Nie tylko Walia ogranicza prędkość do 30 km/h. Wolniej pojeździsz w wielu miastach Europy. W Polsce także

Już nie 50 km/h, a 30 km/h. Taki limit prędkości jazdy obowiązuje nie tylko w miastach Walii. Wbrew pozorom obniżenie dopuszczalnej prędkości na terenie obszaru zabudowanego jest stosowane w wielu miastach Europy. Wiele wskazuje na to, że na tym nie koniec.

Im niższa prędkość, tym mniej ofiar śmiertelnych wypadków drogowych oraz niższy poziom hałasu. Tak tłumaczą się nie tylko władze Walii. Członkowie europejskiego stowarzyszenia ETSC (European Transport Safety Council – europejska rada bezpieczeństwa transportu) chętnie powołują się na szwajcarskie badania wypadków drogowych. Okazało się, że dzięki ustanowieniu w Szwajcarii niemal 600 stref ograniczenia prędkości do 30 km/h, odnotowano wyraźny spadek poważnych zdarzeń. Liczba poważnych wypadków drogowych spadła średnio o 38 proc. (zależnie od miejsca spadki sięgały od 11 do 66 proc.).

Zobacz wideo Doskonałe jedzenie, piękna architektura i emocjonująca motoryzacja. We Włoszech jest region, który skupia w sobie te trzy rzeczy [autopromocja]

Przybywa chętnych do wprowadzenia tak znaczącego ograniczenia prędkości w ramach projektu City 30. W licznych miastach Europy limit 30 km/h nie jest żadną nowością. Strefy znajdziemy w miastach Francji (m.in. Grenoble, Lille, Nantes, Rennes czy Paryżu). Limit 30 km/h obowiązuje także w wybranych miejscowościach w Austrii (w Grazu już na początku lat 90.), Belgii, Hiszpanii (ogólnokrajowy limit na drogach jednopasmowych) i Holandii. Do wprowadzenia nowych ograniczeń przymierzają się także Włosi (Bolonia, Mediolan), Luksemburg i władze Amsterdamu. Nawet w Niemczech znanych z autostrad bez limitu prędkości przybywa zwolenników idei City 30 (już ponad 740 władz samorządowych zadeklarowało wprowadzenie ograniczeń).

Strefy Tempo 30 znajdziemy także m.in. w Gdańsku, Krakowie, Poznaniu, Szczecinie, Warszawie i Wrocławiu. Już na ponad 17 proc. dróg w stolicy zastosowano rozwiązania w celu tzw. uspokojenia ruchu. Władze miasta nie kryły planów, by Tempo 30 było systematycznie rozszerzane (aktualną mapę ulic można sprawdzić pod poniższym linkiem). Konsultacje skończyły się jednak nie po myśli inicjatorów powiększenia strefy, a ratusz wycofał się z ambitnych planów, o czym pisała m.in. Gazeta Wyborcza

Mapa stref Tempo 30 w WarszawieMapa stref Tempo 30 w Warszawie UM Warszawa

Mapa stref Tempo 30 w KrakowieMapa stref Tempo 30 w Krakowie ZTP Kraków

Nie jest tajemnicą, że plany rozszerzenia stref 30 km/h związane są z promowaniem tzw. zrównoważonej mobilności oraz popularyzowaniem jazdy na rowerze, nowych środków transportu osobistego i korzystania z pojazdów komunikacji publicznej. Samochody są po prostu coraz mniej mile widziane w wielu metropoliach. Anna Bornioli z Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie w wywiadzie z Euronews nie kryje, że to również oznaka wyraźnych przemian w zakresie mobilności oraz urbanistyki: "Tradycyjnie miasta były stworzone dla samochodów, ale w ciągu ostatnich dziesięcioleci ten paradygmat został obalony i na pierwszym miejscu zaczęto stawiać ludzi".

Oczywiście nie brak też głosów krytycznych. W Walii trwa zbiórka podpisów pod petycją w sprawie odwołania kontrowersyjnych przepisów (zebrano już ponad 240 tys. deklaracji). Nietrudno zgadnąć, że oburzenie wyrażają przede wszystkim kierowcy. Ale nie tylko oni są w gronie sceptyków. Matthew Watkins z Uniwersytetu Nottingham Trent zwraca uwagę na inny problem. Istnieje bowiem ryzyko większej emisji zanieczyszczeń. "Niektóre dowody sugerują, że zanieczyszczenie powietrza może być wyższe w przypadku systemu City 30" – powiedział w wywiadzie dla Euronews. Nietrudno zgadnąć, że im bardziej niepokojące wyniki badań emisji, tym łatwiej o rozszerzenie stref czystego transportu, w których jedynymi akceptowanymi użytkownikami samochodów będą kierowcy aut elektrycznych. Otwartą kwestią pozostaje, czy im będzie przeszkadzać limit 30 km/h.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.