Rosyjski kierowca ma nowy problem. Nawet Chiny nie chcą już pomagać

Rosyjscy zmotoryzowani nie mają łatwego życia. Dopiero co uporali się z zachodnimi sankcjami i w ramach importu równoległego sprowadzili poszukiwane samochody. Teraz zmagają się z kolejnym wyzwaniem. Sztuką stało się serwisowanie samochodów, które nielegalnie trafiły do Federacji Rosyjskiej. Okazuje się, że nawet Chińczycy nie są już tak skorzy do pomocy.

Czy zachodnie sankcje wobec Rosji działają? Wbrew pozorom tak, o czym boleśnie przekonują się zmotoryzowani i przedsiębiorcy działający na lokalnym rynku. Problemy w szczególności dotykają użytkowników samochodów zagranicznych marek. I wbrew pozorom obejmują także pojazdy producentów z tzw. krajów zaprzyjaźnionych. Jak to możliwe? Wszystko przez tzw. słynny import równoległy.

Zobacz wideo [MOTOVLOG] Pojechałem Cuprą Formentor VZ5 do Wiednia. Czy 390-konny SUV dobrze spisuje się w trasie? [AUTOPROMOCJA]

Import równoległy to nic innego jak ściąganie do Rosji nowych jak i używanych samochodów, które wyprodukowano z przeznaczeniem na rynki inne niż rosyjski (stąd wspomina się o nielegalnym imporcie bez wiedzy i zgody producentów). Do Federacji Rosyjskiej na potęgę zwożono pojazdy z takich krajów jak m.in. Armenia, Indie, Indonezja, Japonia, Kazachstan, Kirgistan, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Dość okrężną drogą trafiały nawet auta z europejskich salonów. Najwięcej jednak ściągnięto z Chin, które wydawały się dość bezpiecznym kierunkiem.

Płacisz więcej to wymagasz? Nie w Rosji

Przedsiębiorczy importerzy nie musieli obawiać się o brak klientów. Nie było także obaw co do zarobków. Auta importowane do Rosji były wyraźnie droższe od wersji, które oferowano w ramach legalnej oficjalnej dystrybucji. Mało komu przy tym przeszkadzało, że menu pokładowego komputera czy zestawu multimedialnego nie było przetłumaczone, radio nie znajdowało rosyjskich rozgłośni, a prędkościomierze wyskalowano w milach. Ważne, że było czym jeździć.

Okazuje się, że wszystko ma swój kres. W przypadku aut, które nielegalnie trafiły do Rosji przeszkodzą okazał się serwis. Serwisom brakuje bowiem części zamiennych (a te które trafiają na rynek to zwykle marnej jakości podróbki) czy materiałów eksploatacyjnych (w rosyjskich mediach wspomina się o dużych problemach na rynku olejów, które często są fałszowane). Co gorsza, w samochodach znanych amerykańskich, japońskich czy europejskich firm pojawił się także problem zdalnej blokady usług online. To oznacza brak dostępu do tak cenionych usług w Rosji jak m.in. zdalne uruchomienie i rozgrzanie silnika i wnętrza pojazdu, monitorowanie położenia i ochrona przed kradzieżą czy sterowanie funkcją automatycznego wyjazdu z miejsca parkingowego. Autoryzowane serwisy straciły także dostęp do urządzeń diagnostycznych, które odcięto od aktualizacji i baz danych. Na tym nie koniec.

Z podobnymi problemami borykają się nabywcy samochodów chińskich marek. Według informacji Autostat, autoryzowani rosyjscy dealerzy pojazdów takich firm jak Geely, Exeed czy Li Auto nie są w stanie serwisować pojazdów, które trafiły do Rosji z nielegalnej dystrybucji. Nawet oryginalne firmowe komputery diagnostyczne w stacjach obsługi nie rozpoznają aut z chińskiego rynku. Okazało się, że jednostki sterujące instalowane są w pojazdach z przeznaczeniem tylko na określone rynki. Stąd egzemplarz dla Chin nie może być serwisowany w Rosji. Podobnie jest w przypadku pojazdów wyprodukowanych na rynek europejski. Rosyjski serwis nie będzie w stanie pomóc. Najwyraźniej łatwiej kupić niż serwisować.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.