Dodge Ram 1500 4x4 Quad Cab Hemi Laramie - ciężki przypadek

Myślicie pewnie, że skoro sprawiłem sobie ciężarówkę, to będę wychwalał ją pod niebiosa? Nic z tego.

Być może jakieś błędy wychowawcze, uraz z dzieciństwa czy upadek zwysokości każe mi od czasu do czasu zrobić coś, co zaskakuje wszystkich, ze mną włącznie. Kilka lat temu porzuciłem naukę dla samochodów, potem się ożeniłem, a teraz...

***

Z początku miał to być F-250 Heavy Duty. Szumnie reklamowana nowość Forda zmusiła mnie do odwiedzenia targów w Detroit. Byłem, obejrzałem i zdecydowałem, że jednak... nie. Powód? Dość ciasna kabina. Choć brzmi to absurdalnie w odniesieniu do auta, które wygląda jak katedra na kołach (6,25 metra długości) i mieści tylko cztery osoby (topowa wersja King Ranch), to jednak jest faktem. Pasażer siedzący na prawo od kierowcy nie ma co zrobić z lewą nogą, ci za plecami nie mogą wsunąć stóp pod przednie fotele. Sprawcą tej ciasnoty jest "najcichszy diesel Ameryki" obudowany sześcioma chłodnicami 350-konny 6.4 Power Stroke V8, który z braku miejsca pod maską, wnika do kabiny, w asyście mechanizmów przeniesienia napędu.

Tak więc z żalem, ale rozstałem się z wizją podróżowania tym luksusowym (pod każdym innym względem) mastodontem. Było mi lżej, kiedy dowiedziałem się, ile to monstrum pali: wmieście nawet 30 litrów. Ropy.

***

Siedząc na targach i myśląc, co tu dalej począć, kątem oka dostrzegłem innego pikapa. Jego wściekła czerwień przecinała bure równiny Kolorado. Jego 20-calowe felgi wzbijały tumany kurzu. A z jego grubej jak rynna rury wydechowej dochodził rasowy bulgot. I pewnie tej właśnie, bynajmniej nie podprogowej reklamie (leciała w kółko okolicznych telebimach) zawdzięczam tak brzemienną wskutkach decyzję.

Dla pewności obejrzałem jeszcze wszystkie inne półciężarówki wystawione wDetroit. Ford F-150? Świetny, ale jeden już stoi w redakcji. Chevy Silverado? Jakież banalne wnętrze. Nissan Titan? Nadęta Navara. Lincoln Mark LT? Za dużo chromu. Toyota Tundra? Ma dziwne spojrzenie... Hummer SUT? Nazbyt ostentacyjny. Cadillac Escalade EXT? Zbyt drogi i festyniarski. A więc...

By się nie rozmyślić, czym prędzej wypełniam formularz zamówienia fabrycznego. Potem kilka miesięcy oczekiwania i jest. Sprawdzona firma Mustang Cars z Rybnika (dwa lata temu ściągnęła nam z Kanady opisywanego już na tych łamach Forda F-150 King-Ranch) przywozi go na lawecie pod sam dom. Prosto z kontenera. Pięć mil na liczniku, 345 koni pod maską, niemal pełne wyposażenie. Dodge Ram 1500 4x4 Quad Cab 5.7 Hemi Laramie. Kluczyki i dokumenty do ręki. Za chwilę okaże się, czy był to udany zakup.

***

Pierwsze kilometry rozwiewają wszelkie obawy. To nie jest lemon car, czyli jedno z tych feralnie zmontowanych aut, które potrafią doprowadzić właściciela do rozpaczy. Żadnych patologicznych wibracji i odgłosów. Wszystko działa jak należy. Uff! Przez kolejny miesiąc poznaje blaski i cienie użytkowania półcieżarówki na co dzień. Pozwólcie, że te pierwsze - blaski - pozostawię dla siebie. Wyspowiadam się za to z cieni. Przede wszystkim - ciekawscy. Nie zliczę, ile już razy musiałem odpowiadać na pytanie: "Ile to pali?". Chwilami mam ochotę zamówić wielką kalkomanię z napisem "20 l/100 km" i przylepić ją sobie na drzwiach. Owszem, wracając znad morza, udało mi się zejść do 14,8, ale nie oczekujmy od Hemi cudów: chcąc delektować się jego brzmieniem i przyspieszeniem, trzeba liczyć się ze spalaniem o kilka litrów większym. Zwłaszcza przy 3500 kg masy całkowitej. I zwłaszcza wmieście. Ale i tu najgorszy rezultat to akceptowalne (choć z trudem) 21,5 litra. Mimo to osoby o słabych nerwach raczej nie powinny wpatrywać się w dystrybutor. Najlepiej umilić sobie tankowanie lekturą choćby naszego dodatku, a na koniec podać kartę płatniczą kasjerowi. Kiedyś nieopatrznie spojrzałem na kwitek iwidząc na początku czwórkę, czym prędzej go wyrzuciłem. Pocieszam się, że mając F-250 z jego apetytem na ropę i 173-litrowym bakiem, miejsce czwórki częściej zajmowałaby siódemka. Cóż, może kiedyś trafię szóstkę w totka... Już wiem, dlaczego sprzedają kupony na każdej stacji.

Drugie "ale" to rozmiary. W Stanach Ram nie wydaje się aż tak duży. W Polsce - niemal na każdym kroku. Jadąc nim, czujesz, że sporo miejsc parkingowych, zatoczek, uliczek, wjazdów, wyjazdów, że o myjniach nie wspomnę, skrojonych jest na auta o dwa numery mniejsze. Uświadomiła mi to pierwsza wizyta na parkingu podziemnym Agory, gdzie już na wstępie dach Dodge'a wszedł w konflikt z belką zawieszoną ponoć na wysokości dwóch metrów. Po niezliczonej liczbie ćwiczeń na wyobraźnię przestrzenną, a towarzyszących tak banalnym - zdawałoby się - czynnościom jak cofanie, parkowanie czy zawracanie, dochodzisz do wniosku, że mimo wszystko kamera na tylnej klapie uczyniłaby świat piękniejszym. Najgorsze jest jednak parkowanie prostopadłe, bo twoje auto albo wystaje daleko poza inne (i ryzykujesz, że ktoś zrobi sobie krzywdę), albo nie dają się w nim otworzyć drzwi (a więc nawet jeśli wjedziesz, to raczej nie wyjdziesz). W jednym z mazurskich miasteczek, by pokonać wąską jednokierunkową uliczkę, musiałem złożyć lusterka w co drugim zaparkowanym aucie. Oczywiście zaraz ktoś powie, że to wszystko przesada, bo przecież po Polsce jeżdżą też - a może nawet zwłaszcza - tiry. Zgoda. Tylko że tirem nie pchasz się tam, gdzie zwykłeś robić to choćby Golfem czy Vectrą.

Rozmiary Rama dają o sobie znać także w inny, dość bolesny sposób. Przekonałem się o tym, gdy skacząc przez burtę z paki skręciłem sobie nogę i gdy jeden z pasażerów wypadł z szoferki na asfalt, bo zapomniał, jak wysoko siedzi. W przypadku auta mierzącego dwa metry bez czterech milimetrów (wersja 4x2 jest o 7,8 cm niższa) stopnie po bokach to wręcz konieczność (w opcji są typowe - rurowe lub wysuwane elektrycznie spod auta). Podobnie z uchwytami na przednich słupkach.

