Opinie Moto.pl: Land Rover Defender. Na asfalt, szutry i w błoto

Auta wielozadaniowe stają się widokiem powszednim w miastach. Ze statystyk wynika, że zaledwie kilka procent z nich zjeżdża z utwardzonych szlaków. Jeśli jednak zapragniemy pojechać w nieznane, warto mieć specjalistyczny sprzęt. Do takich należy Defender. Legenda, ikona brytyjskiej motoryzacji. Sprawdziliśmy ten model w Karkonoszach.

W zeszłym roku minęło 40 lat, od momentu debiutu pierwszej generacji Defendera. Do 2020, auto zmieniało się nieznacznie. Włodarze brytyjskiego koncernu doszli jednak do wniosku, że świat potrzebuje nowego władcy bezdroży. Poza tym, europejska terenówka potrzebowała kuracji odmładzającej, by nadążyć za trendami. Auta pokroju Mitsubishi Pajero i Mercedesa Klasy G rodem z lat 90., przestały zadowalać klientów z zasobnym portfelem. Wniosek był zatem oczywisty, a drugie wcielenie Land Rovera zostało ciepło przyjęte przez dziennikarzy na całym globie.

Zobacz wideo Range Rover - auto ze szlacheckimi korzeniami? Sprawdzamy!

Do tego niemal z marszu stało się bohaterem kolejnej ekranizacji życiowych perturbacji specjalnego agenta Jej Królewskiej Mości. Kilka Defenderów miało swoje pięć minut w „Nie czas umierać". Wymowny tytuł i zasłużone brawa. Było widowiskowo i spektakularnie. Polecamy zapoznać się z dokonaniami brytyjskiej kinematografii, a tym, których stać, zapraszamy na wycieczkę do salonów tej marki. Land Rover łączy w sobie nostalgię i nowoczesność. Dość powiedzieć, że wiele komponentów dzieli z cywilnym Discovery.

To już nie jest siermiężny wóz do zwożenia drewna z lasu. To rasowa bulwarówka z gromowładnym, benzynowym V8 lub długodystansowym dieslem. Występuje w trzech wariantach długości. Najkrótszy ma 458,5, zaś najdłuższy 536 cm długości. Optymalny wybór stanowi wariant 110 (502 cm). Właśnie takim przemierzaliśmy asfaltowe szlaki wokół Szklarskiej Poręby, a także szutrowe odcinki, gdzie auto pokazało swe drugie oblicze.

Mocne reflektory matrycowe i wyrazista stylizacja

Defender ma już cztery lat, ale starzeje się z gracją. Nie brakuje mu charakteru, a każdy egzemplarz może być nieco inny. Konfigurator to kopalnia pomysłów, ale i finansowa studnia bez dna. Lakier metaliczny wymaga dopłaty na poziomie 6120 zł. Jeśli zapragniemy metalizowanego premium, wyłożymy na stół blisko 14 tysięcy zł. W opcji jest jeszcze satynowa folia ochronna wyceniana na 24 610 zł.

W standardzie dostajemy stalowe felgi i co ciekawe, wyglądają w Defenderze naprawdę dobrze. Mają 18 cali i sprawdzą się u osób, które często zjeżdżają z utwardzonych szlaków. W alternatywie pozostają obręcze o średnicy nawet 22 cali (do 30 tysięcy zł dopłaty). Każdemu według pragnień. Moglibyśmy wymieniać bez końca, ale zahaczymy jeszcze o dwa dodatki. Pierwszy to materiałowy, składany dach. Nieoczywista opcja, ale warta rozważenia. Kolejna to reflektory LED Matrix, do których zdecydowanie warto dopłacić (3290 zł). Mogą pochwalić się zasięgiem na poziomie kilkuset metrów. Dla wielu osób okaże się, że montaż dodatkowych szperaczy będzie zbędny.

Land Rover DefenderLand Rover Defender fot. materiały prasowe

Land Rover DefenderLand Rover Defender fot. materiały prasowe

Defender nie boi się wyzwań

Oswajanie z Land Roverem warto zacząć od asfaltu i na takie drogi skierowaliśmy pierwsze kroki. W przeciwieństwie do poprzednika, który niechętnie współpracował z zamiarami kierowcy, teraz sytuacja przedstawia się zgoła inaczej. Defender jest pełnokrwistym SUV-em. Nie znajdziemy w nim już ramy i sztywnych osi. Teraz ma niezależne zawieszenie i komfort godny XXI wieku.

Dość łatwo się do niego wsiada z uwagi na pneumatykę, która obniża auto o kilka centymetrów na postoju. Istotne, że nawet po przejazdach po rozległych kałużach, przy wysiadaniu nie ubrudzimy butów i spodni. Dolna część drzwi zachodzi na próg. W mieście docenimy niezłą zwrotność, a na autostradzie zadowalający poziom hałasu przenikającego do wnętrza. Z jednej strony otrzymujemy dzielną terenówkę, a z drugiej, wygodnego SUV-a z metką premium. Tutaj dobrą robotę wykonuje pneumatyczne zawieszenie. Defender nie ma precyzji szwajcarskiego scyzoryka, ale prowadzi się dość pewnie i nie poddaje się przesadnie bocznym podmuchom wiatru. Zachęca do majestatycznego pokonywania kolejnych kilometrów.

Land Rover DefenderLand Rover Defender fot. materiały prasowe

Potrafi być też oszczędny. Gdy debiutował, oferował 2-litrowego diesla o mocy 240 KM. Teraz ten motor zastąpiło R6 z miękka hybrydą. Trzy litry pojemności i 200, 249 lub 300 koni mechanicznych. Najmocniejszy wariant zapewnia 650 Nm dostępnych od 1500 do 2500 obr./min. Brytyjczyk dość ochoczo reaguje na gaz i przyspiesza do setki w 7 sekund. Rozpędzi się do 191 km/h, ale to elastyczność jest najważniejsza. Nie przejmuje się zbytnio obciążeniem, niezależnie od warunków. Tutaj musimy zaznaczyć, że D300 może ciągnąć przyczepę o masie 3500 kilogramów.

Jadąc solo, Defender rozsądnie obchodzi się z 89-litrowym zbiornikiem paliwa. 9-10 litrów w średnim rozrachunku to wartości w zupełności akceptowalne. Inaczej ma się rzecz w benzyniakach. 2.0 ma 300 KM i 400 Nm. Względem diesla, potrzebuje 3-4 l więcej na każdą setkę. Wyżej w hierarchii plasuje się 3.0 R6. Ma 400 koni i 550 Nm. Setkę osiąga w 6,1 sekundy, ale do oszczędnych raczej nie należy. Jeszcze więcej potrafi wypić wariant V8. 5-litrowy motor rozwija 525 KM i 625 Nm. Stanowi popis sztuki inżynieryjnej z prędkością maksymalną na poziomie 240 km/h. Jest też bezpośrednim konkurentem dla Mercedesa G500. Jeśli wolimy nieco lepszy balans między osiągami a ekologią, możemy postawić na 404-konną odmianę plug-in hybrid.

Land Rover DefenderLand Rover Defender fot. materiały prasowe

Land Rover DefenderLand Rover Defender fot. materiały prasowe

Gdzie diabeł nie może

Niezależnie od wariantu, możliwości bojowe Defendera są imponujące. Zaczynamy od dachu, którego nośność określa wartość na poziomie 300 kilogramów. Możemy na nim zamontować opcjonalny namiot i cieszyć się bliskością natury. Planując wyprawę w bardziej niedostępne rubieże, warto postawić na wyciągarkę, snorkel i pokładową sprężarkę, którą napompujemy materac lub ponton. Interesująco przedstawia się też mycie podłogi w Land Roverze. Podobnie jak w Wranglerze, tak i tu mamy odpływy, co pozwoli doprowadzić pojazd do należytego stanu po weekendowej ekspadzie.

Istotne są również parametry techniczne auta. Defender ma się od kogo uczyć, bowiem pierwsza generacja pełni służbę w rozmaitych miejscach. Korzystają z niej strażacy, pogranicznicy, a także ratownicy górscy. Poprzeczka została zawieszona wysoka, zatem podajemy najważniejsze fakty. Kąt natarcia wynosi 38, rampowy 28, a zejścia 40 stopni. Do tej układanki dorzucamy pneumatyczne zawieszenie i możliwość brodzenia na poziomie 90 centymetrów. Wybierając się w trudniejszy teren, musimy też pomyśleć o oponach z bardziej efektywnym bieżnikiem.

Na klasycznych, szosowych gumach, Defender także nie ma się czego wstydzić. Wdrapuje się na piaszczyste wzniesienia bez zająknięcia i odważnie przedziera się przez błotniste koleiny. Co ciekawe, producenta zapewnia, że brytyjski arystokrata w kaloszach może przez godzinę pokonywać wodne przeszkody. Elektronice nic nie powinno się stać. Ułatwieniem w off-roadzie będzie zaawansowany moduł kontroli trakcji z różnymi trybami do wyboru. Szybko aktywujemy odpowiednie ustawienie, by nie przejmować się tym, co na horyzoncie. Utrudnienie to natomiast dość wysoka masa pojazdu – 2300 kilogramów.

GOPR i służba cywilna

Defender ma wiele twarzy. Jest przede wszystkim komfortowym autem na co dzień. Niezależnie, czy poruszamy się po asfalcie, czy po szutrach i piaszczystym podłożu, auto stanie się wiernym towarzyszem codziennej tułaczki. Daleko mu do siermiężnego pierwowzoru. Ma przestronne wnętrze (110) i sprawne multimedia z dotykowym ekranem i wieloma usprawnieniami. To solidny, nowoczesny gadżet. Tym samym, możemy pogratulować naszym GOPR-owcom, których brytyjska marka objęła strategicznym partnerstwem. Ratownicy górscy użytkują nie tylko nową generację, lecz również mają w parku maszynowym leciwe, choć wciąż dzielne okazy. Współpraca z Land Roverem trwa od połowy lat 90.

Czy warto postawić na Defendera? To z pewnością ciekawa alternatywa dla SUV-ów klasy wyższej z metką premium. Auto wygląda bojowo i przywodzi na myśl przeprawowe sprzęty, ale potrafi przekonać wygodą. Trzeba tylko przełknąć cenę. Najkrótszy wariant 110 z 3-litrowym dieslem o mocy 200 KM startuje z pułapu 349 100 zł. 110 jest droższa o 10 700 zł i zdaje się być optymalna. Najwięcej przestrzeni oferuje specyfikacja 130. Ta przewiezie nawet 8 osób, ale została wyceniona na 454 700 zł (3.0D o mocy 250 KM). Należy pamiętać, by zarezerwować sobie 100-150 tysięcy na dodatki. Tych w katalogu nie brakuje, dzięki czemu stworzymy jedyny w swoim rodzaju egzemplarz. Materiał powstał podczas wyjazdu sfinansowanego przez oficjalnego importera marki Land Rover. Nikt nie miał wglądu w treść artykułu przed publikacją. Zdjęcia dostaliśmy po prezentacji.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.