Poszedł po bilet parkingowy. Jak wrócił, to czekał na niego "mandat" za wycieraczką

Coraz więcej dyskontów ulokowanych przy dużych osiedlach wprowadza szlabany lub automaty parkingowe. Dzięki temu klienci mają szansę zaparkować pod sklepem, a okoliczni mieszkańcy nie zajmują większości miejsc parkingowych przy sklepie.

Więcej ciekawych newsów motoryzacyjnych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Zwykle pierwsza godzina jest bezpłatna, pod warunkiem pobrania specjalnego biletu z maszyny ustawionej na parkingu lub przy wejściu do sklepu.

Portal epoznan.pl opisał sytuację, jaka przydarzyła się klientowi jednego ze sklepów należących do niemieckiej sieci dyskontów. Mężczyzna najpierw zaparkował samochód, a następnie udał się po bilet parkingowy. Przed maszyną była kolejka, więc musiał odczekać kilka chwil.

W międzyczasie zauważył, że nieoznakowany mężczyzna w koszuli i dżinsach zagląda na parkingu do samochodów. Dlatego od razu po pobraniu biletu mężczyzna niezwłocznie wrócił do swojego samochodu. Okazało się, że za wycieraczką czeka na niego druczek z opłatą dodatkową za brak biletu do parkowania.

Mężczyzna próbował wyjaśnić sytuację z parkingowym, ale tamten, mimo różnicy dwóch minut na bilecie i mandacie, nie uwzględnił reklamacji. Po zgłoszeniu uwag kierownikowi sklepu, usłyszał, że parking podlega zewnętrznej firmie.

Rozczarowany klient dowiedział się, że ma możliwość złożenia odwołania poprzez stronę internetową. Przestrzega innych klientów, żeby "biec do automatu jak najszybciej", zanim mandat zostanie wydrukowany.

W internecie można znaleźć wiele przypadków, kiedy kierowcy zostali ukarani "mandatem" z powodu kilkuminutowego postoju w kolejce do maszyny wydającej bilety. Jednak w większości przypadków sprawę załatwiała interwencja u pracownika firmy zarządzającej parkingiem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.