Jak każde ze swoich aut, tak i to najpewniej usprawnię. Ale inaczej niż zamierzałem. Pakiet Trailer Tow Group (pomaga ciągnąć przyczepę o masie prawie czterech ton) rozwiązał kwestię dodatkowego chłodzenia skrzyni biegów (w niektórych autach zza oceanu długa i szybka jazda może "ugotować" przekładnię). Z kolei droga hamowania wynosząca 43 metry pozwoliła (uff!) zrezygnować z zakupu skandalicznie drogich (4 tys. dol. za sam przód!) ośmiotłoczkowych hamulców Brembo. Tym, co wciąż nieco mąci radość z jazdy, jest za to zawieszenie. Najwyraźniej zestrojone pod jazdę z ładunkiem, na pusto potrafi zatrząść i zakołysać. Na szczególnie dużych nierównościach można wręcz pomyśleć, że siedzi się na wozie z sianem. Szczęśliwie sytuację radykalnie poprawiają ponoć amortyzatory z regulacją twardości, tudzież powietrzne miechy zastępujące półeliptyczne resory piórowe. I tu pojawia się kolejne niebezpieczeństwo. W dobie zakupów przez internet można przepuścić fortunę na idące w tysiące akcesoria do Rama. Dlatego lepiej w zarodku zwalczyć odruch klikania na widok napisu "Buy now" i trzymać się z dala od grubych jak encyklopedie katalogów firm tuningowych.

***

Czy już wszystkich odstraszyłem? Nie? No to parę słów o najbardziej upiornej konsekwencji zakupu: rejestracji. Już pomijam to, że tylne kierunkowskazy są tu czerwone, a przednie reflektory symetryczne, bo to małe piwo. Prawdziwa beczka dziegciu czeka na szczęśliwego nabywcę przy okienku wydziału komunikacji. Siedmiu urzędników, bo z tyloma miałem do czynienia, na widok szeregu nietypowych i - o zgrozo - obco brzmiących dokumentów - najpierw nabierała wody w usta, potem gorączkowo się konsultowała, a na koniec grobowym głosem wymieniała uchybienia/błędy/niedopowiedzenia (niepotrzebne skreślić) tak ważkie, jak np. brak oświadczenia (składanego - a jakże - pod odpowiedzialnością karną), że rzeczony pojazd został sprowadzony w ilości jednej sztuki. Na szczęście Mustang Cars nie zostawia biednego klienta w potrzebie i niezbędne dokumenty dostarcza, jeśli trzeba, nawet kurierem. To ważne, bo zdając się na firmę, która traci zainteresowanie autem w momencie zapłaty, ryzykujecie tym, że będziecie musieli odstawić swój nabytek na kołki. Dotyczy to także egzemplarzy kupowanych w komisach, a nierejestrowanych w Polsce. W kontekście rzuconej zza okienka luźnej uwagi, że "już kilku razy odmówiliśmy rejestracji takich aut i ciekawe, co też ich właściciele teraz z nimi robią?", mogę uważać się za szczęściarza. W końcu już za piątym razem się powiodło, na taksówki wydałem nie więcej niż 500 zł, a mój wehikuł pokrywał się kurzem ledwie trzy tygodnie. Tak więc sami widzicie - nie warto. A jeśli naprawdę uprzecie się na jakiegoś "Amerykanina", to trudno. Oby nie był to Ram. Wciąż jest ich niewiele. I niech tak pozostanie.

ZALETY

WADY

dość wysokie spalanie, obniżony komfort resorowania na pusto, brak czujników cofania, manewrowanie i parkowanie wymagające precyzji i wyczucia (zwłaszcza na parkingach podziemnych), utrudniony dostęp do kabiny, umiarkowana ładowność, brak manualnego trybu pracy skrzyni biegów, możliwe kłopoty z rejestracją

SUMMA SUMMARUM

Zawsze jest wielki, a bywa też i kłopotliwy. Pogłębia efekt cieplarniany (potrafi spalić sporo benzyny i gumy) oraz prowadzi do rozluźnienia więzi małżeńskich (przednie fotele dzieli dobre pół metra). Siedząc w środku, łatwo nabawić się uczucia wyższości przechodzącego w depresję na stacjach benzynowych. Naprawdę, dużo rozsądniejszą alternatywą wydaje się Nissan Navara.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.