Porsche Supercup | Polacy bez szaleństw na Spa

Trudny dla Polaków okazał się wyścig na belgijskim torze  Spa-Francorchamps. Podium było zdecydowanie poza zasięgiem. Giermaziak i Szczerbiński dojechali w pierwszej dziesiątce, Lukas i Lisowski zaraz za nią

Kuba Giermaziak dobrze wystartował z piątego pola, ale pierwszy zakręt musiał przejechać po wewnętrznej. Po ostrym ataku Jaapa van Lagena Polak spadł na siódmą lokatę, na której dojechał już do mety. Niestety zawodnik Verva Racing Team  miał problemy z utrzymaniem tempa czołówki, dlatego pogoń za liderami była bardzo trudna.

Spektakl przygotował kibicom Patryk Szczerbiński. Po rewelacyjnym starcie z 12. pozycji i bardzo udanym pierwszym zakręcie, debiutant wspiął się na 8. lokatę. Drobny błąd kosztował go niestety spadek na 10. miejsce, ale od tej pory Patryk toczył spektakularny pojedynek z Robertem Lukasem. Po licznych próbach i walce bok w bok, Szczerbiński wyprzedził rywala i do mety dojechał na 9. pozycji.

Tuż za pierwszą dziesiątką znaleźli się zawodnicy FÖRCH Racing. Robert Lukas dojechał na 12. miejscu, a Mateusz  Lisowski tuż za nim.

Bezpośrednio ze Spa-Francorchamps zawodnicy ścigający się w Porsche Supercup przenoszą się na włoską Monzę. Za tydzień na legendarnym torze odbędzie się ostatni tegoroczny wyścig cyklu.

Kuba Giermaziak:

Start był dobry. Może trochę zbyt pasywnie pojechałem pierwszy zakręt. Troszczyłem się przede wszystkim o to, aby dobrze z niego wyjechać na prostą. Sądzę, że mi się to udało, ale miałem mały kontakt z Jaapem van Lagenem. To sprawiło, że musiałem puścić na chwilę nogę z gazu na podjeździe pod Eau Rouge i wyprzedził mnie Norbert Siedler. Po pierwszym kółku wydawało się, że wszystko jest w porządku. Tempo okrążenia było bardzo dobre i choć po wyjeździe z Eau Rouge traciłem do Siedlera około stu metrów, to hamując w ostatniej szykanie odrobiłem stratę. Potem niestety auto jakby zwolniło. Nie popełniałem błędów, jechałem na limicie, samochód prowadził się dobrze, a przynajmniej nie zauważyłem żadnych problemów, a mimo to czasy okrążeń spadły. Trudno na razie mówić, co było przyczyną. Teraz musimy przeanalizować dane i rozwiązać problem przed Grand Prix Włoch.

Mateusz Lisowski:

Miałem bardzo dobry start. Od razu wjechałem na wewnętrzną pierwszego zakrętu i potem miał miejsce ten wielki wypadek. Cieszę się, że Jeroenowi Mulowi nic się nie stało. Wyścig dla mnie układał się w porządku, choć miałem niestety problemy ze skrzynią biegów. Na pierwszym okrążeniu, tuż po Eau Rogue, gdzie miał miejsce wypadek, musiałem zwolnić, zbiłem biegi, ale nie zrobiłem tego najlepiej  i od tego momentu miałem kłopoty. Bieg raz wchodził raz nie, skrzynia nie pracowała poprawnie. Z tego też powodu wykręciłem bączka w późniejszym etapie wyścigu - nie zdołałem zbić biegu i tył stracił przyczepność. Tempo wyścigowe było w porządku, aczkolwiek dziwne rzeczy działy się podczas hamowania, szczególnie w czasie dojazdu do kończących okrążenie dwóch zakrętów. Traciłem tam mnóstwo czasu, to były chyba jakieś czary. Na całym dystansie okrążenia byłem szybszy od rywala, który jechał za mną, a w tym jednym zakręcie traciłem wszystko co wywalczyłem na poprzednich siedmiu kilometrach pętli! Na ostatnim okrążeniu dla sprawdzenia zahamowałem trochę wcześniej i też był problem z wytraceniem prędkości. Pomimo wielu problemów, jakie mnie spotkały w ten weekend oceniam go pozytywnie: poznałem nowy tor, nabrałem bardzo istotnego dla mnie doświadczenia i co najważniejsze pokonałem kolejne kilometry w aucie, a każdy metr jest dla mnie na wagę złota.

ZOBACZ TAKŻE:

Hołek wygrał Master Race

Przygoński myśli o GT86

Kia Lotos Race | Wszystko rozstrzygnie się w Brnie

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.