Samochody wodorowe są głupie? Glickenhaus rzuca wyzwanie Muskowi. Chce się zmierzyć z Teslą Cybertruck na dystansie 1000 mil

Elon Musk jest znany z niechęci do ogniw wodorowych, wielokrotnie okazywał ją publicznie. Być może dlatego, że jego firma Tesla jest producentem samochodów elektrycznych na akumulatory. Jednak znalazł się ktoś, kto chce bronić honoru aut na ogniwa paliwowe. To James Glickenhaus, założyciel firmy Scuderia Cameron Glickenhaus.

James Glickenhaus jest człowiekiem wielu talentów: aktorem, reżyserem i producentem bardzo złych filmów, finansistą i kolekcjonerem i producentem samochodów. Założył własną firmę Scuderia Cameron Glickenhaus. Jej historia zaczęła się od modyfikacji ostatniego wyprodukowanego egzemplarza Ferrari Enzo.

Glickenhaus kupił ten samochód i dogadał się z Andreą Pininfariną w kwestii przemienienia go w unikalne dzieło motoryzacyjnej sztuki. Tak powstał wyjątkowy model Ferrari P4/5 by Pininfarina stworzony przez włoskie studio. Jedyny na świecie egzemplarz supersportowego samochodu był stylizowany na wyścigowe Ferrari 330 P4, którego kosztowną replikę posiada Glickenhaus.

Ferrari najpierw zapałało miłością do finansisty, a szef włoskiej firmy Luca di Montezemolo udzielił mu oficjalnego błogosławieństwa. Kiedy później okazało się, że Amerykanin chce startować w wyścigach długodystansowych samochodem stworzonym z podzespołów Ferrari, ale pod własną marką, miłość obu firm zmieniła się w nienawiść.

SCG Baja BootSCG Baja Boot fot. Glickehnaus Racing

James Glickenhaus lubi rozgłos. Atak na szefa Tesli jest dobrym sposobem

Ferrari odcięło Glickenhausowi dostęp do zaplecza technicznego i ten musiał posiłkować się częściami innych producentów, m.in. BMW i Hondy. James Glickenhaus jest człowiekiem, który lubi wikłać się rozmaite awantury. Kiedy przycichła afera z Ferrari, oskarżył odradzającą się firmę De Tomaso o plagiat jego samochodu, a teraz wyzwał na pojedynek samego Elona Muska.

Glickenhaus nawiązał do jego słów na temat aut z ogniwami paliwowymi oraz przechwałek dotyczących Tesli Cybertruck. Musk oficjalnie uważa auta na wodór za "oszałamiająco głupie" (ang. mind-boggingly stupid), a ogniwa paliwowe (ang. fuel cells) nazywa "fool cells" - głupimi ogniwami. Jednocześnie opowiada, że znakomitym testem dla nowego elektrycznego pikapa Tesla Cybertruck byłby start w długodystansowym pustynnym rajdzie, słynnym Baja 1000.

Właśnie to zaproponował mu twórca firmy Scuderia Cameron Glickenhaus. Chce by obaj Amerykanie wystawili swoich zawodników na starcie Baja 1000 w 2023 roku. Elon Musk miałby przygotować do rywalizacji elektryczną Teslę Cybertruck. Glickenhaus zobowiązał się, że wyposaży swoje auto SCG Baja Boot w ogniwa wodorowe.

 

Ogniwa wodorowe vs. akumulatory. Glickenhaus ma szanse na zwycięstwo

W ten sposób Amerykanin chce udowodnić geniuszowi z Południowej Afryki, że nie ma racji. Zespół Glickenhausa w 2019 roku wygrał klasę 2 rajdzie Baja 1000 samochodem wzorowanym na klasycznym buggy Steve'a McQueena, ale na wskroś nowoczesnym. Pustynny potwór ma klasyczny silnik V8 o poj. 6,2 litra i mocy 650 KM, ale na potrzeby pojedynku zostanie wyposażon

Tesla CybertruckTesla Cybertruck fot. Tesla

y w napęd elektryczny zasilany wodorem.

Tak obiecuje Glickenhaus. Szczerze mówiąc ma spore szanse wygrać konfrontację, bo w czasie długodystansowego rajdu wyjdą na jaw przewagi auta na ogniwa wodorowe. W porównaniu z elektrykiem na akumulatory może być lżejsze, mieć większy zasięg i możliwość szybkiego uzupełnienia energii. Tylko dwie kwestie budzą poważne wątpliwości.

Po pierwsze taka rywalizacja nie ma żadnego przełożenia na codzienne używanie samochodu elektrycznego, bo stacji tankowania wodorem jest jak na lekarstwo, a ładowarek sporo. Po drugie, James Glickenhaus potencjalnie mógłby wygrać taki pojedynek, gdyby Musk wziął w nim udział. Problem w tym, że multimiliarder i wynalazca jest zajęty swoimi firmami tak bardzo, że w ogóle nie odpowiedział na śmiałe wyzwanie.

Więcej o: