Mandat za nieliczenie słupków lub sylab. Należy się wielu kierowcom w Polsce

Każdy kierowca powinien w sobie wyrobić nawyk utrzymywania bezpiecznej odległości, a pomocne w tym są m.in. słupki przy drodze. To znacznie poprawii komfort i bezpieczeństwo jazdy. Dla niepokornych przewidziano mandat.

Można powiedzieć, że polscy kierowcy się doigrali. Bardzo długo polskie przepisy nie przewidywały kary za niezachowywanie bezpiecznej odległości, czyli tzw. jazdę na zderzaku. Nie będzie jednak przesadą stwierdzenie, że to była i trochę wciąż jest plaga polskich dróg. Jeździmy za blisko siebie, nie dając sobie czasu na reakcją w podbramkowej sytuacji, nie brakuje też drogowych frustratów, którzy siadają komuś na zderzaku, żeby wywrzeć presję i przegonić z lewego pasa. Dlatego mandat w wysokości kilkuset złotych to dobry pomysł.

Jednak nie sam mandat jest tu najważniejszy. Konkretny przepis nakłada na nas obowiązki, a także położy większy nacisk na edukację kierowców. Zachowywanie bezpiecznej odległości powinno być nawykiem każdego. Nic nas nie kosztuje, nie tracimy przez to czasu, a znacznie poprawia bezpieczeństwo. Mając zapas, jesteście w stanie zareagować na nagłą sytuację przed wami.

Zobacz wideo 18-letni pirat drogowy pędził 175 km/h po obwodnicy Opola

Obowiązek zachowania bezpiecznej odległości - mandat

Za jazdę na zderzaku w 2024 r. kierowca może dostać od 300 do 500 zł mandatu. A na tym nie koniec. Jednocześnie do konta prowadzącego funkcjonariusze dopiszą 5 punktów karnych. To kara za "niezachowanie przez kierującego pojazdem wymaganego minimalnego odstępu między pojazdem, którym kieruje, a pojazdem jadącym przed nim na tym samym pasie ruchu". 

Przepisy określają bezpieczną odległość jako połowę aktualnej prędkości, czyli kierowca jadący 100 km/h musi jechać 50 m za poprzedzającym samochodem, 120 km/h – 60 m, 140 km/h – 70 m.

Przypominamy, że przepis obowiązuje tylko na drogach szybkiego ruchu, ekspresówkach i autostradach. Jest jeden wyjątek.przypadki, w których kierujący pojazdem wykonuje manewr wyprzedzania. O ile na drodze nie ma korka albo zatoru, to w innych sytuacjach nie można dojeżdżać zbyt blisko do pojazdów z przodu. W miastach i na drogach krajowych również zalecamy utrzymywanie bezpiecznej odległości, ale wprowadzenie konkretnych liczb wprowadziłoby paraliż ruchu.

Jak obliczyć bezpieczną odległość?

Konkretne metry odległości mogą brzmieć groźnie i skomplikowanie, ale na zachowywanie bezpiecznej odległości są dwa bardzo proste sposoby. Jazda na słupki lub zasada dwóch/trzech sekund. Zacznijmy od tej pierwszej. Przy drodze ustawione są białe słupki. Rozmieszczono jest co sto metrów, pozwalają więc łatwo zastosować powyższą zasadę. Matematyka nie jest tu skomplikowana. Jeśli jedziecie z prędkością 140 km/h, powinniście utrzymywać odległość od poprzedzającego pojazdu, wynoszącą mniej więcej 3/4 dystansu między kolejnymi słupkami prowadzącymi. Przy 100 km/h to połowa.

Jeszcze prostsza jest zasada dwóch lub trzech sekund, której kierowców uczy się na zachodzie Europy. Także wykorzystujemy słupki. Samochód przed nami mija słupek, to my powinniśmy do niego dojechać po dwóch sekundach. Eksperci zalecają, żeby dla własnego bezpieczeństwa wydłużyć ten czas do trzech sekund. Sekundy najłatwiej liczyć, odliczając w myślach albo sylabizując.

Szybko wyrobicie w sobie nawyk i nie będziecie musieli niczego liczyć, żeby zachowywać bezpieczną odległość. Stanie się to instynktowne. Pamiętajcie, że robimy to dla własnego bezpieczeństwa i przepisów. Nie mamy wpływu na to, co się stanie na drodze. W każdej chwili może być konieczne awaryjne hamowanie. Jeśli będziemy komuś siedzieć na zderzaku, to nie odbieramy sobie szanse na ratunek, a wręcz możemy doprowadzić do tragedii na drodze. Zwłaszcza na tych szybkiego ruchu, gdzie legalnie jeździ się 120 lub 140 km/h, a konsekwencje każdego zdarzenia są bardzo poważne. To nie miejska stłuczka przy kilku kilometrach na godzinę.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.