Co robić, kiedy sprawca kolizji nie czeka na policję? Czy wystarczy oświadczenie?

Każdego dnia chodzi do przeszło 1000 kolizji drogowych. Czy każda musi się zakończyć interwencją policji? To kluczowe pytanie z punktu widzenia ruchu drogowego. Sprawdźmy, jak brzmi odpowiedź na nie.

Porady w zakresie praktycznego zastosowania przepisów publikujemy również w serwisie Gazeta.pl.

W roku 2022 policji zgłoszonych zostało nieco ponad 362 tys. kolizji drogowych. Tyle że to zdarzenia, które znalazły swój oficjalny finał w interwencji funkcjonariuszy. Statystyki nie są pełne, bo pojawienie się patrolu na miejscu, wcale nie jest absolutnym must have. Kierowcy równie dobrze kwestię stłuczki mogą załatwić między sobą. Dokumentem wystarczającym do uzyskania odszkodowania przez poszkodowanego jest bowiem oświadczenie sprawcy.

Zobacz wideo Oszustwo na stłuczkę? Policjanci poszukują poszkodowanych, którzy brali udział w podobnych kolizjach jak na wideo

Policja na miejscu kolizji to czasami kilka godzin oczekiwania

Na początek warto wyjaśnić jedną kwestię. Czemu kierowcy nie zawsze wzywają na miejsce kolizji policję? Decydują o tym na ogół dwa powody. Po pierwsze chodzi o czas. Czas oczekiwania na przyjazd patrolu konkretnie. W sytuacji, w której w jednym momencie dojdzie do kilku zdarzeń, ten może wydłużyć się nawet do kilku godzin. Po drugie czasami policjanci interwencji podejmować nie chcą. Taka sytuacja dotyczy np. przypadku, w którym do kolizji dojdzie na terenie prywatnym. Tam przepisy Prawa o ruchu drogowym nie działają. Tam działają zasady określone przez właściciela lub zarządcę.

Co powinno zawierać oświadczenie sprawcy kolizji?

Brak notatki policyjnej po kolizji nie stanowi jednak powodu do pojawienia się problemów z uzyskaniem odszkodowania. Kierowcy mogą bowiem dogadać się między sobą. A po tym jak ustalą sprawcę zdarzenia, ten musi jedynie spisać oświadczenie. W nim powinien przyznać się do winy oraz określić okoliczności sprawy. Aby późniejsze uzyskanie odszkodowania stało się jednak sprawne i szybkie, warto pamiętać o konieczności zapisania kilku ważnych rzeczy w oświadczeniu. Liczą się m.in.:

  • imiona i nazwiska kierowców pojazdów uczestniczących w kolizji,
  • dane adresowe kierowców,
  • dane kontaktowe w postaci np. numeru telefonu,
  • informacje dotyczące praw jazdy kierowców:
  • numery i nazwy organów wydających,
  • numery dowodów osobistych i numery PESEL kierowców,
  • informacje o pojazdach uczestniczących w kolizji:
  • numery rejestracyjne i VIN,
  • numer polisy OC sprawcy wraz z nazwą towarzystwa ubezpieczeniowego,
  • opis zdarzenia: powinny zostać wskazane okoliczności kolizji, sposób uderzenia auta sprawcy w auto poszkodowanego, powinny zostać opisane uszkodzenia, można przygotować nawet rysunek sytuacyjny,
  • przyznanie się sprawcy do winy za zdarzenie,
  • podpisy obu kierowców z wyraźnym zaznaczeniem kto jest sprawcą, a kto poszkodowanym.

Nie zawsze kierowcy mają pod ręką wzór oświadczenia, który wystarczy jedynie uzupełnić. To jednak jeszcze nie problem. Bo dokument taki można sporządzić własnoręcznie praktycznie na dowolnej kartce.

Sprawca kolizji nie czeka na policję. Co wtedy?

Sprawca kolizji nie chce czekać na policję i nie chce spisać oświadczenia, bo np. nie ma czasu? Proponuje zatem, że załatwicie formalności w późniejszym terminie. To jednak rozwiązanie mało bezpieczne. Później sprawca może się wszystkiego wyprzeć. Choć to nadal nie scenariusz, który powoduje że zostaniecie na lodzie. Pamiętajcie bowiem, że sprawę możecie zgłosić organom ścigania samodzielnie, po prostu idąc na komendę. Zadbajcie jednak o dokumentację fotograficzną, świadków oraz sprawdźcie czy w danym punkcie jest np. miejski monitoring. To znacznie ułatwi działanie organom ścigania.

Kierowcy nie mogą się dogadać? Bez policji się nie obejdzie...

Przyjazd policji na miejsce kolizji może się stać konieczny, i to pomimo czasu oczekiwania, w sytuacji w której kierowcy nie potrafią ustalić wspólnego stanowiska. W takim przypadku policjanci podejmą próbę wyjaśnienia sprawy. A jeżeli sprawca nie zgodzi się z ich werdyktem, sprawa trafi do sądu. To on ostatecznie rozstrzygnie kwestię odpowiedzialności za zdarzenie. Warto jednak pamiętać o tym, że to scenariusz niekorzystny dla sprawcy. Bo pomijając fakt, że to z jego OC zostaną naprawione pojazdy poszkodowanych i straci on zniżkę na kolejną polisę, dostanie również mandat lub grzywnę i punkty karne. I dziś ich wartości mogą być znaczące.

Podstawowy mandat za spowodowanie kolizji, a więc de facto zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, to 1100 zł i 10 punktów karnych. Taniej być nie może. W czasie kontroli drogowej kierowca może dostać nawet 6 tys. zł mandatu. W sądzie nawet 30 tys. zł grzywny.
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.