OPP bije w wakacje rekordy. Dlaczego kierowcy dostają aż tyle mandatów?

Wakacje to okres wzmożonych wyjazdów. Wyjazdów, z których najlepiej przywieźć miłe wspomnienia, a nie mandat za prędkość. Czemu zatem tak wielu kierowców nie uważa na odcinkowym pomiarze prędkości? Powód jest prosty.

Kolejne porady związane z wakacyjnymi mandatami dla kierowców znajdziesz również w serwisie Gazeta.pl.

Punktowe kontrole prędkości? To już prawie przeżytek. Fotoradary? Kto by się ich bał. Wideorejestratory w radiowozach? Tak, są skuteczne, ale mają ograniczoną siłę rażenia. I właśnie wtedy na polu walki z kierowcami łamiącymi przepisy pojawia się odcinkowy pomiar prędkości. To broń niezwykle skuteczna, która nie odpuści żadnemu piratowi drogowemu. A najlepiej świadczą o tym statystyki.

Zobacz wideo Motocyklista pędził 152 km/h przy ograniczeniu prędkości do 50 km/h

260 tys. zdjęć w dwa miesiące. OPP w wakacyjnej akcji

Między końcem czerwca a początkiem września 2021 roku odcinkowe pomiary prędkości w Polsce zarejestrowały w sumie ponad 260 tys. wykroczeń drogowych. To oznacza jakieś 3700 zdjęć dziennie! I co ciekawe, urządzenie skupiały się nie tylko na przekroczeniu dozwolonej prędkości. Wykryły też sporo przypadków niestosowania się przez kierujących do sygnałów wydawanych przez sygnalizację świetlną.

Czemu kierowcy łapią się na odcinkowym pomiarze?

No dobrze, ale w tym punkcie warto zadać sobie pytanie. Z czego wynika tak duża skuteczność odcinkowego pomiaru prędkości? Główne czynniki są dwa. Po pierwsze chodzi o to, że choć bezpieczeństwo na polskich drogach poprawiło się, a wykroczenia po 1 stycznia 2022 roku są często ścigane kosmicznymi mandatami, nadal nie brakuje kierowców, którzy przepisy mają w głębokim poszanowaniu. Nie sugerują się ograniczeniami prędkości, liniami na jezdni czy innymi przepisami. Taka jest smutna prawda.

Problemem jest wiedza. Kierowcy nie wiedzą jak działa OPP

Drugim z czynników jest jednak to, że kierujący nie zawsze też wiedzą na czym dokładnie polega zasada działania odcinkowego pomiaru prędkości. I łapią się w pułapkę, którą... sami na siebie zakładają. Przy wjeździe na odcinek pomiarowy pojawia się znak D-51a "Automatyczna kontrola średniej prędkości". Kierowcy widząc tą tablicę, wyraźnie redukują prędkość. Niestety zaraz po jej minięciu przyspieszają. Taki model sprawdza się, ale w przypadku fotoradaru. Przy OPP to poważny błąd.

Ogranicznik prędkościUlubiony przycisk polskich kierowców. Nie używasz? Naprawdę może się przydać

Kontrola prędkości? Za znakiem też jedź wolno

Odcinkowy pomiar prędkości – jak sama nazwa wskazuje – dokonuje pomiaru na pewnym odcinku, a nie punktowo. Kierowca powinien zatem zwolnić do prędkości dozwolonej nie tylko przed znakiem D-51a. Powinien ją utrzymywać do momentu, w którym przy drodze nie zobaczy tablicy D-51b "Koniec automatycznej kontroli średniej prędkości". System działa bowiem w ten sposób, że autu wykonywane są dwa zdjęcia. Jedno na wysokości znaku D-51a, a drugie znaku D-51b. Na tej podstawie wyliczany jest czas przejazdu i tym samy średnia prędkość.

Ile wynosi mandat za OPP?

Gdy wyliczona przez system OPP średnia prędkość jest niższa od dopuszczalnej, zdjęcia są kasowane. Jeżeli okazuje się wyższa, list dostaje właściciel samochodu. Jest proszony o wskazanie osoby, która w danym czasie prowadziła pojazd. I w tym punkcie zaczyna się historia mandatowa. Bo możliwości są dwie. Albo właściciel dostanie karę za niewskazanie sprawcy, albo sprawca dostanie mandat za prędkość.

Mandaty za prędkość wynoszą od 50 do 2500 zł. Niewskazanie sprawcy jest "tańsze"? Nie po 1 stycznia 2022 roku. Nowy taryfikator przewiduje za ten czyn mandat wynoszący podwójną stawkę za przekroczenie prędkości i jednocześnie kwotę nie niższą niż 800 zł.
Więcej o: