Czy to Pac Man? Nie, to wytwór wyobraźni Chryslera. Auto modułowe

Rewolucja pożera swoje dzieci. To przysłowie aż za bardzo wzięli do siebie projektanci marki Plymouth. Koncepcyjny model Voyager III ujrzał światło dzienne w 1989 roku i natychmiast zwrócił uwagę świata motoryzacji. Pomysł dwóch aut w jednym znacząco wyprzedził swoją epokę.

Więcej ciekawych tekstów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Auta wielofunkcyjne to obiekt westchnień wielu osób posiadających rodzinę. Przyjęło się, że tę rolę pełnią dziś te z segmentu SUV. Jednak o takiej ilości przestrzeni jak ten model, mogą jedynie pomarzyć. I co najlepsze, może się zmniejszyć o dwa rzędy siedzeń w odczepianym nadwoziu.

Zobacz wideo Ponad 70 lat historii i ponad 11 mln sprzedanych samochodów - nowa Toyota Land Cruiser

Auto hybrydowe. I wcale nie chodzi o silnik

Lata 90 ub. w. nie należały do najciekawszej epoki motoryzacyjnej. Przynajmniej nie w temacie aut rodzinnych. Królujące wśród rodzin vany i minivany niejednokrotnie przypominały mydelniczkę albo nabrzmiałą rybę fugu. Plymouth Voyager III także. Ale w kwestii jego nadwozia inne parametry grają pierwsze skrzypce. Auto można było wręcz przedzielić na pół. Pierwsza część składała się z niewielkiego, 3-osobowego kompakta, któremu niestraszne są trudy jazdy po mieście. Druga zapewniała z kolei kolejne dwa rzędy dla pasażerów i sporą ilość miejsca na bagaże. Choć nazwa ta w kontekście aut zarezerwowana jest silników, to śmiało można go nazwać hybrydowym.

Po połączeniu obydwu konstrukcji oczom ukazuje się długi, 5-metrowy pojazd. Silnik umieszczony w kompakcie jest jednostką 3-cylindrową, a jego moc mogła nie wystarczyć do rozpędzenia tak wielkiego auta. Jak rozwiązano ten problem? Zastosowaniem drugiego, oddzielnego silnika o 4 cylindrach, który umieszczono pod fotelami "przedłużki". Ich współpraca była synchronizowana komputerowo. Spójrzmy na tylko na wideo poniżej:

 

Ambitny projekt spalił na panewce. Kwestie finansowe

Ale ciekawość wzbudza nie tylko napęd koncepcyjnego Voyagera. Wyposażono go w mechanizm chowania tylnego koła po połączeniu z dłuższą częścią. Choć znacząco ułatwiało to manewrowanie to miało też wpływ na bardzo szeroki rozstaw osi. Choć na Chicago Air Show auto wzbudziło spore zainteresowanie, to jednak nie weszło ostatecznie do masowej produkcji. Powody? Skomplikowany układ podwozia oraz napędu znacząco podnosiłby koszty produkcji względem standardowych samochodów. Rzutowałoby to również na jego końcową cenę.

Amerykańska motoryzacja różni się nieco od tej w reszcie świata. Mieszkańcy USA przywykli do posiadania co najmniej 2 aut w rodzinie, więc trudno byłoby znaleźć odbiorców Voyagera III, który pełniłby rolę samochodu miejskiego oraz rodzinnego. Kłopotliwa okazywała się także kwestia utrzymania go w czystości. W końcu po połączeniu obydwu części pojazdu w całość pasażerowie mieliby przed sobą brudną szybę. 

Trendsetter? Dziś zyskałby lepszy odbiór

Trzeba jednak przyznać, że eksperymentalny Plymouth wyprzedził swoje czasy. W dobie ograniczeń w emitowaniu gazów cieplarnianych oraz zanieczyszczeń projekt spotkałby się najpewniej z o wiele większym zainteresowaniem. Mógłby być jedynym samochodem w rodzinie. A, i jeszcze jedna ciekawostka. Zaprojektowała go ta sama osoba, która odpowiada za ikonicznego Dodge'a Vipera. Dajecie słowo? Źródło: Chicago Auto Show, YouTube

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.