Zabrakło mikroczipów, nie będzie układów stop-start w autach GM. Tony Soprano lubi to

Zaskakujące skutki kryzysu na rynku mikroczipów. Koncern General Motors zawiadomił, że skończyły mu się procesory sterujące układem stop-start, więc sprzeda część pikapów i SUV-ów na rynku amerykańskim bez niego. Ciekawe czy do salonów Chevroleta, Cadillaca i GMC ustawią się kolejki klientów zachwyconych tym faktem?

Nie da się ukryć, że kierowcy nie przepadają za układem stop-start. Jego stosowanie zostało wymuszone przez coraz ostrzejsze normy emisji spalin, a pozytywny wpływ na zużycie paliwa jest ewidentną zaletą. Jednak w zależności od modelu samochodu takie układy często uprzykrzają życie kierowcom. W zależności od ich sprawności i kalibracji, zdarza się, że silnik uruchamia się z irytującą zwłoką albo wyłącza w niepożądanym momencie zmiany świateł. Często towarzyszą temu nieprzyjemne wibracje.

Zobacz wideo Znacie nowe przepisy? Niezależnie od nich pieszy na przejściu powinien zachować się tak

Dodatkowo wśród kierowców krążą mniej lub bardziej uprawnione opinie na temat skróconej żywotności znacznie intensywniej eksploatowanych rozruszników. Skutek jest taki, że pierwsza czynność, którą wykonuje wielu kierowców to wyłączanie układu stop-start zaraz po uruchomieniu silnika, a jeszcze przed rozpoczęciem jazdy. Cierpi na tym ziemska atmosfera, ale wzrasta komfort podróży.

Dowód rejestracyjny może zastąpić bilet. Ale tylko na jeden dzieńKierowco, pamiętaj o Zielonej Karcie albo zapomnij, że masz ubezpieczenie

Z tego powodu zyski ze stosowania takich układów czasem są iluzoryczne. Wyposażenie w nie samochodów dodatkowo kosztuje i "na papierze" wszystko się zgadza. Samochód spełnia normy emisji spalin w czasie procedury testowej, ale na co dzień przy regularnym dezaktywowaniu spala zauważalnie więcej paliwa.

Stowarzyszenie inżynierów samochodowych SAE twierdzi, że w pewnych warunkach różnica może przekroczyć 8 proc. Wprawdzie tego typu układy z roku na rok działają coraz sprawniej, ale ciągnie się za nimi negatywna opinia. Dlatego klienci pewnie niespecjalnie się zmartwią, że w części wyprodukowanych SUV-ów oraz pikapów amerykańskiego koncernu General Motors ich będzie.

GMC Sierra DenaliGMC Sierra Denali fot. GM/Darcy Bacha

Mikroczipy z wozów, kierowcom lżej

Taka konieczność została wywołana przez kryzys na rynku mikroczipów. GM nie mikroprocesorów sterujących układem stop-start, ale postanowił sprzedawać auta bez niego, zamiast przetrzymywać je miesiącami na parkingach. Dotyczy to pewnych wariantów modeli SUV: Chevrolet Tahoe i Suburban, GMC Yukon, Yukon XL, Cadillac Escalade i Escalade ESV, a także pikapów Chevrolet Silverado i GMC Sierra.

Urządzenia sterującego włączaniem i wyłączaniem jednostki napędowej nie będzie w wersjach tych aut wyprodukowanych po 7 czerwca 2021 r. wyposażonych w silniki V8 i 10-stopniowe automatyczne przekładnie. Przedstawiciel koncernu General Motors zdradził portalowi GM Authority, że ważniejsze jest dla niego dostarczenie samochodów zniecierpliwionym klientom.

18-latek, który ukradł AudiChciał "kupić" Audi, ale je ukradł. Policja szybko zareagowała

Na wymienione modele w USA jest duży popyt. Podobno układy stop-start mają wrócić do ich wyposażenia tak szybko, jak to możliwe. Żeby zrekompensować klientom minimalnie podwyższone zużycie paliwa, otrzymają symboliczne 50-dolarowe zniżki na swoje samochody.

Nas w całej sytuacji zastanawia jak na decyzję koncernu GM zareaguje amerykańska agencja ochrony środowiska EPA (Environmental Protection Agency), która wyznacza producentom obowiązujące normy emisji spalin oraz pilnuje ich przestrzegania.

GMC Sierra Denali CarbonProGMC Sierra Denali CarbonPro fot. GM/Darcy Bacha

Więcej o: