BMW X5 z polskiego ogłoszenia i BMW X5 po amerykańskim crash teście. Czy to ten sam samochód?

Na popularnym polskim portalu ogłoszeniowym pojawiło się czteroletnie BMW X5 w "superwersji" i z niemal zerowym przebiegiem. Zdaniem sprzedawcy to prawdziwa okazja. Zdaniem internetu auto wcześniej przeszło test. Kłopot w tym, że to mógł być crash test.

Historia BMW X5 z ogłoszenia jest tak mało prawdopodobna, że wydaje się niemożliwa, ale sporo wskazuje na to, że plotki, które krążą na jego temat, są prawdziwe. Na portalu olx.pl zostało wystawione na sprzedaż wyjątkowe BMW X5 w wersji xDrive 40. Jego przebieg to zaledwie 155 km, mimo że samochód został wyprodukowany w 2019 roku, czyli około czterech lat temu. Sprzedawca (autokomis z podwarszawskich Janek) twierdzi, że auto zostało sprowadzone ze Stanów Zjednoczonych i jest nieuszkodzone. Internauci przeprowadzili szybkie śledztwo i uważają, że to nieprawda. Ich zdaniem zostało naprawione po... crash teście przeprowadzonym w USA przez organizację NCAP. Można obejrzeć go na YouTube.

Więcej wiadomości o samochodach używanych znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Sprzedaż BMW X5 czwartej generacji rozpoczęła się właśnie w 2019 roku

Opis BMW X5 xDrive 40 z ogłoszenia brzmi zachęcająco: ma trzylitrowy silnik o mocy 333 koni i wyjątkowo bogate wyposażenie. Wnętrza SUV-a wprawdzie nie widać na żadnym zdjęciu, ale wierzę, że wygląda tak samo ładnie, jak jego karoseria. Potencjalnych klientów zaciekawiła ta nietypowa oferta i zaczęli szukać śladów samochodu w internecie. Doszli do zaskakujących wniosków. Według niektórych osób ten sam egzemplarz BMW brał udział w teście zderzeniowym przeprowadzonym przez amerykański oddział organizacji NCAP (ang. New Car Assessment Programme), która zajmuje się badaniem poziomu bezpieczeństwa współczesnych aut. Efekt możecie obejrzeć na poniższym wideo.

W samochód uderza z boku deformowalna bariera o masie 1368 kg rozpędzona do prędkości 61 km/h. W środku siedzą manekiny z czujnikami, tak zwane crash test dummies. Ten za kierownicą jest zbudowany jak typowy amerykański kierowca, bo wzór stanowił amerykański mężczyzna z 50 centyla siatki. Z tyłu posadzono manekin o nietypowej budowie, na poziomie 5 centyla kobiet w USA. Siatka centylowa określa procent osób w populacji, które mają tę samą wagę i wzrost oraz to ile z nich jest cięższych, ile lżejszych, ile niższych i ile wyższych. W tym przypadku to oznacza, że 95 proc. zbadanych kobiet wyglądało inaczej od manekina: były wyższe i cięższe. Taki dobór parametrów ma pomóc zbadać efekty zderzenia w przypadku typowych i atypowych pasażerów.

BMW X5 z polskiego ogłoszenia. Czy wzięło udział w crash teście NCAP?

Wróćmy do samochodu. BMW X5  xDrive 40 przeszło śpiewająco crash test naśladujący typowe boczne zderzenie. W momencie uderzenia nawet nie pękły w nim boczne szyby, a na pierwszy rzut oka i próg wygląda na nienaruszony. Taki samochód jest wręcz idealny do naprawy blacharsko-lakierniczej, która byłaby stosunkowo prosta, chociaż kosztowna, jeśli zostałaby wykonana przy użyciu fabrycznych części i zalecanych przez producenta technik. Rzeczywiście, jest prawdopodobne, że to samo BMW, które możemy podziwiać w polskim ogłoszeniu cztery lata później. Sprzedaż aktualnej generacji BMW X5 (G05) rozpoczęła się w 2019 r., a ten model jest produkowany właśnie w amerykańskiej fabryce koncernu w Spartanburgu.

 

Problem w tym, że sprzedający nie informuje o domniemanej nietypowej przeszłości auta. Być może plotki są nieprawdziwe, ale niewykluczone, że autor ogłoszenia nie docenił dociekliwości internautów. W treści ogłoszenia nie ma informacji o tym, żeby auto przeszło naprawę powypadkową, ani że uczestniczyło w nietypowej kolizji. Ludzie komentujący wideo na portalu YouTube twierdzą, że wcześniej była wzmianka temat "fabrycznych testów", ale i wcześniej nikt nie wspominał, że chodzi o crash test. Wydaje mi się, że to dosyć istotna różnica. Podobno później taka informacja została usunięta.

Samochód można naprawić po wypadku tak, że jest jak nowy. Tyle że to dużo kosztuje

Jeśli na zdjęciach i wideo rzeczywiście jest ten sam samochód, jego sprzedaż z takim opisem nie jest uczciwa. To wcale nie znaczy, że zakup auta powypadkowego jest zawsze złym pomysłem. Chodzi o to, że przyszły nabywca powinien być poinformowany o jego faktycznej przeszłości oraz ewentualnej naprawie blacharsko-lakierniczej. W przypadku takiego zderzenia, jak na załączonym wideo, spokojnie można przywrócić samochód do pełnej sprawności, takiej jak przed wypadkiem. Za dopłatą można poznać historię tego samochodu, pobierając raport partnera OLX, czyli firmy autoDNA. Myślę, że w tym przypadku naprawdę warto to zrobić.

W powyższej sytuacji widzę trzy problemy. O pierwszym już wspomniałem: to brak informacji w opisie o przeprowadzonym teście zderzeniowym, jeśli naprawdę w nim uczestniczył. Druga wątpliwość, to sposób wykonania ewentualnej naprawy blacharsko-lakierniczej. Bez dokumentacji trudno ją ocenić. W przypadku większości samochodów da się uzyskać stan bezpieczeństwa biernego, taki sam, jak w nowym aucie. Tylko że taka naprawa jest kosztowna, a to obniża zysk sprzedawcy.

Handlarze samochodami bardzo tego nie lubią, więc zazwyczaj naprawiają samochody możliwie najniższym kosztem, dbając przede wszystkim o to, aby dobrze wyglądały. Trzecia sprawa jest najważniejsza: samochody po testach zderzeniowych powinny trafiać na złomowisko, a nie na rynek wtórny. Być może tak było i w tym przypadku, ale na stacji demontażu znalazł się ktoś przedsiębiorczy, to postanowił oferować mu drugie życie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.