Zarysowałeś komuś auto i odjechałeś? Może cię to naprawdę sporo kosztować

Kolizja parkingowa często kończy się wartym 300 zł malowaniem błotnika. Gdy jednak kierowca ucieknie z miejsca zdarzenia, koszty wzrosną mu nawet 30-krotnie. To się nie opłaca!

Więcej porad eksploatacyjnych związanych z autami znajdziecie też w serwisie Gazeta.pl.

Szkoda parkingowa może zdarzyć się każdemu. To trzeba powiedzieć głośno. Bo nie decydują o niej słabe umiejętności, ale czasami roztargnienie, pośpiech czy inne sytuacje życiowe. Co zrobić, gdy zarysujemy komuś auto? Przede wszystkim należy się zatrzymać i dobrze rozejrzeć. Może dzięki temu ustalimy właściciela uszkodzonego samochodu, ewentualnie spotkamy kogoś, kto tego właściciela może znać. Kolejne możliwości otwierają się np. w centrum handlowym. Tam zawsze można poprosić ochronę o wywołanie kierowcy po numerze rejestracyjnym jego auta.

Zobacz wideo Olsztyn. Pieszy ucierpiał w zderzeniu dwóch aut

Zarysowałeś inne auto? Zostaw kartkę i... zrób zdjęcia

Oczywiście może się okazać, że ustalenie właściciela nie jest możliwe. Bo samochód np. stoi na jednym z osiedlowych parkingów, a wokoło jest duża ilość bloków. Nie da się przecież zapukać do każdego mieszkania. Jak się wtedy zachować? Na początek należy wyciągnąć kartkę i zapisać na niej swoje dane kontaktowe oraz informację o szkodzie. Następnie kartkę należy włożyć za wycieraczkę przedniej szyby auta i... wyjąć z kieszeni komórkę. Dla własnego bezpieczeństwa najlepiej kartkę taką jest sfotografować, a do tego wykonać zdjęcia ewentualnych uszkodzeń.

Dla łatwiejszej identyfikacji choć na części zdjęć powinien być widoczny numer rejestracyjny pojazdu – chociażby na wlepce na szybie.

Tak pozostawione miejsce kolizji chroni sprawcę i poszkodowanego. Poszkodowany szybko ustali sprawcę i dogada z nim kwestię likwidacji szkody. Spiszą oświadczenie i skierują sprawę do ubezpieczyciela, ewentualnie ustalą kwotę "odszkodowania", którą za pokwitowaniem sprawca przekaże poszkodowanemu. Zostawienie kartki za wycieraczką odgrywa jednak jeszcze jedną rolę. Sprawca nie poniesie dodatkowej odpowiedzialności za ucieczkę z miejsca zdarzenia.

43-latka z Bajerza dostała mandat w wysokości 2,5 tys. złOd tygodnia można dostać mandat za ładowanie naładowanego akumulatora. Jaki? Od 20 do 5000 zł

Sprawca uciekł. Co mu grozi?

No dobrze, ale co się stanie, gdy sprawca mimo wszystko nie zostawi kartki ze swoimi danymi i ucieknie? Poszkodowany z pewnością zgłosi sprawę na policję. A ta poszuka świadków zdarzenia (np. osób, które widziały kolizję z okna) oraz oczywiście sprawdzi miejscowy monitoring. Dziś kamery są wszechobecne. Wielu sprawców udaje się zatem ustalić. A gdy funkcjonariusz otrzyma dane pojazdu, wezwie jego właściciela na komendę. Gdy przyzna się on do bycia sprawcą kolizji, otrzyma 1000 zł mandatu i 6 punktów karnych. Na tym jednak nie koniec.

Jeśli policja dotrze do sprawcy, jego ubezpieczyciel pokryje koszty naprawy pojazdu poszkodowanego, ale też... skorzysta z prawa do regresu. Czyli wystąpi do sprawcy z wnioskiem o pokrycie kosztów naprawy.

Właściciel nie wskazuje sprawcy. Wtedy mandat rośnie do 8 tys. zł!

Oczywiście obawiając się mandatu, utraty zniżek i regresu właściciel auta może postanowić nie wskazać osoby, która w danym czasie dysponowała pojazdem. To jednak jeszcze większy błąd. Auto poszkodowanego i tak zostanie naprawione z polisy wykupionej dla samochodu sprawcy. W końcu fakt wystąpienia zdarzenia i zidentyfikowanie auta, na którego polisie spoczywa odpowiedzialność cywilna, to kwestie oczywiste w tym punkcie. Zatem utrata zniżek i regres są pewne. Dodatkowo właściciel zamiast 1000 zł za spowodowanie kolizji, dostanie od 2 do 8 tys. zł za niewskazanie kierowcy prowadzącego pojazd w danym czasie. Mało opłacalne...

Więcej o: