Czy policjant podczas kontroli może kazać kierowcy wejść do radiowozu?

Podwarszawski wypadek radiowozu i okoliczności z nim związane prowadzą do powstania zasadniczego pytania. Czy policjant podczas kontroli może kazać kierowcy lub pieszemu wejść do radiowozu? Odpowiedź nie jest taka prosta.

Kolejne porady związane z przepisami znajdziesz również w serwisie Gazeta.pl.

Sprawa podwarszawskich funkcjonariuszy jeszcze się nie przegrzała. Cały czas mocno bulwersuje i bulwersować będzie. Dwóch funkcjonariuszy, opowiadając dowcipy o "włączaniu innych kogutów", zaprosiło do radiowozu dwie nastolatki. Następnie odpalili silnik w aucie i udali się w kierunku... lasu. Niestety, a być może na szczęście (tego się już pewnie nie dowiemy), radiowóz daleko nie zajechał. Po kilkuset metrach uderzył w drzewo. I bez względu na fakt jak zakończy się ta sprawa, na usta ciśnie się jedno pytanie. Brzmi ono:

Czy policjant podczas kontroli może kazać kierowcy wejść do radiowozu?
Zobacz wideo Policjanci podglądali kierowców na miejskim monitoringu. Potem podjeżdżał nieoznakowany radiowóz

Policjant może zaprosić cywila do radiowozu. Ale nie każdego i nie zawsze

Policjant podczas kontroli ma pełne prawo kazać kierowcy (czy też każdemu innemu uczestnikowi ruchu drogowego) wejść do radiowozu. Prawo takie dotyczy jednak ograniczonej ilości przypadków. Przepisy bardzo wyraźnie mówią o tym, że podstawą do wydania takiego polecenia może się stać m.in.:

  • udzielenie pomocy danej osobie, ewentualnie zabezpieczenie jej w sytuacji, w której groziłoby jej niebezpieczeństwo,
  • próba przeprowadzenia badania alkomatem, ewentualnie wykonywanie czynności w sprawie o przestępstwo, wykroczenie lub naruszenie o charakterze administracyjnym,
  • przedstawienie kierującemu zarejestrowanego wykroczenia, ukaranie go mandatem lub płatność za mandat kartą płatniczą lub inną formą bezgotówkową,
  • aresztowanie kierującego, ewentualnie doprowadzenie go do izby wytrzeźwień, placówki służby zdrowia lub jednostki policji,
  • podjęcie próby przeciwdziałania ucieczce kierującego z miejsca kontroli drogowej.

Rozmowa o "kogutach" nie jest podstawą do wożenia cywili radiowozem

Analiza powyższej listy prowadzi do jednego wniosku. Policjant w żadnym razie NIE MOŻE KAZAĆ komukolwiek wsiąść do radiowozu w sytuacji, w której chce porozmawiać z nim o "kogutach" czy "trójkątach". Nie ma też absolutnie żadnego prawa do wydawania takiego polecenia w przypadku, w którym kontrolowana wpadła mu w oko, ewentualnie przejażdżką radiowozem chciał zrobić na niej wrażenie. To złamanie przepisów i podstawa do odpowiedzialności dyscyplinarnej, a może nawet i karnej.

Pewnie w tym punkcie powiecie, że powyższe reguły nigdy nie były respektowane. Błąd! To zależy od policjanta. Kilka lat temu spotkałem znajomą na służbie. Po wymianie paru zdań przeprosiła, że nie może podrzucić mnie do domu. Powiedziała: "przepisy nie pozwalają mi na wpuszczenie cię do radiowozu". Te słowa padły, zanim podwózki radiowozami i pokazywanie jakichkolwiek "kogutów", stało się modne.

Oczywiście w tym punkcie kluczowe jest pewne obostrzenie. Bo pogląd mojej znajomej jest poglądem właściwym. Funkcjonariuszka zna zasady i chce je stosować sprawiedliwie. Nie ma zamiaru ich naginać. Nie każdy taki jednak jest. W przypadku podwarszawskiej sprawy dziewczyny oczywiście mogły zastrajkować i powiedzieć, że nie wsiądą do radiowozu, bo policjanci nie mają podstaw do zabrania ich do pojazdu. Tyle że wtedy funkcjonariusze powiedzieliby np. że chcą spisać ich zeznania na komisariacie... Przepisy nie dają żadnego przycisku bezpieczeństwa kontrolowanemu. To spory problem, który sprawa nastolatek spod Warszawy mocno unaoczniła.

Policjant nie miał prawa kazać kierowcy wejść do radiowozu. Co mu grozi?

Co grozi policjantowi w przypadku, analogicznym do tego spod Warszawy? Jeżeli komisja dyscyplinarna stwierdzi jego winę, może otrzymać on karę upomnienia, nagany, obniżenia stopnia służbowego, degradacji stanowiska, ostrzeżenia o niepełnej przydatności do służby lub wydalenia ze służby. Tyle że ten podwarszawski przypadek jest szczególny. Bo tu policjanci nie tylko bez podstawy zaprosili dwie dziewczyny do auta. Dużo ważniejsze staje się tło, zwłaszcza że mieli niejasne intencje, rozbili radiowóz, a do tego próbowali sprawę zatuszować. Te okoliczności nie wyglądają dobrze. Coś mi mówi, że policjanci łatwo nie wyłgają się od konsekwencji.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.