Na przykład w Niderlandach w nadajniki podczerwieni są wyposażone nawet autobusy miejskie. W pewnych sytuacjach kierowcy mogą ich użyć i wywołać "zieloną falę" w celu usprawnienia ruchu.

 

Informatyk w USA zbudował urządzenie do zmiany fazy sygnalizacji świetlnej

Pewien informatyk postanowił sprawdzić, czy da się taką zmianę wymusić przy użyciu powszechnie dostępnych urządzeń, a wynikami swojego eksperymentu podzielił się na filmie. Do zdalnej zmiany fazy sygnalizacji świetlnej użył urządzenia znanego informatykom pod nazwą Flipper Zero.

To pudełko z prymitywnym wyświetlaczem LCD, które przypomina mobilny router albo popularną jakiś czas temu zabawkę Tamagotchi. Jest znane hakerom, crackerom oraz innym programistom wszelkiej maści.

Flipper Zero jest legalny i można go kupić za 170 dolarów. To mały komputerek, wyposażony w różnego rodzaju złącza transmisji, również bezprzewodowej. Wykorzystuje popularne w przedmiotach codziennego użytku metody i protokoły (BT, NFC, IR, RFID i inne) wykorzystujące promieniowanie elektromagnetyczne do komunikacji.

Tak działają piloty do telewizorów, bram garażowych i szlabanów, niektóre kluczyki samochodowe, karty płatnicze oraz mnóstwo innych urządzeń. Flipper Zero można programować i przy jego pomocy testować różne rozwiązania.

 

Wymuszanie "zielonej fali" na wideo. Nigdy tego nie róbcie

Autor wideo umieszczonego na YouTube pokazał, że przy pomocy Flipper Zero można zaprogramować domowej roboty emiter podczerwieni (widocznie ten wbudowany w urządzenie nie był wystarczająco mocny) tak, żeby potrafił zmieniać fazy świateł. Wystarczyło wysłać w przestrzeń przed autem sygnał w podczerwieni o odpowiedniej częstotliwości (w USA 14 HZ), tak samo, jak robią to służby, używając transmiterów, najczęściej firmy Opticon.

To czynność banalnie prosta dla każdego informatyka, ale zdecydowanie odradzamy próby takie jak na filmie. Takie zabawy mogą być niebezpieczne, a zdecydowanie są zabronione. W większości krajów manipulacja sygnalizacją świetlną przez osoby nieuprawnione jest przestępstwem. W USA może być zagrożone karą więzienia do sześciu miesięcy.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.