Mandat za złe użycie kierunkowskazów już jest. I wynosi 200 zł. To za mało?

Inny kierowca błędnie wrzucił kierunkowskaz. Ty jednak wyjechałeś i doszło do kolizji. Poseł Aleksander Miszalski chciałby, abyś w takiej sytuacji nie ponosił winy za całą kolizję. Co na to MSWiA? Mamy odpowiedź na interpelację z ministerstwa.

O legislacyjnych przepychankach na gruncie polskim i dotyczących tematu ruchu drogowego szerzej piszemy też w serwisie Gazeta.pl.

Pewnie wszyscy znają dowcipy i memy o kierowcach BMW, które mówią o tym że nie używają oni kierunkowskazów. Tyle że problem dotyczy nie tylko kierujących pojazdami z biało-niebieską szachownicą na masce. Jest dużo szerszy. I kwestię tą dostrzegł poseł Aleksander Miszalski.

Zobacz wideo Wypadek na czeskiej autostradzie. Motocyklista próbował uciec przed policją

Poseł pyta MSWiA o kierunkowskaz i winę za kolizję

Poseł w interpelacji o numerze 32892 zwrócił się do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z pytaniem dotyczącym błędnego sygnalizowania manewru przy pomocy kierunkowskazu. Konkretnie postanowił dopytać urzędników o to, czy mają zamiar wprowadzić do ustawy Prawo o ruchu drogowym zapis mówiący o odpowiedzialności mandatowej kierowcy, który błędnie sygnalizuje zmianę kierunku jazdy swojego pojazdu. I pytanie to odnosi się do przytoczonego przykładu. Opisujemy go poniżej.

Kierowcy wjeżdżający na skrzyżowanie z drogi podporządkowanej, widząc nadjeżdżający z lewej strony pojazd, który sygnalizuje skręt w prawo, w celu upłynnienia ruchu zaczynają wykonywać manewr skrętu w prawo lub jazdy prosto, zanim pojazd nadjeżdżający z ich lewej strony dokona pełnego skrętu w drogę. Wtedy może dojść do kolizji. I to wyjeżdżający z podporządkowanej ponosi jej pełne konsekwencje. Faktycznie jednak kierowca, który błędnie sygnalizował swój manewr, jest współwinny spowodowania kolizji.

MSWiA nie jest kompetentne w temacie? Tak twierdzą urzędnicy.

Zagadnienie opisane przez posła Miszalskiego wydaje się dość kluczowe. A samo zapytanie jest raczej słuszne z punktu widzenia warunków ruchu drogowego. Tyle że odpowiedź na interpelację jest zdecydowanie lakoniczna i nic nie wnosi do sprawy. Stanowi raczej grzeczne wysłanie posła... na drzewo! W pierwszej kolejności Maciej Wąsik – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji zaznaczył, że przedmiotowa sprawa nie znajduje się w zakresie kompetencji MSWiA. To raz. Dwa dodał, że w taryfikatorze mandatów jest przewidziana kara za wykroczenie polegające na złym użyciu kierunkowskazu.

Co więcej – jak czytamy w piśmie MSWiA – "w przypadku zaistnienia zdarzenia o groźniejszych skutkach osoba taka, uznana za sprawcę czynu zabronionego w omawianym zakresie, może podlegać surowszej odpowiedzialności karnej".

Ile wynosi mandat za błędnie użyty kierunkowskaz?

Według nowego taryfikatora mandatów utrudnianie lub tamowanie ruchu poprzez niesygnalizowanie lub błędne sygnalizowanie manewru oznacza mandat wynoszący 200 zł. Obecnie do wykroczenia dopisane są też 2 punkty karne. Tyle trafi na konto kierującego w CEK. 17 września 2022 roku, wraz z wejściem w życie nowego taryfikatora punktów, ich ilość wzrośnie do 4. Czy to jest kara wystarczająca? W świetle kilkukrotnie wyższych mandatów np. za prędkość czy błędy przy wyprzedzaniu, z pewnością nie. Czy z opisanym przez posła Miszalskiego przypadkiem da się coś zrobić? To może być jednak trudne.

Błędnie użyty kierunkowskaz. Da się zmienić przepisy czy nie?

Po pierwsze w Polsce znane są przypadki, w których kierowca błędnie sygnalizujący manewr i jadący drogą z pierwszeństwem staje się winnym lub współwinnym kolizji. To dotyczy jednak przede wszystkim działania umyślnego – konkretnie próby wymuszenia odszkodowania oraz oczywiście wymaga dobrego udokumentowania zeznaniami świadków i np. nagraniem z kamery pokładowej.

Po drugie użycie kierunkowskazu w każdej innej sytuacji nie sprawia, że kierowca traci pierwszeństwo będąc na drodze z pierwszeństwem. A wprowadzenie przeciwnie mówiącej konstrukcji do przepisów, byłoby dobrym pomysłem, ale gdyby życie zawsze było czarne albo białe. Nasza rzeczywistość na ogół niestety raczej stawia na szarość i nie brakuje w niej sytuacji granicznych. A w takiej perspektywie nowa regulacja mogłoby się stać karkołomna czy nawet groźna. Stworzyłoby bowiem prawny precedens, który byłby chętnie wykorzystywany przez osoby z lubością poszukujące luk w przepisach. W skrócie, lepsze naprawdę bywa wrogiem dobrego!

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.