Ford S-Max i Galaxy - test porównawczy | Za kierownicą

Co począć, gdy oferowany model jest technicznie dopracowany, a na dodatek świetnie się sprzedaje? Odpowiedz Forda to drobne modyfikacje. Ale takie, by coś zrobić, a się nie narobić. Efekt gwarantowany

Mniejszy, a w zasadzie niższy S-Max (krótszy jedynie o 5 cm) ma w sobie żyłkę sportowca i w ciągu czterech lat udowodnił, że minivan może przyciągać wzrok i dawać sporo przyjemność z jazdy. Większe Galaxy wcale od niego nie odstaje, a na dodatek potrafi przewieźć znacznie więcej pasażerów i bagażu.

Zgodnie z zasadą, że jeśli coś się podoba, to nie należy tego psuć, zmiany zewnętrzne ograniczono do minimum, zmieniając wygląd przednich lamp i kształt tylnych. Pojawił się także nowy grill i światła do jazdy dziennej. Reszta pozostała bez zmian. Oba modele są dostępne w wersjach siedmioosobowych i w żadnym nie będzie nikomu brakować miejsca. Przynajmniej w pierwszych dwóch rzędach, bo trzeci, chowany w podłodze bagażnika z założenia jest tylko "na wypadek". Nie można go przesuwać, ani regulować oparcia jak w przypadku wszystkich pozostałych 5 foteli.

Nowością w Galaxy i S-Maxie jest silnik wysokoprężny 2.0 o mocy 163 KM. Mimo sporych rozmiarów i niemałej masy obu modeli (Galaxy 1660 kg, S-Max 1616 kg) silnik radzi sobie bardzo dobrze. Nie ma turbodziury, moc rozwija równomiernie i bez zadyszki. Dodatkową zaletą jest zużycie paliwa. Stosunkowo dynamiczna jazda w cztery osoby z bagażem okupiona została spalaniem 9,5 l/100km. I to przy skrzyni ręcznej. Za dwusprzęgłową PowerShift trzeba dopłacić 9 000 zł.

Standardem jest ona dopiero w benzynowej wersji 2.0 z doładowaniem - EcoBoost. Silnik jest mocniejszy od poprzednika aż o 43 konie, a zużywa przy tym średnim 1,5 litra mniej paliwa (8,2 l/100km). Jak to możliwe? W trybie sport zrezygnowano z utrzymywania wysokich obrotów silnika. PowerShift oferuje też tryb ręczny realizowany za pomocą drążka skrzyni biegów. Jedynym minusem jest brak łopatek przy kierownicy, co w aucie o sportowych cechach byłoby mile widziane.

Niewiele zmieniło się także prowadzenie auta. I dobrze, bo układ kierowniczy S-Maxa to od czterech lat wzór dla wszystkich minivanów. Mimo sporej wysokości prowadzi się pewnie. Zawieszenie jest dość sztywne w zakrętach, ale nawet w Polskich warunkach drogowych wystarczająco komfortowe w codziennej eksploatacji.

Jeśli ktoś myśli, że Galaxy to już co innego, powinien natychmiast zapisać się na jazdę próbną. Dlaczego? Mimo, że zaprojektowano go tak, by można było zasiąść za kierownicą w sombrero, to ciasne szybko pokonywane łuki nie robią na nim żadnego wrażenia. Aż kusi, by sprawdzić, jakie różnice czasowe miałyby oba modele w slalomie między słupkami.

Galaxy idzie jeszcze dalej oferując układ kierowniczy tak precyzyjny, że stateczni ojcowie rodzin mogą być rozczarowani. Przy większej prędkości każdy nawet najdrobniejszy ruch kierownicą przekłada się na korektę toru jazdy i tylko wysoka pozycja za kierownicą przypomina nam, że nie prowadzimy auta sportowego.

Kiedy zasiadłem po raz pierwszy za kierownicą S-Maxa zrozumiałem po co Ford skonstruował wyścigową wersję Transita . Doświadczenia przełożyły się w stworzenie niemal doskonale jeżdżących minivanów. Teraz, gdy technicznie są znowu na czasie, Ford może być spokojny o ich rynkową pozycję.

Gaz

Znakomite własności jezdne; skrzynia PowerShift; nowe silniki o równomiernie rozwijanej mocy

Hamulec

Brak łopatek przy kierownicy (PowerShift); zbyt precyzyjny układ kierowniczy w Galaxy nieprzystający statecznemu minivanowi

Summa Summarum

Ford S-Max i Galaxy to liderzy w swojej klasie. Oferują dynamiczną stylistykę, dużą przestrzeń i własności jezdne, za którymi innym ciężko nadążyć. Teraz, przy okazji kosmetyki nadwozia zyskały także nowoczesny silnik benzynowy EcoBoost i zautomatyzowaną skrzynię dwusprzęgłową. Dzięki temu ich konkurencyjność, podobnie jak jazda, jest znowu na najwyższym poziomie.

Kompendium

ZOBACZ TAKŻE:

S-Max i Galaxy po zmianach | ceny - ZOBACZ TUTAJ

Więcej o: