Czy rowerzysta ma pierwszeństwo na przejazdach? Trochę inaczej niż z pieszymi

Po nowelizacji przepisów na przejściach dla pieszych rowerzyści poczuli się pewnie. Nie rozumieją jednak prostej i bardzo oczywistej rzeczy. Nowe uprawnienia ich nie dotyczą. Mają pierwszeństwo na przejeździe, ale nie wjeżdżając na przejazd. To kolosalna różnica.

Od 1 czerwca 2021 r. pieszy ma pierwszeństwo przed pojazdem nie tylko w czasie przechodzenia przez pasy. Ma je już wchodząc na przejście. Wyraźnie mówi o tym znowelizowany art. 26 ust. 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Rowerzyści z góry zakładają zatem, że mają takie same uprawnienia. To jednak nie jest prawdą.

Zobacz wideo Potrącenie rowerzysty w Gubinie zakwalifikowane jako wypadek. Powód? Nieustąpienie pierwszeństwa rowerzyście

Czy rowerzysta ma pierwszeństwo na przejazdach i przed wjechaniem na nie?

Kwestię pierwszeństwa rowerzystów na przejazdach reguluje art. 27 ust. 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym. A ten wyraźnie stwierdza, że kierujący pojazdem musi ustąpić pierwszeństwa rowerzyście, który znajduje się na przejeździe. Rowerzysta przed wjechaniem na przejazd pierwszeństwa zatem nie ma. Nie powinien go forsować na siłę. Gdy widzi pojazd prawie wjeżdżający na przejazd, musi zacząć hamować, a nie przyspieszać. Wjeżdżanie na tzw. pewniaka może się bowiem skończyć sprawstwem kolizji drogowej.

Oczywiście można w tym punkcie mówić o tym, że podział na pieszych i rowerzystów jest niesprawiedliwy. Oznacza niewspółmierność uprawnień na drodze. Niewspółmierność tym bardziej bezzasadną, że rowerzyści również są niechronionymi użytkownikami drogi i należy im się szczególna opieka. Prawda jest jednak taka, że poprzez taką konstrukcję przepisów ustawodawca chyba po raz pierwszy od lat wykazał się rozsądkiem. Bo rowerzysta przed wjechaniem na przejazd pierwszeństwa mieć nie może. To akurat oczywiste. Musi być współodpowiedzialny za bezpieczeństwo na drodze. Nie można zrzucać całego ciężaru na kierowców.

Czemu rowerzysta nie może mieć pierwszeństwa przed wjechaniem na przejazd?

Przeciętny pieszy porusza się z prędkością 4 km/h. To oznacza, że każdej sekundy pokonuje jakiś metr. Rower po ścieżce rowerowej poprowadzonej w mieście spokojnie może jechać już jednak z prędkością dochodzącą do 25 km/h. To oznacza, że w ciągu sekundy pokonuje blisko 7 metrów. Blisko 7 metrów, czyli równowartość szerokości drogi z dwoma pasami ruchu.

To oznacza jedno. O ile ruch pieszego kierowca może bez problemu dostrzec i przewidzieć jego zachowanie, o tyle z rowerzystą takiej możliwości już nie ma. Nawet przy świetnej widoczności na przejeździe (a czasami na przejazd rower można wjechać zza budynku, przez co widoczność jest praktycznie zerowa) rowerzysta może dosłownie pojawić się znikąd. Dawanie pierwszeństwa podczas wjeżdżania na przejazd skazywałoby kierowców na konieczność przewidywania sytuacji, której przewidzieć się de facto nie da. Dla rowerzystów wiązałoby się z kolei z realną wizją potrącenia i poważnych obrażeń ciała.

Pierwszeństwa na przejeździe nie warto forsować. Konsekwencje są poważne

W obecnym stanie prawnym rowerzyści powinni zrozumieć jedną rzecz. Nie powinni na siłę forsować pierwszeństwa na przejeździe. Bo zanim pojawią się na jezdni, po prostu go nie mają. Kierowca musi zachować szczególna ostrożność, ale nie ma obowiązku hamowania. Jeżeli zatrzyma pojazd, zrobi to tylko z dobrej woli. Forsowanie pierwszeństwa na siłę przez rowerzystę oznacza z kolei stworzenie przez niego zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu drogowego. To może wiązać się z mandatem wynoszącym od 1000 do 5000 zł lub grzywną sięgającą nawet 30 tys. zł i zakazem prowadzenia rowerów orzeczonym przez sąd.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.