Mercedes SLK 55 AMG

Ponad tysiąc kilometrów po polskich drogach w jeden dzień i z uśmiechem na twarzy? To jednak możliwe. Dwa warunki: dobre auto i ciekawa trasa. Bieszczadzka pętla za kierownicą SLK 55 AMG to mieszanka, która uczyniła ten dzień jednym z najwspanialszych w moim życiu

Pamiętacie Mercedesa SLK 200 Kompressor, którego testowaliśmy na początku roku? Szybko o nim zapomniałem. A wcześniej zaparkowałem w moim wirtualnym garażu na miejscu przeznaczonym na "auto dla Barbie". Ot, zgrabny wózek do lansu. Więcej obiecuje, niż oferuje. Hit sezonu na promenadach Nicei czy Cannes. Notabene nie trzeba takiego kupować, bo będąc na Lazurowym Wybrzeżu, wystarczy wypożyczyć go na dzień z lokalnego przedstawicielstwa Sixta. Dlatego z mieszanymi uczuciami wsiadałem za stery jego najmocniejszej inkarnacji. SLK 55 AMG już z nazwy kojarzyło mi się z bezduszną maszyną. Sportowy wóz z gwiazdą na masce? Akurat! Choć dane techniczne wyglądały obiecująco, nie poddałem się hurraoptymizmowi tchnącemu z kart katalogu. Wszystko miało wyjść "w praniu". Mieliśmy poprzestać na Tour de Varsovie uzupełnionym zwyczajowymi pomiarami, a skończyło się na zwariowanej i spontanicznej podróży przez pół Polski.

Achtung, Silberpfeil!

SLK 55 AMG wpadł na krótko. Dzięki przeróżnym zabiegom auto z niemieckim paszportem udało się ściągnąć do Polski. Tym większa gratka, że udostępniono je zaledwie trzem redakcjom.

Pierwsze godziny po odebraniu kluczyków to sesja zdjęciowa. Czekam cierpliwie - pojeździć można i w nocy. A że pogoda dopisuje, nawet jazda bez dachu wchodzi w grę. Kilka godzin spędzonych na przestawianiu auta pozwala na wstępne oględziny SLK 55 AMG. W porównaniu do najsłabszego Kompressora mamy tu zestaw przednich i tylnych spojlerów uzupełniony nakładkami na progi. Do tego 18-calowe felgi, zza których widać nawiercane i nacinane tarcze hamulcowe oraz potężne zaciski. Co jeszcze? Przyciemniane klosze tylnych lamp i zdradzające tożsamość napisy na pokrywie bagażnika. Ot... i wszystko. Dyskretnie i ze smakiem.

Kolor? Srebrny. Towarzyszy sportowym Mercom od 1934 roku. 3 czerwca Manfred von Brauchitsch wygrał wyścig na torze Nuerburgring modelem W 25, który dopuszczono do startu dopiero po odchudzeniu polegającym na zdrapaniu białej farby pokrywającej karoserię. Tak powstała legenda Srebrnej Strzały. Historia zatoczyła koło, gdy w roku 2004 oficjalnym autem prowadzącym kolumnę bolidów F1 przed kolejnymi Grand Prix został... srebrny SLK 55 AMG. Właściwy wóz na właściwym miejscu. A jak odnajdzie się na polskich dziurach?

Cel - Bieszczady. Polska namiastka Nürburgringu oddalona od Warszawy o dobre 400 kilometrów. Na miejscu konfrontacja z Lancerem Evo 8, więc zapowiada się ciekawy dzień. Z emocji śpię tylko trzy godziny i skoro świt pędzę do garażu.

Kiedy ranne wstają zorze

Jedno trzeba mu przyznać: to najlepszy budzik pod słońcem. SLK 55 AMG działa jak wiadro Red Bulla. Już sam dźwięk uruchamianego silnika wysyła ciarki w podróż przez kręgosłup. Donośne chrząknięcie wydobywające się z czterech rur wydechowych niemal wysadza z zawiasów drzwi mojego garażu. Potężne V8 o pojemności 5,4 litra budzi się do życia głośno, ale pracuje równo i bez wibracji. Żadnych sprężarek, dopalaczy i innych wynalazków. Moc płynąca z pojemności. Wyjazd z Warszawy spędza z oczu resztki snu. Promienie wschodzącego słońca tańczą na chromowanych lotkach zdobiących wloty powietrza pod przednią szybą. Dopełniam bak Pb98 i kieruję długą maskę na południowy wschód. A na dobry początek... Nikt nie widzi? No to ostry start spod świateł. Katapultowanie najskuteczniej wychodzi przy włączonym ESP, bez żadnych kombinacji. Po prostu wgniatam gaz do podłogi, a elektronika robi swoje. A trzeba jej przyznać, że działa tylko przez ułamek pierwszej sekundy. Z tylnej osi dobiega krótki pisk zagłuszony rykiem 360 uwolnionych koni. 5 sekund później wskazówka prędkościomierza mija setkę. Moje wymarzone 911 zaczyna się kulić w kącie wyimaginowanego garażu jak wystraszone samochody na reklamie Peugeota 607.

Metalowy dach vario-roof wciąż przykrywa kabinę. Złożenie go to kwestia jednego guzika i 22 sekund. Wybieram jednak ciszę. Nie chcę, by masujący uszy dźwięk silnika zagłuszał huk powietrza. Nie mąci go też nadwozie. Jest tak sztywne, że na słuch trudno rozróżnić, czy jest to roadster czy coupe. Nawet zawieszenie nad wyraz dyskretnie połyka nierówności, z jakimi wcześniej nie miało do czynienia. W ogóle SLK 55 AMG okazuje się bardzo wygodnym pojazdem. Widząc walcowate tylne opony, spodziewałem się najgorszego. Mimo że niskoprofilowe sznytki dzieli ledwie 50 cm od mojej szlachetniejszej części ciała, kręgosłup tak rozmasowany porannymi ciarkami nie wymaga rehabilitacji.

Wyprzedzanie kolejnych aut to "małe piwo przed śniadaniem". Przy czym najlepiej robić to hurtowo, a nie pojedynczo. Siedmiobiegowy automat AMG-SpeedShift nie lubi się zastanawiać, więc każde skinienie prawej stopy kwitowane jest gwałtownym przyspieszeniem. Wygląda to tak, jakby w tył wozu uderzyła kula buldożera do burzenia domów, przestawiając go w ułamku sekundy o sto metrów, przed kolumnę wlokących się aut. Wszystko przy akompaniamencie serii najwspanialszych grzmotów, jakie może wydawać silnik spalinowy. To ten rodzaj dźwięku, który w połączeniu z przeciążeniami stroszy włosy na karku. Jeszcze nigdy wyprzedzanie na polskich drogach nie sprawiało mi takiej frajdy!

Kolejne kilometry niemal same nawijają się na koła i niebawem docieram do miejsca spotkania. Zabawne, że w każdej kolejnej wiosce zastaję mieszkańców przyklejonych do płotów swoich obejść. Chcą zobaczyć to, co słyszeli z dala. Aż dziwne, że żaden z licznie rozstawionych na trasie patroli nie próbował zatrzymać mnie za zakłócanie spokoju dźwiękiem mocarnego V8. Wówczas wysłałbym mandat do prawdziwych sprawców zamieszania - siedziby AMG w niemieckim Großaspach.

Spotkanie na szczycie

W Krasiczynie dołączam do reszty znajomych. Chwila na oględziny srebrnej strzały, dach do bagażnika i ruszamy w kierunku serpentyn przed Birczą. Niespotykany w żadnym innym modelu powietrzny szalik (Air-Scarf) ciepłym powietrzem spod zagłówka odsuwa groźbę zapalenia gardła. Mimo byle jakiej nawierzchni nadwozie SLK milczy jak zaklęte. Nawet górna krawędź przedniej szyby nie wydaje niepokojących dźwięków. Za to poczwórny wydech AMG degraduje słynne organy oliwskie do niewinnych piszczałek. Każda setka obrotów to inna tonacja. Do dyspozycji mam tylko jeden pedał (gazu), ale aż siedem przełożeń i każde z nich wydobywa z silnika inny dźwięk. Przez chwilę zazdroszczę jadącemu za mną znajomemu, któremu co chwilę funduję basowy zawrót głowy. Chociaż nie, wolę pozostać na swoim miejscu, bo wrażeń zza kierownicy nie przebije nic. Już wcześniej zauważyłem, że pod względem precyzji układu kierowniczego to auto przebija seryjne Merce. To jeszcze nie jest wzorzec z Sevres, ale jest wystarczająco szybki i czuły. Mój podziw rośnie z każdym zakrętem. Halo, Stuttgart! Czy to jest problem, by zastosować podobne rozwiązanie we WSZYSTKICH waszych samochodach?

Drugą niespodziankę sprawia skrzynia biegów. Automat jest dopieszczonym rozwinięciem znanej już skrzyni 7G-Tronic. Pracuje szybciej i nie boi się redukcji biegów nawet na wysokich obrotach. Hamowanie silnikiem to tu bułka z masłem. W razie potrzeby mogę sięgnąć do przycisków na tyłach ramion kierownicy i samodzielnie zmieniać przełożenia, korzystając z tego, że:

a) skrzynia sama nie zredukuje biegu, jeśli wcisnę gaz do oporu przy niskich obrotach,

b) silnik kręci się aż do odcięcia i to JA decyduję, kiedy mam wrzucić wyższy bieg.

Parę razy robię to o ułamek sekundy za późno. Silnik dławi się i przez chwilę czekam, aż albo obroty spadną, albo skrzynia zmieni przełożenie na wyższe.

Kolejne pętle za nami, a czarne Evo 8 nie znika z oczu. Jest znacznie słabsze, ale nieco lżejsze. Mitsubishi lepiej trzyma się na zakrętach na nierównej nawierzchni i dzięki napędowi 4x4 pewniej odpycha się od asfaltu. W dodatku prowadzi je znawca okolicznych dróg. Po wyjściu z każdego łuku trzymam gaz wciśnięty do oporu zaledwie przez kilka sekund, by nie zmniejszyć bezpiecznego dystansu dzielącego od auta. Mistrz prostej? Nie tylko! Serpentyny pod Birczą to idealny sprawdzian dla zawieszenia i hamulców SLK 55 AMG. Ciasne agrafki początkowo pokonuję zbyt szybko, korzystając z limitów ogromnej przyczepności Pirelli PZero Rosso. Przekonuję się, że najlepsze efekty daje jak najszybsze wyprostowanie przednich kół przy wyjściu z zakrętu i kangurzy sus w kierunku następnego. W ten sposób nie trwonię energii rozsadzającej tylną oś na boczne uślizgi. Umiarkowana podsterowność dowodzi, że konstruktorom udało się zniwelować wpływ ciężkiego silnika na zachowanie auta. A nadsterowność? Jest. Na każde życzenie. Kończąc zakręt, wystarczy smagnąć Mercedesa prawą stopą przy skręconej kierownicy i już oglądamy świat przez boczną szybę. Ale tylko do pewnego stopnia. Nawet po wyłączeniu układu kontroli trakcji elektronika nie pozwala na szalone harce. Zupełnie tego nie rozumiem. Po co w takim razie montować guzik "ESP off", skoro jego nazwa nie odpowiada funkcji? Czyżby producent podejrzewał nabywców, że są niedojrzali emocjonalnie? To tak, jakby zaprosić kogoś na wystawną kolację i podać mu plastikowe sztućce, bo przecież metalowymi można się skaleczyć. Oj, nieładnie!

Krótka przejażdżka Mitsubishi pozwala mi odzyskać wiarę w Mercedesa. Zaczynam doceniać jego wygodne i mocno trzymające kubełki oraz piekielnie mocne hamulce. Sześciotłoczkowe zaciski z przodu dosłownie wpijają się w kompozytowe tarcze o średnicy 34 cm. Żadnego swądu czy dymu. Gdybym mieszkał w USA, mógłbym pozwać Mercedesa za brak ostrzeżenia przed obrażeniami, jakie może wywołać wrzynający się w ciało pas (pamiętacie, co pierwsze duże Fiaty miały napisane na tylnej szybie?). Może odszkodowanie wystarczyłoby na SLK 55 AMG...

Prawdziwe GT

W Lesku dostrzegam rzadkie w tej okolicy dystrybutory z Pb98. Już zatankowany, kieruję się w stronę Cisnej. Odcinek Lesko-Cisna to chyba najlepszy kawałek asfaltu w Polsce. Jadąc krętą drogą wśród wspaniałych krajobrazów przy akompaniamencie ptaków i cylindrów, zaczynam czuć prawdziwego ducha Gran Turismo. Co tam Lazurowe Wybrzeże! Tu też można się cieszyć każdym kilometrem. Bieszczady w maju są równie piękne, a widoki nawet lepsze. I to wszystko zaledwie pół dnia drogi z centrum Polski.

Kończę pętlę przez Ustrzyki, Czarną Górną i Polańczyk z powrotem do Leska. Czuję pozytywne zmęczenie, ale nie daję za wygraną. To dopiero półmetek. Emocje zostawiam za sobą i już całkiem spokojnie kieruję się w stronę Rzeszowa i dalej - Warszawy. SLK okazuje się niezłym kompanem w podróży. Mimo dużej mocy i wyraźnie sportowego charakteru (pomińmy ten nieszczęsny ESP off) absorbuje, lecz nie męczy. Dźwignia biegów tkwi w położeniu D, a z głośników sączy się muzyka. Może to złudzenie, ale po kilku godzinach silnikowo-wydechowej symfonii to, co oferuje system harman/kardon, nie wydaje się warte dopłaty. Rozczarowuje nawet w trybie Pro-Logic 7. Lepiej zostać przy standardowym audio i cieszyć się muzyką V8 przy każdej okazji.

Dzień dobiega końca. Jeszcze tylko notuję średnie zużycie paliwa. Na odcinku Lublin - Warszawa ten mocny Merc spalił... 11,4 l/100 km?! A więc można wyprodukować wóz, który mimo sportowych osiągów nadaje się do codziennej eksploatacji, nie rujnując przy tym właściciela kosztami utrzymania. Cieszy mnie to tak, jak powinno cieszyć pierwszego klienta, który zamówił już w Polsce SLK 55 AMG, zanim wóz pojawił się w naszych salonach. Gratuluje wyboru! Mało który zakup w ciemno bywa tak udany.

Kompendium

Wybrane elementy wyposażenia standardowego:

Tapicerka skórzana, siedmiobiegowa automatyczna skrzynia SPEEDSHIFT, klimatyzacja mechaniczna THERMATIC, zestaw stylizacyjny AMG z felgami 18", podgrzewane fotele,

Za dopłatą (zł):

czujnik deszczu (589), ogrzewanie przestrzeni głowy AIRSCARF (2 451), zestaw COMAND APS z systemem nawigacji satelitarnej DVD oraz radiem (13 276), system dźwięku przestrzennego LOGIC7 (4 032)

GAZ

Charyzmatyczny silnik o dużej mocy i wysokim momencie, świetne hamulce, doskonale zestrojone zawieszenie, dopracowana automatyczna skrzynia biegów, dobre fotele z opcjonalnym systemem nawiewu ciepłego powietrza na kark, umiarkowane zużycie paliwa i koszty eksploatacji, możliwość użytkowania przez cały rok, niepowtarzalność na polskich drogach

HAMULEC

Niewyłączalne ESP, przeciętny system audio LOGIC7, krótka lista seryjnego wyposażenia, do SLK przylgnęła metka samochodu - zabawki dlatego nie warto zdejmować oznaczeń z pokrywy bagażnika, co z kolei prowokuje wielu kierowców innych samochodów do zweryfikowania ich treści

NASZE POMIARY

Stan licznika na początku testu: 16 300 km

0-130-0: 11,35 sek. ss

0-80: 3,64 sek. ss

0-100: 5,06 sek. ss

100-0: 34/34 m (hamulce zimne/rozgrzane) ss

Średnie spalanie: 14,1 l/100 km s

Obroty silnika przy 100 km/h na VII biegu: 2150 ss

Obroty kierownicy (od oporu do oporu): 3 s

Rozkład mas przód/tył: 54/46 proc. s

Stosunek moc/masa: 232 KM/tona ss

Średnica zawracania: 10,5 m ss

Prześwit statyczny: 13 cm ~

Prześwit dynamiczny: 11 cm ~

Maksymalne szczeliny między blachami karoserii: 3 mm s

dane fabryczne

s dobrze, t kiepsko, ~ przeciętnie

NASZE NOTY (skala 0-8)

Brzmienie silnika - 8,0

Hamulce - 7,75

Parametry silnika - 7,25

Zawieszenie - 7,25

Wygląd zewnętrzny - 7,0

Skrzynia biegów - 7,0

Wykonanie - 7,0

Układ kierowniczy - 6,75

Stylizacja wnętrza - 6,75

Komfort/ergonomia - 6,5

Średnia z powyższych - 7,1

Przyjemność z jazdy - 7,75

OCENA KOŃCOWA

Mamy nowego króla MegaTESTÓW! BMW 645Ci panujące na tronie od stycznia zeszłego roku musi ustąpić miejsca SLK 55 AMG. Zdziwieni? Cóż, mamy tu do czynienia z prawdziwym, sportowym autem, od podstaw zaprojektowanym tak, by dawało jak największą przyjemność z jazdy. Mimo osiągów ocierających się już o ligę superwozów nadaje się do spokojnej, bezstresowej eksploatacji na co dzień. A że 350 tysięcy to dużo za tak mały samochód? W tej branży liczą się emocje. Gdybyśmy kierowali się wyłącznie zdrowym rozsądkiem to na szczycie naszej listy wylądowałby niechybnie Avensis diesel (patrz s. 8).

Konkurent

BMW M3 343 KM, 250 km/h, 285 000 zł

M dla BMW jest tym, czym AMG dla Mercedesa. Idealnym konkurentem dla SLK 55 AMG byłoby Z4 M, ale taki samochód dopiero powstaje, więc sięgnęliśmy po odkrytą M3. Ma więcej miejsc (4), wyłączalne ESP i można ją kupić z manualną skrzynią biegów. SLK przewyższa jednak "emkę" mocą, momentem obrotowym, liczbą cylindrów i... biegów. W pewnym sensie SLK pozostaje samochodem bezkonkurencyjnym

ZDANIEM MISTRZA

Wojciech Cołoszyński - wielokrotny mistrz Polski w wyścigach torowych

Bardzo dobry wóz sportowy. Jego możliwości przerosły moje oczekiwania niemal w każdej dziedzinie. Silnik nie dość, że brzmi jak nadciągająca burza to w dodatku czynni ogromnie zrywnym ten stosunkowo lekki samochód. Hamulce to już liga supersportowa. A zawieszenie? Nadaje się i na tor i do codziennej jazdy po polskich drogach. Nawet niewyłączalna elektronika nie drażni. Po wciśnięciu guzika ESP system nadal czuwa, ale wkracza do akcji na tyle późno, by wywołać gęsią skórkę. Szkoda tylko, że nie da się go wyłączyć całkowicie. Przecież to wóz sportowy w każdym calu, nieprawdaż?

JESZCZE MOCNIEJSZY!

BRABUS SLK 6.1 S 445 KM, 635 Nm, 305 km/h

Specjaliści z firmy Brabus tradycyjnie postanowili przebić ofertę fabrycznego tunera Mercedesa - firmy AMG. Są dwie możliwości poprawy osiągów SLK 55 AMG. Albo zamontowanie zestawu podnoszącego moc do 390 KM (Brabus B 55 S), albo zmiany na całość czyli rozwiercenie silnika do pojemności 6,1 litra i wyciśnięcie z niego 445 KM! Komu mało, może zamówić specjalne ospojlerowanie Brabusa, unikalne felgi a nawet skrojone na zamówienie wnętrze do SLK. Wszystko jest kwestią odpowiednich pieniędzy...

Oceń to auto
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.