Łoś chciał jechać warszawskim tramwajem, ale motorniczy go nie wpuścił

Łosie coraz częściej docierają do miast. W czwartek spory osobnik pojawił się w samym centrum prawobrzeżnej Warszawy. Wędrował ul. Grochowską w stronę ronda Wiatraczna. Zatrzymał się na przystanku tak, jakby chciał wsiąść do tramwaju.

Zdjęcia i filmy Łosia wędrującego po warszawskiej Pradze Południe wysłało jednocześnie na serwis Kontakt24 kilkoro widzów telewizji TVN. Dzięki temu możemy zobaczyć dzikie zwierze zwiedzające Grochów wczoraj po południu. Najpierw zostało przyłapane na ul. Siennickiej koło godz. 17:40, a później sfilmowane na ul. Grochowskiej. Tam łoś zachowywał się, jakby zachęciła go oferta Tramwajów Warszawskich, ale żaden motorniczy nie kwapił się, żeby go zabrać.

Zobacz wideo Doskonałe jedzenie, piękna architektura i emocjonująca motoryzacja. We Włoszech jest region, który skupia w sobie te trzy rzeczy [autopromocja]

Więcej informacji o tym, co się dzieje na polskich drogach, znajdziesz na stronie Gazeta.pl

To nic dziwnego, bo łoś ze względu na swoje rozmiary jest bardzo niebezpiecznym zwierzęciem. Łoś euroazjatycki jest największym współcześnie żyjącym ssakiem kopytnym z rodziny jeleniowatych. W wyniku działalności człowieka łosie niemal wyginęły na przełomie XIX i XX w. Dopiero później w wyniku działań ochronnych liczebność ich populacji wróciła do poziomu bezpiecznego dla jej zachowania. W Polsce od 2001 roku obowiązuje moratorium na łosie, co oznacza zawieszenie polowań i całoroczny okres ochronny tego gatunku.

Dorosłe łosie potrafią ważyć ponad 700 kg i osiągnąć wysokość przekraczającą dwa metry. Kiedy wpadną w panikę, zachowują się nieprzewidywalnie i mogą stratować człowieka. W razie zderzenia z autem zwykle powodują poważne obrażenia jadących w nim osób, bo ze względu na długie nogi, uderzają całą masą w kabinę pasażerską, powyżej stref kontrolowanego zgniotu. W gęsto zaludnionych obszarach leśnych to się zdarza dość często. Jeden z takich wypadków wydarzył się kilka godzin temu na trasie S7 w miejscowości Mieszkowo, o czym również poinformował TVN Warszawa.

Za to wizyta łosia w mieście stołecznym zakończyła się bezpiecznie dla wszystkich. Nikt w jej wyniku nie ucierpiał, a potężny ssak został odłowiony i odwieziony z powrotem do lasu. Jeśli kogoś niepokoi prawny termin "odławianie", warto wytłumaczyć, że zastąpił w przepisach (ustawie o ochronie zwierząt oraz ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach) wyłapywanie zwierząt. Teraz tak jest nazywana czynność polegająca właśnie na złapaniu zwierzęcia i umieszczeniu go z powrotem w naturalnym środowisku. Odławiania dokonują specjalistyczne firmy, zwykle prowadzone przez myśliwych. Warszawski Łoś najprawdopodobniej zawędrował na Grochów z położonych niedaleko Warszawy rembertowskich lasów.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.