Hammond przerywa milczenie. Po 16 latach mówi o tym, czego doświadczył podczas śpiączki po wypadku [WIDEO]

Richard Hammond po 16 latach milczenia podzielił się tym, czego doświadczył podczas śpiączki, w jakiej znalazł się po wypadku na planie Top Gear w 2006 roku. Jego opowieść jest naprawdę wzruszająca.

Już mało kto pamięta kraksę Richarda Hammonda z 20 września 2006 roku. Ceniony dziennikarz podczas nagrywania jednego z odcinków Top Gear, zasiadł za sterami odrzutowego pojazdu o złowieszczej nazwie "Vampire". W trakcie jednego z przejazdów, osiągając prędkość blisko 500 km/h (310 mph) jego przednia opona wybuchła, co doprowadziło do poważnej kraksy, w której pojazd kilkukrotnie koziołkował. Nieprzytomnego prezentera w ciężkim stanie przetransportowano do szpitala.

 

Dziennikarz cudem przeżył wypadek. Było to jednak na tyle traumatyczne przeżycie, że poprosił swoich redakcyjnych kolegów, Jamesa Maya oraz Jeremy'ego Clarksona, o to, by w jego towarzystwie już nigdy nie wspominali o tym incydencie. Oczywiście panowie uszanowali wolę swojego kolegi, który też później bardzo niechętnie wypowiadał się na temat wypadku. Po upływie 16 lat od zdarzenia Hammond postanowił się jednak otworzyć i podzielić tym, co przeżył podczas swojej śpiączki.

"Nie waż się umrzeć"

W materiale opublikowanym na youtube'owym kanale "what Next?" Hammond w pięknych okolicznościach przyrody Lake District (obszar w północno-zachodniej Anglii, hrabstwo Kumbria) wspomina o swoim śnie. Podczas pobytu na oddziale intensywnej terapii, dziennikarzowi przyśniło się, jak spacerował po okolicznych terenach. Nagle zaczęło towarzyszyć mu uczucie, że znalazł się w poważnych tarapatach.

Idąc po wzniesieniu, zbliżał się do rosnącego nieopodal znajomego mu drzewa. Z każdym krokiem dziwne uczucie narastało. Jednak w pewnym momencie zatrzymał się i odwrócił. Gdy to zrobił, wybudził się ze śpiączki. Wkrótce opowiedział o śnie swojej żonie, Mindy, która z kolei przekazała mu, jak wszystko wyglądało z jej perspektywy.

Dowiedział się od niej, że lekarze nie dawali mu większych szans na przeżycie. Po usłyszeniu, że nie może ona już w niczym pomóc, zapytała, czy może nakrzyczeć na męża, na co dostała zgodę. Przy szpitalnym łóżku ryczała, przeklinała, wykrzykiwała - "Nie waż się umrzeć". Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania - dziennikarz wybudził się ze śpiączki.

Historia jest bardzo wzruszająca i daje nadzieję na szczęśliwy "dalszy ciąg" naszego życia.

 
Więcej o: