Ministerstwo ulega taksówkarzom. Korzystanie z Ubera ma być utrudnione. Wszystko w imię bezpieczeństwa

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa ugięło się pod naporem taksówkarzy. Przygotowywane są zmiany, które uprzykrzą życie m.in. użytkownikom Ubera. Wymogi dla korporacji taksówkarskich i firm przewozowych mają być zrównane.

Wczoraj przez Polskę przetoczyły się fale protestów taksówkarzy. W Warszawie, Łodzi, Wrocławiu i Poznaniu na ulice wyjechało kilka tysięcy taksówek. W samej stolicy ponad dwa tysiące. W mediach i na portalach społecznościowych zawrzało. Sytuację wykorzystał też Uber, oferując nowym klientom 30 proc. zniżki na przejazdy. Część mieszkańców przesiadła się na rowery, a opinie Polaków mocno się podzieliły. Jedni przyklaskują taksówkarzom, a inni kibicują aplikacjom, dzięki którym taniej mogą przedostać się na drugi koniec miasta.

Taksówkarze tracą

W rozmowie z jednym z warszawskich taksówkarzy dowiedzieliśmy się, że przez działalność nielicencjonowanych przewoźników, jego miesięczne dochody spadły o 2 tysiące złotych. Pan Jacek zna stołeczne miasto jak własną kieszeń. Od ponad 20 lat przynajmniej pięć razy w tygodniu wozi pasażerów. Ma licencję, aktualne badania lekarskie, własną działalność gospodarczą i funkcjonuje pod szyldem dużej korporacji. Jak sam przyznaje, opłacalność tego interesu sukcesywnie spada. Wszystko przez aplikacje dostępne na każdego smartfona. - Mimo że sam nie wziąłem udziału w proteście, to przyklaskuję kolegom z branży - mówi w rozmowie z Moto.pl warszawski taksówkarz. - Uważam, że rząd powinien zająć się tą sprawą i uregulować rynek - dodaje.

Zapytany o nietypową walkę z przewoźnikami bez licencji stwierdził, że się od tego odcina. Chodzi o zatrzymania obywatelskie kierowców Ubera i piętnowanie ich w postaci malowania samochodów farbą, przyklejania naklejek, czy blokowania im przejazdu. Jak to działa? Taksówkarze zamawiają kurs przez aplikację, po czym zawiadamiają odpowiednie służby. Kara za przewóz bez licencji przekracza 10 tysięcy złotych.

Rządu pomysł na Ubera

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa planuje wprowadzić obowiązek ewidencjonowania i przechowywania rejestru zleceń. Niesubordynacja w tym zakresie skutkowałaby karami finansowymi. Jakimi? Tego MIB nie precyzuje. Ministerstwo chce też wprowadzić licencje na pośrednictwo przy przewozie osób. I dla firm, i dla kierowców. To zrównałoby wymogi dla korporacji taksówkarskich i firm przewozowych. Również dla Ubera, choć to oficjalnie aplikacja łącząca kierowcę z osobą zainteresowaną transportem.

Spore kontrowersje wzbudza natomiast propozycja blokowania dostępu do aplikacji firm, które nie posiadałyby wspomnianych licencji. Wymagałoby to użycia filtrów weryfikujących przepływające dane. To z kolei uderza w wolność korespondencji. W praktyce przypominałoby to cenzurę. Klient nie mógłby uzyskać numeru telefonu kierowcy bez licencji, a zamówienie usługi byłoby mocno utrudnione także przez blokowany dostęp do aplikacji. Wszystkie zmiany tłumaczone są bezpieczeństwem i komfortem klientów.

Mimo przewidywanej rewolucji w regulacjach dotyczących przewozu osób, zmian nie można spodziewać się zbyt szybko. W rządzie znajdziemy wielu zwolenników Ubera (wicepremier Mateusz Morawiecki czy minister nauki Jarosław Gowin), którzy będą prawdopodobnie postulować za zmianami w projekcie. Problem dotyczy też liczby wydawanych licencji. Na przestrzeni 3-4 lat, w dużych miastach wojewódzkich taksówkarzy przybyło o ponad 15 proc. W samej Warszawie jest ich obecnie ponad 11 tysięcy. Wymusiło to obniżenie cen i podniesienie jakości usług. Dla klientów to same korzyści.

Kiedy zmiany mogłyby wejść w życie? Tego na razie nie wiadomo. Projekt jest dopiero konsultowany i jego ostateczny kształt może odbiegać od pierwotnych planów.

Czy twoim zdaniem blokowanie miast przez taksówkarzy to dobra forma protestu?
Więcej o: