Dacia Logan 1.6 - test | Za kierownicą

Jesteśmy nieprzyzwoicie rozpuszczeni. Pchamy się za kierownice aut, które mają po kilkaset koni, i z utęsknieniem czekamy na każdą okazję do szaleństw na torze. By zmienić wizerunek rozkapryszonych ścigantów, sięgnęliśmy po samochód, który nie miał nawet stu koni pod maską. Emocji jednak nie brakowało

Gotycka twierdza w Hunedoarze to największy i najbardziej mroczny zamek Transylwanii. Jego mury budzą lęk nawet w słoneczny dzień, nocą wręcz strach podchodzić. W XV wieku właśnie tu, w Transylwanii, mieszkał książę Vlad IV Tepes, czyli Palownik. Określenie jest jak najbardziej na miejscu - ulubioną rozrywką księcia było wbijanie przestępców i wrogów na pal. Zdarzało mu się nawet spożywać posiłki w towarzystwie nadzianych i jęczących nieszczęśników.

Krew lała się strumieniami, ponoć za jego panowania życie straciło ponad 50 tys. osób. Jednak sławę wampira zdobył dzięki książce irlandzkiego pisarza Brama Stokera. A przydomek Drakula wziął się od religijno-militarnej wspólnoty - Zakonu Smoka (dracul to z rumuńskiego smok) - do której należał ojciec okrutnego władcy Vlad III. Ale wróćmy lepiej do XXI wieku. Choć tu, jak się okazuje, upiorne dreszcze mogą wywołać zupełnie błahe zdarzenia.

Pewnego dnia na adres "Wysokich Obrotów" przyszedł list. Pożółkła koperta, która wyglądała, jakby ktoś wyciągnął ją ze starej kościelnej skrzyni, kryła w środku arkusz czerpanego papieru pokrytego czerwonym atramentem. List, choć napisany gotycką czcionką, nienaganną i zupełnie współczesną angielszczyzną, zapraszał nas na jazdy testowe Dacią Logan. Niepokój wzbudzał wiejący chłodem podpis - Dracula. Hm

Po godzinie od otwarcia koperty pismo znikło. Dobrze, że list czytało więcej osób, mogliśmy go z grubsza odtworzyć. Sołtysik szybko skojarzył informację podaną przez prasę, że nieznana osoba rzekomo wykupiła znaczną część akcji koncernu Renault, do którego w 99,94 proc. należy rumuńska Dacia. Czyżby legendarny transylwański książę przestawił się z nieruchomości na ruchomości? Mimo pewnych obaw postanowiliśmy przyjąć zaproszenie.

Robiliśmy już różne szalone rzeczy, ale testu w Rumunii jeszcze nie. Nuszka - nasz fotoedytor - uwielbia wyzwania, ale ze znalezieniem fotografa na wyjazd miał problem. Śmiałek, odważny jak Szewczyk Dratewka znalazł się dopiero w Krakowie.

Razem z Ulą i Nuszką przekroczyliśmy granicę w Łysej Polanie. Szkoda, że nie na Łysej Górze - chichotaliśmy. Do Budapesztu droga przebiegła szybko, problemy zaczęły się, gdy zjechaliśmy z belgradzkiej autostrady. Tuż po przekroczeniu rumuńskiej granicy zrobiło się ciemno i zaczął padać deszcz. Jechaliśmy powoli i nagle samochód runął w dół niczym w przepaść. Pierwsza myśl: spadliśmy do piekła! Uff, nie. Okazało się, że to tylko roboty drogowe. Ot, panowie kładli asfalt i zapomnieli ustawić znak ostrzegający przed uskokiem. Gdyby nie zawieszenie naszego testowego Subaru Forestera, pewnie w tym miejscu zakończylibyśmy wyprawę z uszkodzonym przodem. Wtedy zrozumiałem, dlaczego Dacia Logan wygląda tak, jakby postawiono ją na szczudłach. Rumuńskie drogi są wymagające. No, polskie są niewiele lepsze, ale przynajmniej bywają oznakowane.

Może zmęczenie kilkunastogodzinną jazdą, a może upiorne okoliczności sprawiły, że kiedy wjechaliśmy do Transylwanii, nie było nam już do śmiechu. Noc była wyjątkowo ciemna, zachmurzone niebo wyglądało jak czara najczarniejszej kawy. Blade światła auta wydobywały zatopione w ciemnościach demoniczne kształty dębów i buków. Gałęzie splatały się nad drogą, a nam się wydawało, że jedziemy jakimś koszmarnym tunelem. Czasem tylko mijaliśmy jakieś biedne chatynki żywcem wyjęte ze średniowiecza. Do kompletu brakowało tylko gęstej mgły. Przestaliśmy się z Ulą do siebie odzywać: gdzie się podziała nasza pewność siebie? Żeby przerwać ciszę, Nuszka zaczął na głos czytać informacje o dwóch bohaterach naszej podróży.

Niektóre źródła podają, że Drakula narodził się ze zwłok ludzkich. Wampiry mają zdolności hipnotyczne, potrafią lewitować i być niewidzialne. Nie starzeją się, nie odbijają w zwierciadłach, żywią krwią i jedynym sposobem na ich unicestwienie jest przebicie kołkiem osinowym. Wampir boi się też mocnego oświetlenia. Czy to z tego powodu reflektory w Loganie zamiast świecić naprzód, tworzą tajemniczą poświatę (ksenony niedostępne)? Właśnie, nasz drugi bohater - Dacia Logan - choć zawieszenie ma wysokie, jest bardziej przyziemnym typem od Drakuli.

Została zbudowana z myślą o krajach Europy Wschodniej, Azji i Ameryki Południowej. Ech, powiedzmy wprost: z myślą o dzikiej części świata zamieszkałej głównie przez pustynne potwory albo białe niedźwiedzie. Logan jest na razie produkowany w rumuńskim Pitesti i w Moskwie, ale przewiduje się uruchomienie montowni w Iranie i Kolumbii. Konstrukcja samochodu to rezultat chłodnej kalkulacji. Nasycenie samochodami w krajach bogatych jest bardzo duże - a i tak właśnie tam sprzedaje się większość aut. Tymczasem zdecydowana większość światowej populacji wciąż podróżuje wielbłądami, rowerami, podmiejską kolejką albo pieszo. Koncern Renault pomyślał, że warto zbudować samochód, który odniósłby sukces w krajach powoli wydostających się z nędzy. Marka Dacia wydała się do tego celu idealna.

W naszej części Europy Logan to wielki comeback Dacii. Auto okazało się strzałem jeśli nie w dziesiątkę, to co najmniej w ósemkę. Znakomitą większość produkcji pochłania Rumunia (dotąd ok. 100 tys. wyprodukowanych egzemplarzy), a samochód sprzedaje się nawet we Francji. W Polsce wyniki nie są powalające, ale przedstawicielstwo Renault twierdzi, że jest zadowolone z udziału w rynku. A dziwaczne sedany w rodzaju Renault Thalii czy Fiata Albei nie cieszą się u nas dużą popularnością - klienci chętniej wybierają zgrabniejsze hatchbacki: Škodę Fabię lub Fiata Punto.

Z taką wiedzą docieramy do Hunedoary. Na parkingu przed zamkiem stoi niepozorna Dacia. Na miejscu krwawego księcia też byśmy taką jeździli, z jego aparycją lepiej nie rzucać się w oczy.

Wielkie wrota zamczyska otwarły się, zanim zdążyliśmy zakołatać. Nie przysłaliśmy potwierdzenia przyjęcia zaproszenia, ale Drakula widać wiedział, że się zjawimy. Małomówny lokaj zaprowadził nas do pokoi i poinformował, że o północy książę oczekuje nas przy kolacji.

Otwieram oczy. W głowie kołaczą się roztrzaskane nagłym przebudzeniem myśli. Przedzierające się przez małe okno promienie słońca rozjaśniają umysł. Zaraz, zaraz zamek? Tak, ale w Sobótce pod Wrocławiem. Przyjechaliśmy tu na sesję zdjęciową Dacii Logan. Hipnoza to czy teleportacja? Sen był tak realistyczny! Przypominając sobie strzępy rumuńskiej przygody, wybiegam na dziedziniec. Dacia stoi jak stała. Wyciągam z dżinsów klucz i otwieram auto.

Pora wczesna, wszyscy śpią, przejażdżka powinna pomóc uporządkować myśli. Pierwsze wrażenie nie jest najprzyjemniejsze. Wnętrze przypomina przedmioty, jakie zdobią komnaty zamku, ale nie kształtem, tylko wiekiem. Plastiki wyblakłe, a niektóre szczegóły wydają się dziwnie znajome, choć przecież siedzę w Loganie pierwszy raz. Przez głowę przebiegają mi kawałki dyskusji przy wczorajszej kolacji. Książę podkreślał, że przy projektowaniu Dacii Logan postawiono dwa warunki. Po pierwsze, samochód miał być na tyle przestronny, by mógł służyć jako jedyne auto w rodzinie, a bagażnik miał pomieścić co najmniej trzy dziewice. Hm, na mój gust ten kufer (510 litrów) zmieściłby ze cztery. To jeden z największych bagażników w tej klasie samochodów, zresztą nie tylko. Po drugie, ciągnął książę, auto miało być bardzo tanie.

I co powstało? Wehikuł czasu. Chwytam za lewarek biegów i czuję: to Renault 19. Tak samo przyciski do sterowania szybami - wyjęte ze starych renówek. Skąd w Dacii przełączniki produkowane przed 20 laty? Wciskam jeden z nich. No tak, działają tak, jakby naprawdę leżały aż tak długo w magazynie. Chwytam kierownicę i przypominam sobie Mégane pierwszej generacji. Ale to dobra wiadomość, bo wieniec kierownicy wykonany jest z przyjemnego w dotyku tworzywa - czego nie można powiedzieć o nieprzyjemnie twardej i nie najlepiej wykończonej desce rozdzielczej. Poza tym środkowa konsola ustawiona jest pod niekorzystnym kątem.

Przyznajmy, w porównaniu z konkurencją wnętrze Logana wypada blado. Dziwne, że określenie "blado" często nasuwa się, kiedy patrzę na Logana. Wczoraj książę tłumaczył cierpliwie, że te części to faktycznie ze starych modeli Renault, no ale przecież koszty, koszty! Oszczędziło się też na pracy ludzi z ośrodka projektowo-badawczego Technocentre pod Paryżem, gdzie powstał Logan.

Efekt: Dacia o długości 425 cm kosztuje poniżej 30 tys. zł. To najtańszy metr bieżący samochodu na rynku.

Kierowca siedzi wysoko niczym woźnica na koźle. Za to miejsca nad głową tyle, że zmieściłby się chyba nawet wtedy, gdyby był nabity na pal. Niestety, nawet bez pala można mieć zastrzeżenia co do pozycji za kierownicą. Brakuje regulacji osiowej kierownicy, a pedały mogłyby być odsunięte bardziej od fotela. Do wzoru w tej klasie - Škody Fabii sedan - Dacii trochę brakuje. Nawet Renault Thalia ma więcej miejsca na nogi kierowcy. Rozumiem, że uczucie zmęczenia jest Drakuli obce, ale ludziom, niestety, się zdarza. Może hrabia jeździ tylko z tyłu? Tam jest wygodniej, choć książęce pochodzenie wymagałoby jednak bardziej wytwornej kanapy.

Chociaż to trochę niepoważne, wczorajszy sen wyostrzył moją podejrzliwość. Przed oczami stanęły mi sceny z "Nosferatu". Zanim przekręciłem kluczyk w stacyjce, wyskoczyłem z samochodu i otworzyłem klapkę wlewu paliwa. Napis "unleaded fuel only" uspokoił mnie, ale tylko na chwilę - przecież moja krew też nie ma ołowiu. Niczym boss mafii drżący przed zamachem bombowym wsadzam głowę pod kierownicę i dokładnie oglądam pedał przyspieszenia. Czy aby nie zostanę wbrew swej woli honorowym krwiodawcą?

W porządku, nic niepokojącego - oprócz braków w wykończeniu - nie zauważam. Wreszcie przekręcam kluczyk. Ale dalej nie czuję się bezpiecznie - Dacia ma w standardzie tylko jedną poduszkę powietrzną (za drugą trzeba dopłacić 800 zł) i mimo że Logana zaprojektowali specjaliści "gwiezdnego" Renaulta, w teście zderzeniowym EuroNCAP auto dostało tylko trzy gwiazdki.

Pod maską odzywa się wiekowy silnik Renault o pojemności 1,6 litra. Tylko dwa zawory na cylinder i 90 KM. Wciąż nie mogę się pozbyć myśli o przerażającym transylwańskim śnie. Krótki odcinek z Sobótki do trasy nr 5 był tak dziurawy, że wystarczył, aby dobrze poznać zawieszenie. Duży prześwit, skuteczne amortyzatory i opony o bardzo wysokim profilu (185/80 R14) czynią Dacię odporną na nasze drogi. Zaskakująco dobrze tłumi wszelkie nierówności. Nie tylko w Polsce, ale i w Rumunii powinna sobie znakomicie radzić. Wjeżdżam na "piątkę" w stronę Świdnicy. Na trasie okazuje się, że ukryte w Loganie demony nie są demonami prędkości - kombinacja lekkiej karoserii i dużego silnika powinna pozwolić na przyspieszenie do setki poniżej 13 s. Ale elastyczność 8-zaworowego silnika nie budzi już zastrzeżeń, choć niepokoić mogą wydawane przezeń dźwięki. To samo dotyczy skrzyni biegów. Niestety, okazuje się, że Dacia nie tylko wygląda jak samochód zaprojektowany w poprzednim dziesięcioleciu, ale też - w przeciwieństwie do Drakuli - wyraźnie się starzeje. Skrzynia biegów pracuje mało precyzyjnie, jakby auto miało co najmniej 100 tys. kilometrów na liczniku (a miało 30 tys.).

Wycieczka na trasę Rajdu Dolnośląskiego ujawniła kolejne wady. O ile nierówności nie odstraszają Logana, o tyle na widok zakrętów w Przełęczy Walimskiej nie zareagował już tak spokojnie. Przechyły karoserii i słabe hamulce nie budzą zaufania. Przy prędkości 100 km/h samochód z trudem zatrzymuje się po 43 metrach.

No cóż, Dacia niczego lepszego nie udaje. Nie próbuje zmylić klienta, wygląda i jeździ tak samo topornie. Ale to norma w klasie małych sedanów. Logan jest za to pojemny, ma wystarczająco mocny silnik i komfortowe zawieszenie tolerujące nawet szutrowe drogi. Jednak wycieczki należy odbywać w familijnym tempie. Cóż, to w końcu samochód "budżetowy" - duży i tani. W cenie Logana nie sposób znaleźć drugiego tak pojemnego auta. Choć konkurenci Talia i Albea zaczynają deptać Dacii po piętach.

Moje przemyślenia przerwał telefon od Nuszki. Opowiedział mi - tak, tak! - znany mi nad wyraz dobrze sen o wyprawie do Transylwanii. Tego już za wiele. Przerwałem wycieczkę i czym prędzej wróciłem do zamku w Sobótce. Zdołałem jeszcze policzyć, że dynamiczna jazda krętą drogą może skończyć się zużyciem ponad 13 litrów benzyny na 100 km. Choć wcześniejsze wskazania były bardziej optymistyczne: od 6,5 l przy jeździe oszczędnej po średnio 8,5 l na setkę. Parkuję pod hotelem, walcząc z wielkim promieniem skrętu. Siadamy do późnego śniadania.

Okazuje się, że wszyscy mieliśmy ten sam sen. Ale nie to jest najbardziej przerażające. Ula odkryła, że karta pamięci jej aparatu wypełniona jest zdjęciami Logana z transylwańskim księciem.

Zabieramy rzeczy i pakujemy się. Otwieram bagażnik i widzę coś czarnego. Wyciągam czarną pelerynę, taką samą, jaką na naszych zdjęciach nosił Drakula.

Dacia Logan 1.6 - kompendium

[Nasze pomiary]

Nasze noty - skala 0-8

[Ocena końcowa]

Logan jeździ podobnie jak wygląda. To oferta dla osób postawionych w trudnej sytuacji, które mają niewielki budżet, a potrzebują samochodu rodzinnego. Prowadząc Dacię, trudno mówić o euforii, podobać może się tylko praktyczność i cena. Trudno oczekiwać lepszej jakości od tak dużego samochodu kosztującego tak mało. Myśleliśmy, że Logan wypadnie najgorzej na naszej liście, a jednak chiński Landwind nie dał się prześcignąć. Dacia zajęła przedostatnie miejsce.

Oceń ten samochód
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.