Santorini. Turysta udowodnił, że nie da się przejechać drogą węższą od auta

Wszyscy się domyślaliśmy, jaki może być rezultat "greckiego eksperymentu", ale kierowca Nissana Micry i tak postanowił go przeprowadzić. Sprawdził, czy auto zmieści się na ulicy, która jest węższa od niego. Już na początku mogę zdradzić, że się nie zmieściło.

Grecka wyspa Santorini kojarzy się z miłością i pięknymi miasteczkami o wąskich ulicach. Jeżdżą po nich małe białe autka z wypożyczalni. Jednym z nich był Nissan Micra prowadzony przez przygodnego turystę. Jednak on z pobytu na Santorini przywiezie zupełnie inne wrażenia, niż większość podróżnych.

Więcej motoryzacyjnych ciekawostek ze świata znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Nissan Micra utknął w uliczce Santorini. "Przecież tu nie wolno parkować!"

Trudno orzec, dlaczego podjął się manewru z góry skazanego na niepowodzenie, ale jednak to zrobił. Już z daleka i na pierwszy rzut oka widać, że przejazd Nissanem Micrą przez tak wąską ulicę jest raczej niemożliwy. Właśnie dlatego nad przyczynami podjęcia takiej próby zastanawia się teraz połowa internetu. Niektórzy komentujący sugerują, że tak poprowadziła turystę nawigacja, a przecież powszechnie wiadomo, że jej wskazówek należy się słuchać. Podobno taki numer na Santorini potrafią zrobić szczególnie mapy Google, dlatego bardziej doświadczeni podróżnicy polecają używać na wyspie Waze albo jakiejś innej aplikacji.

Niektórzy "gratulują" kierowcy braku rozsądku, inni zauważają jakieś plusy tej sytuacji. Ich zdaniem teraz przynajmniej nikt nie ukradnie samochodu. Jeszcze inni twierdzą, że przecież "tam nie wolno parkować". Karuzela śmiechu rozpędza się coraz bardziej. Najwięcej komentujących zastanawia się nad tym samym: jak nieustępliwy kierowca wysiadł z auta? Wiele osób dałoby dużo za to, żeby zobaczyć relacje wideo z poniższego zdarzenia.

 

Turyście z wyspy Santorini w czasie następnej wizyty polecam... skuter

Z informacji przekazanych przez lokalnego blogera Pavlosa Inglesisa prowadzącego stronę santorinissecrets.com można się dowiedzieć, że turysta kontynuował podróż na piechotę, a wypożyczalnia, która udostępniła mu samochód, została przez niego zawiadomiona o "zdarzeniu drogowym", do którego się przyczynił. Na zdjęciu widać, że kierowca nie poddał się łatwo, w związku z czym naprawa nissana będzie sporo kosztować. Dodatkowo renowacji, a przynajmniej ponownego pomalowania mogą wymagać ściany.

Być może osobę wypożyczającą micrę poniosła wakacyjna fantazja lub zbyt dosłownie wdrożył w życie pojęcie greckiego luzu. W razie ewentualnej kolejnej wizyty na Santorini mam dla niego lub niej małą wskazówkę: w nomenklaturze greckich wypożyczalni Nissan Micra jest całkiem sporym samochodem. W ofercie takich firm są znacznie mniejsze auta, a nawet skutery. Będą idealne, żeby zmieścić się w każdą ulicę na greckiej wyspie bez problemu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.