Top 5 - luksus za 50 tys. zł

Dziś udowodnimy, że mając 50 tys. zł w kieszeni, można mieć w garażu brykę w pełnym wypasie - stosunkowo młodą, dużą, wygodną, bezpieczną i luksusowo wyposażoną, na dodatek z mocnym silnikiem. Niemożliwe? A jednak! 
Mercedes S-klasa Mercedes S-klasa Fot. Mercedes | Mercedes S-klasa

Idziemy na zakupy!

Dysponując kwotą 50 tys. zł i wykazując awersję do nowych samochodów, nie jesteśmy skazani na podejrzane, rozlatujące się auta używane. Za takie pieniądze możemy mieć limuzynę klasy wyższej, z mocnym silnikiem, drewnem, skórą, zastępem elektronicznych asystentów o trzyliterowych nazwach i takimi ekstrasami, o których nie mają co śnić nabywcy nowych samochodów. Wybraliśmy pięć modeli - najtańszy kosztuje niecałe 30, a najdroższy prawie 50 tys. zł. Każdy jest z innej bajki.

 

ZOBACZ TAKŻE:

TOP 10 | Najdroższe samochody świata

Samochody osobowe - ogłoszenia

Mercedes S-klasa Mercedes S-klasa Fot. Mercedes | Mercedes S-klasa

Mercedes klasy S

Klasa S to klasyka gatunku, symbol auta luksusowego. Jeżdżą nią gwiazdy, politycy i zwykli ludzie, którym się w życiu udało. To, co wyróżnia flagowego Mercedesa to fakt, że zawsze jest o krok do przodu przed resztą. Dlaczego? Gadżety, w które wyposażona jest dzisiejsza "eska", trafią pod strzechy dopiero za kilka lub kilkanaście lat. Tak jest teraz i tak było wcześniej, więc mając około 40 tys. zł, możemy sobie kupić Mercedesa klasy S z 2000 roku, z silnikiem wysokoprężnym o mocy 260 KM. Warto? No jasne! W tym przypadku możemy liczyć nie tylko na wysoki komfort, doskonałe wykończenie, wyjątkowy komfort jazdy i wysoki poziom bezpieczeństwa, ale też na gadżety, które dopiero teraz trafiają do zwykłych aut.

Używana klasa S ma na pokładzie telewizor, aktywny tempomat, system bezkluczykowy, zestaw DVD, system audio Bose, pneumatyczne, samopoziomujące się zawieszenie, światła doświetlające zakręty, czujniki zmierzchu i światła oraz takie ubarwiacze szarej rzeczywistości jak klapa otwierana kluczykiem, wentylowane fotele z funkcją masażu czy system, który pozwala wydawać autu polecenia głosem. Kurczę, czego chcieć więcej! Pamiętajmy też, że poprzednia klasa S (W220, produkowana od 1998 do 2005 roku) jako pierwsza potrafiła przewidzieć wypadek i się do niego przygotować (system Pre-Safe), co nawet teraz nie jest elementem znajdującym się tuż obok wspomagania kierownicy na liście wyposażenia standardowego.

Pod maską auta pracują benzynowe silniki V6, V8 i V12 (197-367 KM) oraz turbodiesle R6 (197-204 KM) i V8 (250-260 KM). W ofercie były auta z napędem na tylne lub wszystkie koła oraz, po raz pierwszy, modele AMG, które miały od 354 do 612 KM.

 

ZOBACZ TAKŻE:

S-klasa, która zużywa 6,2 l/100 km

Mercedes S-klasa - ogłoszenia

Volkswagen Phaeton Volkswagen Phaeton Fot. Volkswagen | Volkswagen Phaeton

Volkswagen Phaeton

Tak, Phaeton wygląda jak Passat. Tak, nosi na atrapie chłodnicy znaczek Volkswagena, więc powinien być autem dla ludu, którym nie jest, co najwyżej dla wybrańców ludu. Tak, nie odniósł sukcesu - sprzedaż zawsze była mocno poniżej oczekiwań, wycofano go nawet ze sprzedaży w rozkochanych w sedanach Stanach Zjednoczonych i jest na rynku od 10 lat, więc to już właściwie dinozaur. Wszystko prawda. Phaeton ma zły znaczek, za wysoką cenę, zbyt plebejskie pochodzenie i znikome powodzenie u klientów. Ale ten samochód powstał z pasji i to czyni go wspaniałym.

Phaeton narodził się, bo charyzmatyczny szef VW - Ferdinand Piech - miał taki kaprys. Powstał, by spełnić surrealistyczne w swojej zbyteczności wymagania. Przykład? Auto potrafi przez 24 godziny jechać z prędkością 300 km/h (choć seryjne modele mają ogranicznik do 250 km/h), utrzymując wewnątrz temperaturę 22 stopni, podczas gdy na zewnątrz jest 50 stopni. Inny przykład - klimatyzacja. Jest ona tak zaprojektowana, że nie powoduje przeciągów i nie dopuszcza do choćby minimalnego zaparowania szyb. Ponadto flagowy Volkswagen budowany jest w szklanej fabryce. Powstała specjalnie dla niego i jest on tam składany na drewnianej podłodze przez ludzi w białych rękawiczkach. Ba, jego podzespoły wykorzystywane są w Bentleyach Continental GT, GTC i Flying Spur, więc choć na zewnątrz przypomina Passata, wewnątrz reprezentuje najwyższy światowy poziom.

Po tych wszystkich latach Phaeton już się zestarzał. Nie ma tylu elektronicznych gadżetów, którymi kuszą młodsi rywale. Pod maską pracuje jeden z kilku silników, ale najciekawsze są benzynowe W12 (dwa złączone VR6) i turbodiesel V10, po pierwszy w historii zamontowany w aucie osobowym. Phaeton jest jak współczesny Mercedes W124. Ma w sobie urok dawnych lat, gdzie jeszcze sportowe właściwości jezdne w limuzynie były uważane za nonsens, a o ekranach dotykowych, laserach tu i tam i kilkunastobiegowych automatach nikt nie słyszał. Phaeton to oldschool i dlatego jest fajny. Poza tym roztacza wokół siebie aurę absolutnej niezawodności i sprawia wrażenie, że zawsze można na niego liczyć, co jest przyjemne. Za 49 tys. zł można mieć Phaetona z 2003 roku, wyposażonego w silnik V10 TDI o mocy 313 KM, na dodatek z pełnym wyposażeniem. I na koniec ciekawostka. Nazwa tego Volkswagena ma mitologiczne korzenie. Faeton, syn Heliosa, zginął z ręki Zeusa rażony przez niego piorunem za karę, że ośmielił się wsiąść na słoneczny rydwan. Co za ironia!

 

ZOBACZ TAKŻE:

Rekord Volkswagena Phaetona | Galeria

Volkswagen Phaeton - ogłoszenia

Jaguar XJ Jaguar XJ Fot. Jaguar | Jaguar XJ

Jaguar XJ

Najnowszy Jaguar XJ wygląda bardzo nowocześnie, ale poprzednie były bardzo retro i bardzo zachowawcze - każdy jeden wyglądał tak samo jak poprzednik. Za niecałe 30 tys. zł dostaniemy luksusowego kota z 2000 roku, wyposażonego w silnik benzynowy 3,2 l o mocy 237 KM, w bardzo dobrym stanie. Omawiany model to seria X308, produkowana od 1997 do 2002 roku i ostatnia, która miała stalowe nadwozie (kolejne są aluminiowe). Egzemplarze z tych lat mają wyłącznie silnik V8 (wcześniej też V6 lub V12), dostępne są w wersji krótkiej lub przedłużonej i każdym swoim elementem emanują brytyjskością. Czasami trafią się także Daimlery - potraktujmy je jako flagowe wersje XJ. Mają absolutnie pełne wyposażenie, zawieszenie skomponowane z myślą o komforcie absolutnym i trochę inną atrapę chłodnicy. Jaguar to auto dla indywidualistów ? kupno dużego kota nie jest tak oczywiste jak zakup Mercedesa klasy S, BMW 7 lub Audi A8, więc choćby z tego powodu musiał się w naszym zestawieniu znaleźć.

 

ZOBACZ TAKŻE:

Jaguar XJ jako... kabriolet

Jaguar XJ - ogłoszenia

Kia Opirus Kia Opirus Fot. Kia | Kia Opirus

Kia Opirus

Już słyszymy te głosy oburzenia na widok Kii Opirus w tym zestawieniu. Jako jedyna w tym gronie ma plebejski napęd na przednie koła i słaby silnik (V6 205 KM), ale jeśli dokonamy drobnego wysiłku mentalnego i oderwiemy wzrok od tych wybałuszonych reflektorów, atrapy chłodnicy imitującej Jaguara i udamy, że nie widzimy pokracznej i mało seksownej sylwetki nadwozia, to zobaczymy typowe auto klasy wyższej. Ma skórę, drewno i automat. Jest duże, wygodne i nie ma za grosz sportowych ambicji. Poza tym jest dobrze wyposażone (elektroniczne sterowanie tego i tamtego, klimatyzacja, podgrzewane fotele). A że prestiż Kii to żaden prestiż? Niby tak, ale dzięki temu można mieć 5 metrów bieżących dobrze wyposażonej limuzyny raptem za 33 tys. zł, na dodatek młodej, bo z 2004 roku. Jeszcze niedawno Opirus (w USA zwany jako Amanti) był flagowym modelem Kii, ale teraz aspiracje koreańskiej firmy sięgają jeszcze wyżej. Opirus ustąpił więc miejsca Cadenzie, a oczko wyżej w hierarchii zaparkował tylnonapędowy model K9. Wygląda jak mix Mercedesa, Bentleya i BMW (ale w dobrym stylu) i nie będzie już nad nim śmichów-chichów jak w przypadku omawianego modelu lub jego poprzednika Enterprise, przy którym Opirus jest zjawiskowo piękny.

 

ZOBACZ TAKŻE:

Pudrowanie nosa w Opirusie

Kia Opirus - ogłoszenia

Lincoln Town Car Lincoln Town Car Fot. Lincoln | Lincoln Town Car

Lincoln Town Car

Żyjemy w Europie, gdzie wmówiono nam, że luksusowa limuzyna z nieznanych powodów musi być wściekle szybka, bezkompromisowo sportowa, kosmicznie zaawansowana technologicznie i na dodatek powinna nawiązywać swoim wyglądem do coupé. Amerykanie zniesmaczeni patrzą na to wszystko, z rezygnacją wzruszając ramionami, bo dla nich auto luksusowe to szczera, niczego nieudająca maszyna z technicznie prostackim, miękkim zawieszeniem, wielgachnym nadwoziem, drewnem, skórą i automatem. Więcej nie trzeba, by się dobrze poczuć w aucie, prawda? Przykładem takiego podejścia jest Lincoln Town Car z 2005 roku, w wersji standardowo przedłużonej o 15 cm, za 39 tys. zł. Pod maską mruczy wielgachne serce 4,6 l V8 o wręcz niezauważalnej mocy 237 KM. Wewnątrz dużo miejsca wykończonego skórą i drewnem. Uroczy w swoim retro charakterze jest 4-biegowy automat.

Prezentowana generacja Lincolna narodziła się w 1981 roku i dzięki kilku liftingom dotrwała do 2011 roku. To jedna z najpopularniejszych limuzyn w Ameryce, jeden z najczęściej przedłużanych samochodów i ulubieniec szoferów. Tak, Town Car to auto, które kupuje się po to, by być wożonym, a nie po to, by go (na Nurburgringu) ujeżdżać. Żadna z niego ultimate driving machine. I dlatego jest tak fajny, bo to policzek dla całego tego nowoczesnego, usportowionego samochodowego luksusu.

Filip Otto

 

ZOBACZ TAKŻE:

Lincoln KMZ

Lincoln Town Car - ogłoszenia