Ostrzegasz światłami przed policją? Licz się z konsekwencjami. Policjant ma na to patent

Prawdopodobnie każdy z nas na drodze spotkał się z tzw. ostrzegawczym mruganiem ze strony drugiego użytkownika ruchu. Zwiastowało ono pobliski patrol policji. Warto się jednak zastanowić przed podobnym zachowaniem, gdyż jest ono wykroczeniem.

Więcej ciekawych tekstów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

"Mruganie długimi" - kto z nas nie zna tego drogowego kolokwializmu? W teorii powinno służyć tylko i wyłącznie do ostrzegania kierowców jadących z naprzeciwka o potencjalnym niebezpieczeństwie, np. zawalonym drzewie kilkaset metrów dalej. Czasem informuje nas również o włączeniu świateł mijania w naszym aucie.

Zobacz wideo Pędziła 146 km/h w terenie zabudowanym. Policjantom przyznała, że lubi szybką jazdę

Walka kierowców z policjantami. Mają swoje argumenty

Jednak wiemy, jak wygląda to w praktyce. Do powszechnych zachowań na drodze weszło korzystanie ze świateł w celu informowania o pobliskim patrolu drogowym. A policjanci są bardzo wyczuleni na takie zachowania. Argumentują, że w ten sposób informujemy nie tylko kierowców jadących ze zbyt dużą prędkością, ale i pod wpływem alkoholu lub nielegalnych substancji. I może być w tym trochę racji, gdyż codziennie słyszymy o zatrzymaniach kierujących na "podwójnym gazie". Kierowcy z kolei odbijają piłeczkę — według nich policjanci specjalnie ukrywają się w niewłaściwych, ciężko widocznych miejscach, aby urządzać "polowania" na ich portfele i łatać w ten sposób dziury budżetowe. Tu również jest ziarno prawdy.

Idealny świat byłby pozbawiony zarówno jeżdżących nieprzepisowo, jak i ustawionych przepisowo oraz miłych i życzliwych policjantów. Życie to jednak nie bajka, więc musimy dostosować się do przepisów ruchu drogowego. A prawo jest po stronie tych pierwszych. Okazuje się, że życzliwość na drodze może nas sporo kosztować. Najnowszy taryfikator informuje, że: 

Korzystanie ze świateł drogowych w sposób niezgodny z przepisami" jest zagrożone mandatem w wysokości 200 złotych i 3 punktami karnymi

Oznacza to, że w przypadku przyłapania na gorącym uczynku czeka nas kara, a jednocześnie przestroga przed nadmierną życzliwością na drodze. Są jednak dziesiątki innych sposobów, aby zadbać o bezpieczeństwo w ruchu, do czego zachęcamy jak najmocniej.

Życzliwość nie popłaca. Stracił auto

Nieco ponad trzy miesiące temu podobne zdarzenie doprowadziło nawet do zarekwirowania auta "życzliwca". 33-letni kierowca poruszający się trasą w Bojadle (woj. lubuskie) ostrzegał pozostałych drogowców przed obecnością patrolu drogowego. Na jego nieszczęście "zamrugał" też nieoznakowanemu radiowozowi, a kamera zarejestrowała jego wykroczenie. Policjanci szybko zawrócili i dokonali zatrzymania Toyoty. W toku czynności okazało się, że mężczyzna nie ma prawa jazdy, więc skierowano do sądu wniosek o jego ukaranie. Czujemy, że kierujący autem teraz się nawet nie uśmiechnie w stronę pozostałych uczestników ruchu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.