Kierowco, wyłącz ten czujnik i naucz się czterech ikon. Od października często będziesz z nich korzystać

Automatyczne światła albo włączają nie ten reflektor co trzeba, albo oślepiają innych. Zamiast liczyć na komputer, kierowca powinien zatem wziąć sprawy w swoje ręce. I to dosłownie. Szczególnie że obsługa świateł nie jest trudna.

Samochody w XXI wieku są niezwykle... inteligentne. Potrafią kontrolować czy kierowca trzyma się swojego pasa ruchu, sprawdzają czy pieszy nie ma zamiaru wtargnąć na jezdnię oraz automatycznie włączają światła. Nowoczesna technologia w autach bez wątpienia jest dobrodziejstwem. Temu nie da się zaprzeczyć. Mimo wszystko warto w stosunku do niej mieć pewną dozę zachowawczości. Bo technologia ma ułatwiać życie kierowcy, a nie przejmować wszystkie jego obowiązki. I rolę tą najlepiej widać chociażby po automatycznych światłach.

Zobacz wideo Radziwiłłów: Wypadek na przejeździe kolejowo-drogowym

Czujnik, kamera i komputer, czyli centrum sterowania świateł

Zasada działania systemu jest prosta. Obok lusterka wstecznego producent montuje czujnik natężenia światła. Ten kontroluje czy na zewnątrz jest jasno, czy ciemno. Poza tym z układem często współpracuje też kamera obserwująca otoczenie pojazdu. Informacje płynące z tych sensorów trafiają do komputera sterującego, który analizuje dane i na tej podstawie decyduje o tym, jaki rodzaj oświetlenia uruchomić w pojeździe. Gdy jest jasno, komputer włącza tylko światła do jazdy dziennej. Po zapadnięciu zmroku, uruchamia światła mijania, ewentualnie drogowe.

Na tak przygotowany opis większość kierowców powie, że automatycznie włączane światła to ogromna wygoda. I tak, z pewnością mają rację. Część pewnie jeszcze doda, że automat może uchronić prowadzącego przed mandatem. I tak, to pewnie też prawda. Tylko że wyłącznie w momencie, w którym mówimy o modelu idealistycznym. Bo w realnym życiu czujnik świateł nie zawsze spisuje się dobrze i nie zawsze chroni przed mandatem – czasami może się stać powodem wypisania mandatu przez funkcjonariuszy.

Automatyczne światła nie widzą... mżawki!

Z czym automatycznie włączane światła mają największy problem? Z dwiema rzeczami. Po pierwsze z sytuacją, w której na dworze pojawiają się tzw. warunki zmniejszonej przejrzystości powietrza. Mowa o mgle czy mżawce. I choć przepisy wymagają w takim przypadku włączenia świateł mijania, czujnik uparcie pozostaje przy światłach do jazdy dziennej – dla niego jest w końcu jasno. A to oznacza mandat. I to niemały! Kierowca otrzyma bowiem 200 zł i 2 punkty karne. Nie pomogą mu żadne tłumaczenia o ułomności technologii.

Po drugie czujnik świateł ma problem z właściwą oceną sytuacji drogowej w nocy. W efekcie potrafi uruchomić reflektory drogowe w taki sposób, że oślepiają one kierowców jadących z przeciwnego kierunku jazdy. A za to też grozi mandat. W tym przypadku kara będzie opiewać na kwotę 200 zł oraz oznacza dopisanie do konta prowadzącego 3 punktów karnych.

Weź sprawy w swoje ręce i uruchamiaj światła samodzielnie

W celu uniknięcia problemów ze światłami, kierowca powinien wyłączyć tryb automatyczny i zacząć uruchamiać ją samodzielnie – co jest ważne szczególnie jesienią i zimą, gdy częściej pojawiają się opady atmosferyczne i szybciej robi się ciemno. Po odpaleniu silnika, w aucie świecą się światła do jazdy dziennej. Ikonka z dwoma reflektorami w dwóch kierunkach oznacza światła pozycyjne lub postojowe. Ikonka z reflektorem i snopem światła skierowanym w dół, to światła mijania.

Światła długie uruchamia się za pomocą manetki kierunkowskazów – na ogół należy ją pchnąć od siebie. Dodatkowo poprzez przełącznik zespolony steruje się też światłami przeciwmgłowymi – mają one snop światła przekreślony falką.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.