Opinie Moto.pl: Nowy DS 3 - czy tak się robi markę premium? 3 x tak, 3 x nie

Co oznacza w motoryzacji słowo "premium"? Zastanawiałem się nad tym przez dwa dni, jeżdżąc nowym DS 3 po hiszpańskich drogach. Francuska marka podjęła jedną z najnowszych prób dołączenia do klasy średniej świata motoryzacji.

W zamierzchłych czasach spalinowych samochodów powstało pojęcie klasy premium. Służyło do określania marek plasujących się pomiędzy luksusowymi a popularnymi. Premium oznaczało, że wszystko jest lepsze niż w autach masowych: technika, osiągi, komfort, wyposażenie. Za tymi cechami szła wyższa cena. Więcej recenzji nowych samochodów znajdziesz na stronie Gazeta.pl.

Samochody klasy premium z czasem zyskiwały coraz większą popularność. Powszechność i dostępność częściowo zaprzecza tej idei, ale pokusa zarobienia większej ilości pieniędzy była i jest zbyt silna dla większości producentów. Dlatego teraz każdy koncern motoryzacyjny chce mieć markę premium, a w sprzedaży jak grzyby po deszczu pojawiają się ich bardziej lub mniej udane przykłady wdrażania tego pomysłu

Tyle że od czasu powstania koncepcji klasy premium sporo się zmieniło. Dobre osiągi, komfort, bezpieczeństwo i zaawansowana technika stały się powszednie. To trend, który jeszcze bardziej przyspieszyła elektryfikacja, bo samochody na prąd zwykle są dynamiczne, ciche i wygodne. Motoryzacyjna arystokracja, czyli auta luksusowe się tym nie przejmują, bo ciągle mają niepodważalne atuty, ale klasa premium, czyli samochodowy odpowiednik społecznej klasy średniej, poczuła się zagrożona.

O tym wszystkim myślałem za kierownicą odświeżonego modelu DS 3 (francuskiej marki DS koncernu Stellantis), jeżdżąc nim po równych jak stół i krętych jak baranie rogi drogach hiszpańskiej prowincji Walencja. Kiedyś symbol DS był nazwą przełomowego modelu Citroena. Potem stał się wyróżnikiem wyjątkowych wersji aut francuskiej marki, aż wreszcie przerodził w oddzielny "brand".

Historia modelu DS 3 to znakomity przykład tej ewolucji. Najpierw był Citroenem DS 3, później stał się DS 3, następnie zapanowała moda na małe SUV-y, więc zmienił się w DS 3 Crossback. Teraz przydomek "crossback" zniknął i nastąpił powrót do prostszej nazwy. Przez całą krótką, ale burzliwą historię tego modelu, jego elementy charakterystyczne pozostały takie same.

DS 3DS 3 fot. ŁK

Kiedy powstał Stellantis, okazało się, że DS to tylko jedna z marek premium

To wszystko działo się za czasów transformacji koncernu PSA (Peugeot/Citroen). Po zmianie w megakoncern Stellantis okazało się, że pretendentów do klasy premium jest w nim niespodziewanie wielu. Zobaczymy, jak z tego kłopotu wybrnie szef koncernu Carlos Tavares i jego ekipa, chociaż podobno od przybytku głowa nie boli. Na razie zastanówmy się, czy marce DS w ogóle należy się metka premium. Znalazłem trzy powody, żeby ją przyczepić oraz trzy inne, żeby tego się wstydzić.

Zacznijmy od złych wiadomości. Co nie jest premium w nowym DS 3? Na pewno platforma i napęd, które francuski crossover dzieli z blisko połową samochodów Stellantis różnych marek. Wszystkie małe i średnie auta w jego ofercie są skonstruowane na architekturze technicznej CMP (Common Modular Platform).

Również parametry techniczne DS 3 nie imponują. W trakcie pierwszych jazd mogliśmy wypróbować wersję PureTech 130 z tradycyjnym silnikiem spalinowym o poj. zaledwie 1,2 l i mocy 130 KM. W sprzedaży będzie też wersja 100-konna oraz diesel o mocy 130 KM.

Zwieńczeniem gamy DS 3 chyba jest wersja elektryczna E-Tense z takim samym napędem, który mają wszystkie elektryki Stellantis. We francuskim crossoverze pracuje jego nowa generacja, w której moc wzrosła ze 136 KM do 156 KM, a pojemność baterii zwiększyła się o 4 kWh do 51 kWh netto. Nim również pojeździłem w idealnych dla elektrycznych aut warunkach. Było z górki i około 20 stopni Celsjusza. Mimo to zużycie prądu na poziomie nieprzekraczającym 16 kWh/100 km usatysfakcjonowało mnie.

DS 3DS 3 fot. ŁK

Parametry aut mają coraz mniejsze znaczenie. Nie wiem, jak przyspiesza DS 3

Trudno powiedzieć, jakie dokładnie są osiągi elektrycznego DS 3, bo nawet producent przestał je podawać. Znamy tylko zasięg, który zgodnie z WLTP delikatnie przekracza 400 km. Poprzednik rozpędzał się do setki w 8,7 s i rozwijał prędkość 150 km/h. Nowy model jest minimalnie bardziej dynamiczny od niego, ale różnica nie jest wielka.

To wcale nie przeszkadza w klasie premium, bo coraz mniej osób szuka tam niebotycznych osiągów. Gorzej, że premium oznacza konieczność wyróżnienia się, a DS 3 E-Tense z perspektywy kierowcy niczym nie różni się do wewnętrznych konkurentów. Owszem, jeździ się nim przyjemnie i wygodnie, jak prawie każdym elektrycznym autem.

Osiągi benzynowej wersji są jeszcze bardziej przeciętne, ale jazdę umila 8-stopniowa automatyczna skrzynia biegów. Poza tym to wszystko wiedzą tylko osoby, które zasiądą za jego kierownicą. Reszta to obserwatorzy, których uwagę powinna zwracać sylwetka DS 3.

Tak rzeczywiście jest. Dzięki nowemu ładnemu lakierowi "Red Diva" i wysmakowanym detalom DS 3 wygląda efektownie na ulicy. Celowo użyłem takiego słowa, bo jego sylwetka, która przez nadmiar płaszczyzn robi wrażenie pogniecionej jak kulka papieru, średnio mi się podoba. Za to zwraca uwagę i wygląda kosztownie, a to kwintesencja klasy premium.

Wnętrze nowego DS 3 to miks ekskluzywności z przeciętnością

W środku jest podobnie. Część elementów wykończenia wnętrza jest naprawdę porządna. Chodzi o to, które natychmiast rzucają się w oczy: fotele ze skórzaną tapicerką Basalte, giloszowanie w stylu "clou de Paris" widoczne na różnych elementach wnętrza i karoserii oraz alkantarę w centrum deski rozdzielczej.

Kiedy rozejrzymy się dokładniej, okazuje się, że kabina jest przeciętnie wykończona, a dziwaczny wybierak trybu jazdy znam z innych aut Stellantis, ale mimo to dobre wrażenie zostaje. Tak się dzieje dzięki motywom i elementom stylistycznym, które jednoznacznie kojarzą się z produktami luksusowymi: torebkami, zegarkami i biżuterią. Właśnie w ten sposób się tworzy klimat premium.

Za to niektóre przełączniki są "przekombinowane" i trudniejsze w obsłudze przez to, że muszą wyglądać oryginalnie. Z drugiej strony na pochwałę zasługują naprawdę ładne i dobre multimedia DS Iris System z czytelnym 10,3-calowym ekranem. Na razie w plusach i minusach DS 3 jest remis. Brak oryginalności napędu rekompensują ekskluzywne detale. Niestety muszę to zepsuć, przypominając o kolejnej wadzie: zbyt skomplikowanym brandingu.

Wprawdzie marka pozbyła się "Crossbacka" z karoserii, ale oprócz oznaczeń "DS", "DS 3" i słów "DS AUTOMOBILES" na pasie pomiędzy tylnymi lampami zespolonymi został też napis "E-TENSE", który określa elektryfikację napędu, ale nie do końca wiadomo jaką. Poza tym oprócz firmowego znaczka na atrapie chłodnicy, na masce pojawiają się dodatkowe znaczki, co gorsze różne w zależności od wersji.

DS 3DS 3 fot. ŁK

Chaos z brandingiem nie pomaga marce DS. DS 3 to doskonały przykład

To wprowadza ogromne zamieszanie, bo klienci jeszcze nie przyzwyczaili się do nowej marki. Spora część ciągle nazywa ten model Citroenem DS 3, a teraz mają dodatkowe orzechy do zgryzienia. Brak zdecydowanego wizerunku i prostego brandingu jest dużą wadą nowego modelu. Bo ze skutecznym brandingiem jest tak, że klienci powinni nie zdawać sobie z niego sprawy, ale rozpoznawać go intuicyjnie.

Za to DS 3 oraz inne modele DS mają unikalną zaletę: wyjątkowe usługi, które się składają na przyjemność używania auta tej marki. Istnieje spora szansa, że kierowcy DS będą lepiej od innych traktowani w autoryzowanych serwisach Stellantis i że zyskają dostęp do wyjątkowych usług. To może być lepsza obsługa klienta, pierwszeństwo kupna jakiegoś produktu (niekoniecznie motoryzacyjnego) albo koncert zorganizowany specjalnie dla nich. Nieważne co, istotne, że będzie niedostępne dla innych. Właśnie o to chodzi w klasie premium.

Teraz będziecie rozbawieni, bo za ostatnią zaletę DS 3 uznałem cenę wyższą od rywali. Niezależnie od tego, czy kogoś to śmieszy, czy nie, to jest cecha niezbędna w przypadku produktu klasy premium. Jednych będzie bawić, że ktoś inny płaci więcej za takie same parametry techniczne. Drugi poczuje się dzięki temu bardziej prestiżowo, bo tak naprawdę kupuje usługi dodatkowe i ekskluzywność. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to znaczy, że nie jest w grupie docelowej tego segmentu rynku.

Najtańsza wersja nowego DS 3 PureTech 100 ze 100-konnym motorem i ręczną skrzynią biegów kosztuje co najmniej 130 300 zł. Na DS 3 PureTech 130 z automatem trzeba wydać 145 700 zł, a ceny elektrycznego DS 3 E-Tense rozpoczynają się od 186 900 zł. To nic, większość klientów pewnie wybierze jeszcze droższe, lepiej wyposażone wersje, bo w innym przypadku wybraliby równie dobre auto skromniejszej marki.

DS 3. Opinia Moto.pl: jest drogi, dzięki temu ma szansę być premium

Podsumowując: plusy nowego modelu DS 3 to luksusowe akcenty, ekskluzywna otoczka i wyższe ceny, a minusami są przeciętne osiągi, zawikłany branding i brak wizerunku. Obiektywnie odświeżony miejski crossover jest udanym samochodem bez większych wad, tak samo, jak prawie wszyscy konkurenci. Teraz możecie pomyśleć, że kpię z projektantów DS 3, ale jest przeciwnie. Tak naprawdę właśnie zyskali mój szacunek, bo w sposób podręcznikowy tworzą nową markę premium.

Można nie lubić tego segmentu rynku, ale trzeba przyznać, że francuskim firmom idzie w nim bardzo dobrze. Wystarczy spojrzeć na inne branże: odzieżową, perfumeryjną, spożywczą i biżuteryjno-zegarkową,  żeby zdać sobie z tego sprawę. W takim razie, dlaczego nie miałoby się udać również w motoryzacji? W końcu mieszkańcy kraju nad Sekwaną mają wyjątkowe poczucie niewymuszonego stylu i z łatwością zarażają nim innych. Tylko błagam, zróbcie coś, żebym patrząc na DS 3, w końcu zapomniał o Citroenie.

DS 3DS 3 fot. ŁK

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.