Czy da się oszukać odcinkowy pomiar prędkości? Niby tak, ale...

Da się oszukać odcinkowy pomiar prędkości. I czasami sposoby te są nawet legalne. W tym punkcie rodzi się jednak inne pytanie. Po co tak właściwie kierowcy mieliby to robić? Przecież to się średnio opłaca.

Polscy kierowcy są patenciarzami. Co do tego nie można mieć żadnych wątpliwości. Zawsze i wszędzie poszukują furtek i wytrychów, które pozwolą im na uniknięcie odpowiedzialności za wykroczenie. Pytanie na dziś zatem brzmi: "Czy da się oszukać odcinkowy pomiar prędkości?" Pewnie, że ta. To jest nawet proste.

Zobacz wideo 30 punktów karnych i 4 tys. złotych mandatu dla pirata drogowego, który przekroczył prędkość w terenie zabudowanym o 80 km/h

Jak można oszukać odcinkowy pomiar prędkości?

Zasada działania odcinkowego pomiaru prędkości jest taka, że na danym fragmencie drogi CANARD ustawia dwie kamery. Jedna wykonuje zdjęcie auta na wjeździe na odcinek pomiarowy, a druga na wyjeździe. W międzyczasie nie ma żadnych radarów, które sprawdzałyby szybkość. Liczy się jedynie czas pokonania zadanego odcinka jezdni. To na jego podstawie system oblicza średnią prędkość pokazu (dzieli czas przez odległość). I to średnia prędkość jest porównywana z ograniczeniem. To decyduje o wystawieniu mandatu lub skasowaniu zdjęcia.

Powyższe wytłumaczenie stanowi tak naprawdę klucz do oszukania wyniku na OPP. Bo skoro kluczowy jest czas, kierowca jadący zbyt szybko może próbować go wydłużyć. Metody w tym przypadku są dwie. Po pierwsze można po prostu zatrzymać auto. Kilkuminutowy postój powinien mocno obniżyć średnią prędkość przejazdu. Kierowca odpowiedzialności uniknie. Po drugie można zwolnić. Tyle że znacznie poniżej limitu. To także powinno "wyrównać" pomiar do ograniczenia prędkości.

Choć sposób oszukania odcinkowego pomiaru jest jeszcze jeden. Kierowca może zjechać z drogi. Często OPP są konstruowane w taki sposób, że po drodze pojawiają się skrzyżowania, zjazdy czy węzły drogowe.

Oszukiwanie odcinkowego pomiaru prędkości się nie opłaca. Może oznaczać nawet mandat

W tym punkcie jedno nie ulega wątpliwościom. Sens oszukiwania odcinkowego pomiaru prędkości jest praktycznie... żaden! Po co jechać zbyt szybko tylko po to, aby później musieć się zatrzymywać lub zwalniać? Lepiej od samego początku odcinka pomiarowego trzymać się ograniczenia. Wystarczy w tym celu np. odpalić tempomat lub ogranicznik szybkości. To zdecydowanie bardziej się opłaca. Tym bardziej że oszukując, kierowca może narobić sobie jeszcze większych problemów. I przykłady są dwa:

  • Gdyby kierowca postanowił zatrzymać się np. na drodze ekspresowej lub autostradzie, mandatu za prędkość uniknie. Ale za postój w tym miejscu już nie. Jeżeli zatrzyma auto poza MOP-em, dostanie 300 zł mandatu i 1 punkt karny. Gdy do tego nie zasygnalizuje postoju, policjant dopisze kolejne 300 zł i kolejny punkt karny do "rachunku".
  • W sytuacji, w której drastycznie zwolni na drodze ekspresowej lub autostradzie, policjant może go ukarać za tamowanie lub utrudnianie ruchu. To oznacza od 500 do 5000 zł mandatu i 8 punktów karnych.
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.