Chevrolet Captiva - test | Pierwsza jazda

Chevroleta Captiva to jeden z niewielu pełnowartościowych SUV-ów dostępny za naprawdę niewielkie pieniądze. Niedawno jego atrakcyjność znacznie wzrosła. Facelifting odmienił auto nie tylko wizualnie

Od kiedy SUV-y na dobre zadomowiły się w cennikach niemal wszystkich producentów ich ceny spadają, a jakość się poprawiała. W spopularyzowaniu tego segmentu na pewno duże zasługi ma Chevrolet, który w cenie trochę poniżej 100 tys. zł oferuje spore auto z ogromną ilością miejsca. Jest go na tyle dużo, że zmieścił się tam nawet trzeci rząd siedzeń. Przestrzeń bagażowa co prawda maleje wtedy do minimum, jednak fotele zawsze można złożyć. W Captivie po liftingu niestety to się nie zmieniło.

Na pokładzie nadal jest masa przydatnych gadżetów, które umilają podróże na długich dystansach. Tutaj z pewnością docenimy sporą liczbę schowków i praktycznych uchwytów. Równie dobrze Captiva sprawuje się w warunkach miejskich. manewry tym autem to czysta przyjemność. A na dodatek kierowcom spodoba się wysoka pozycja za kierownicą. Inżynierowie pomyśleli nawet o zwiększeniu praktyczności tylnej klapy, która swoimi wymiarami może wręcz przestraszyć. Osoby, które nie mają ochoty walczyć z tak dużą powierzchnią blachy (lub, jeśli nie ma miejsca na jej otwarcie), mogą zawsze skorzystać z otwieranej tylnej szyby.

Skoro jesteśmy przy wnętrzu, to nie można nie wspomnieć o jakości wykonania. Z pewnością pamiętacie, że pierwsza Captiva miała z tym spore problemy. Nie chodziło tylko o materiały kiepskiej jakości. Zastrzeżenia można było mieć przede wszystkim do jakości spasowania, a dokładniej do trzasków, jakie wydobywały się przy pokonywaniu nierówności. A jak jest w nowej Captivie? Nie jest idealnie, ale cieszy fakt, że inżynierowie Chevroleta skutecznie pozbyli się niechcianych odgłosów. Niestety, to zajęcie tak ich pochłonęło, że nie wystarczyło już im czasu na przynajmniej lekki lifting stylistyki wnętrza.

Przejdźmy zatem do wyglądu zewnętrznego. Captiva w białym kolorze przykuwa uwagę przechodniów. Nie bez powodu. Teraz to bardzo dobrze zaprojektowane auto. Śmiem twierdzić, że będzie ono tak świeże przez kilka następnych lat. Co ciekawe, i tym razem wyżej oceniam Chevroleta niż oplowską odmianę Captrivy - Antarę.

Pod maską Captivy po faceliftingu miały miejsce najdalej idące zmiany. Dostępne są cztery nowe silniki, połączone z nową, manualną lub automatyczną, sześciostopniową skrzynią biegów. Dwie jednostki benzynowe o pojemności 2,4 (167 KM) i 3,0 (258 KM) litrów oraz dwie wersje wysokoprężne o pojemności skokowej wynoszącej w obu przypadkach 2,2 litra.

W Polsce największą popularnością cieszą się diesle, dlatego właśnie takie auto trafiło w nasze ręce. Nowy silnik o pojemności 2,2 litra dostępny będzie w wersjach o mocy 163 lub 184 KM. Posiada wszystko, czego można wymagać od nowoczesnego diesla. Dwa wałki rozrządu głowicy (DOHC), układ common rail i turbosprężarka o zmiennej geometrii (VGT) z chłodnicą powietrza.

Nowa Captiva z podstawowym dieslem (163 KM) i manualną skrzynią biegów przyspiesza do 100 km/h w 9,9 sekundy i rozwija maksymalną prędkość 189 km/godz. W mocniejszej odmianie (184 KM) rozpędza się o 0,2 krócej i jedzie maksymalnie 200 km/godz. Nie są to wartości imponujące, ale jak na auto o tych gabarytach jest naprawdę nieźle. Jeszcze lepiej wygląda to za kierownicą. Tu Captiva niezależnie od tego, czy jest to słabsza, czy mocniejsza wersja ochoczo reaguje na polecenia kierowcy, nawet w górskich warunkach, gdzie mieliśmy okazję jeździć. Niestety trudny teren nie pozwolił nam sprawdzić średniego zużycia paliwa, które według producenta w cyklu mieszanym jest identyczne dla dwóch diesli i wynosi 6,4 litra/100 km.

Co ważne, w ślad za wzmocnionymi jednostkami poszły również inne zmiany. Pamiętamy przecież kolejny słaby punkt Captivy, jakim był układ kierowniczy. Kierowca był mocno odseparowany od bodźców dochodzących z przednich kół. Teraz jest zdecydowanie lepiej i Captivę daje się utrzymać w ryzach nawet w dość ekstremalnych sytuacjach.

A co z własnościami terenowymi? Owszem, Captiva zachęca swoim wysoko zawieszonym nadwoziem oraz opcjonalnym napędem na wszystkie koła do wypraw na bezdroża. Trzeba jednak pamiętać, że to typowy mieszczuch, który wolałby na zawsze pozostać na utwardzonych drogach. Świadczą o tym szosowe opony oraz brak jakiegokolwiek sterowania napędem czy wielkością prześwitu. Chevrolet w niedoświadczonych rękach może szybko zakończyć swoją podróż przez uszkodzenie jednego z nieosłoniętych podzespołów. Zainteresowanym radzimy, aby mimo wszystko korzystali z dużego prześwitu w mieście, pokonując uliczne dziury oraz krawężniki bez obawy o elementy podwozia.

Konkurencji trudno będzie zaoferować tak duże auto w podobnej cenie. Owszem, oszczędności Chevroleta widoczne są gołym okiem, szczególnie we wnętrzu, jednak nie burzy to ogólnego dobrego wrażenia. Za niespełna 100 tys. zł kupujemy ładnego, oszczędnego oraz praktycznego SUV-a.

Kompendium | Chevrolet Captiva

Nadwozie SUV, 5-drz., 7-os.
Silnik turbodiesel R4, 2200 ccm
Moc 184 KM przy 3800 obr./min
Moment 400 Nm przy 2000 obr./min
Napęd na cztery koła
Skrzynia 6-manual (6-automat)
Wymiary 464,8 x 188,1 x 166,1 cm
Rozstaw osi 281 cm
Masa 1725/575 kg
Poj. bagażnika 477/1577 l
Przysp. 0-100 km/h 9,4 s
Śr. spalanie 6,4 l/100 km
V maks. 200 km/h
Cena 97 990 zł


Marek Sworowski

Chevrolet Captiva kontra VW Tiguan

Chevrolet Orlando od 59 900 zł

Chevrolet - ogłoszenia

Więcej o: