Wyścig samochodów autonomicznych. "Zawodnika" nerwy zjadły już na starcie [WIDEO]

Zawody samochodów autonomicznych to świetny pomysł, ale nie zawsze i nie wszystko idzie zgodnie z planem. Gdyby ten uczestnik był człowiekiem, trzeba by stwierdzić, że zjadły go nerwy.

Podobno roboty się nie stresują, a samochody autonomiczne są przyszłością motoryzacji. Ten pojazd startujący w wyścigu Roborace zdaje się zaprzeczać jednej i drugiej tezie. Właściwie, to nam trochę go żal, mimo że komputery nie czują emocji.

Roborace to ciekawa inicjatywa. W 2019 roku ruszył próbny sezon Alfa wyścigów samochodów autonomicznych. W rywalizacji biorą udział zespoły złożone z inżynierów i programistów. Jedni i drugi pochodzą z prywatnych firm i uczelni technicznych na całym świecie. Efekty ich pracy ścigają się na torach całego świata. Elektryczne samochody po starcie muszą poradzić sobie same.

Pierwszy Robocar powstał w 2016 roku. Ważył 1350 kg miał cztery elektryczne silniki o łącznej mocy 500 KM. Dzięki temu oraz zasilaniu akumulatorami o napięciu 840 woltów był w stanie rozpędzić się niemal do 300 km/h. Swoje możliwości zaprezentował w czasie Festiwalu Prędkości w Goodwood. W 2018 roku samodzielnie pokonał trasę słynnego wyścigu górskiego ustanawiając rekord dla samochodu autonomicznego. Czas nie miał znaczenia, bo zrobił to pierwszy w historii.

RobocarRobocar fot. Roborace

To już drugi sezon wyścigów Roborace

Szefem Roborace jest dwukrotny mistrz świata Formuły E (2016-2017), Luca Di Grassi, ścigający się wcześniej w Formule 1 (w sezonie 2010 i zespole Virgin Racing). Teraz zarządza serią wyścigową robotów. Ze względu na opóźnienia wywołane pandemią dopiero ruszył sezon Beta, który składa się z 12 wyścigów zorganizowanych w sześciu różnych lokalizacjach. Dwie pierwsze rundy są rozgrywane na torze Thruxton w Wielkiej Brytanii.

To tam w czasie inauguracyjnego wyścigu zawodnik zespołu SIT Acronis Autonomous spalił się na starcie. Nie dosłownie, ale z nerwów i wstydu. Przynajmniej taki byłby komentarz, gdyby za kierownicą siedział człowiek.

Żarty żartami, ale to człowiek musiał popełnić błąd w oprogramowaniu maszyny, która przygotowała się do wykonania skrętu zdecydowanie zbyt wcześnie. Zresztą... zobaczcie sami. Obejrzenie poniższego wideo nie zajmie wiele czasu.

 

To nie jedyny samochód, który miał problemy. Inny zawodnik obrócił się w czasie jazdy z nieznanej przyczyny i to na tym samym zakręcie. Na jego nieszczęście również ta sytuacja została uwieczniona na filmie. Co ciekawe, pechowy wiraż wygląda niewinnie, ale mimo to sprawia wyjątkowe problemy elektronicznym kierowcom.

W przyszłości na pewno pójdzie im lepiej. Kiedyś będziemy się ekscytować rywalizacją sztucznej inteligencji, ale na ten moment przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Powodzenia!