Spowodował śmiertelny wypadek na A1 pod wpływem alkoholu. Odpowie jak za zabójstwo

Prokuratura postawiła zarzut kierowcy w głośnej sprawie z lutego tego roku. Za jazdę autostradą pod prąd i pod wpływem alkoholu oraz spowodowanie śmiertelnego wypadku kierowcy grozi dożywocie.

Pijany 17-latek wiózł pijanego ojca. Wszystko nagrała policyjna kamera

Zobacz wideo

Nocą 21 lutego na autostradzie A1 na wysokości miejscowości Ropuchy doszło do wypadku, w którym zginęła 44-letnia kobieta. Sprawca jechał pod prąd. Jedynymi włączonymi światłami w jego astrze były światła awaryjne. Nie reagował na sygnały wysyłane przez innych kierowców. Na wysokości miejscowości Ropuchy zderzył się z mercedesem sprinterem. Jego pasażerka zginęła na miejscu. Obaj kierowcy trafili do szpitala. Jak się później okazało, kierowca jadący oplem pod prąd był kompletnie pijany - miał 3,34 promila alkoholu w organizmie.

Śmiertelny wypadek na A1. Kierowca nie pamięta, co się stało

Tuż po zatrzymaniu mężczyzna zeznał, że nie pamięta chwili wypadku. Początkowo prokuratura postawiła mu zarzuty kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości, umyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym i nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Groziło mu za to 12 lat więzienia.

Jednak podczas śledztwa prokuraturze udało się zebrać materiał dowodowy pozwalający postawić mężczyźnie inny zarzut. Prokuratura Rejonowa w Tczewie złożyła akt oskarżenia, w którym oskarża kierowcę astry o zabójstwo i usiłowanie zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Prokuratura wyjaśniła zmianę kwalifikacji.

Działając z zamiarem ewentualnym, to jest przewidując i godząc się z możliwością doprowadzenia do zderzenia czołowego, a tym samym możliwością pozbawienia życia i zdrowia innych, poruszających się prawidłowo uczestników ruchu, w miejscowości Ropuchy spowodował wypadek drogowy, zderzając się czołowo z jadącym prawidłowo samochodem marki mercedes. W wyniku czego pozbawił życia podróżującą nim kobietę oraz usiłował pozbawić życia kierującego tym pojazdem mężczyznę

- dopowiada prok. Grażyna Wawryniuk rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Teraz mężczyźnie grozi minimum 12 lat więzienia. Górna granica to dożywocie.