Pół wieku w rozmiarze Mini

"Niech szlag trafi te wszystkie ohydne samochody-bańki." Po tych słowach Grek Alec Issigonis zabrał się za konstruowanie Mini Morrisa. Auta, które w tym roku obchodzi 50 urodziny

"Musimy sprawić, by zniknęły z dróg, projektując niewielki, ale porządny samochód" - tymi słowami rozpoczyna się historia jednego z najlepiej rozpoznawalnych samochodów świata - Mini. Słowa padły w 1956 roku i odnosiły się do bardzo małych samochodów o charakterystycznym "bańkowatym" kształcie tzw. bubble-cars. To między innymi Isetta czy Messerschmitt (tak tak, to nie tylko nazwa samolotów). Wypowiedział je szef British Motor Corporation, Leonard Lord. Mniej więcej w tym samym czasie Europa zaczęła odczuwać skutki Kryzysu Sueskiego - paliwo drożało, a w Londynie wprowadzono opłaty za parkowanie.

Za stworzenie małego, ale pojemnego auta wziął się Alec Issigonis, człowiek odpowiedzialny za projekt bardzo popularnego wtedy w Wielkiej Brytanii Morrisa Minora z 1948 roku. Aż trudno w to uwierzyć patrząc na Mini, ale wygląd samochodu miał dla Issigonisa drugorzędne znaczenie. Gardził wręcz stylistami. Gdy słynny Giovanni (Pinin) Farina, zachwycony kształtem Mini zapytał go, czy jest on także stylistą, odpowiedział oburzony: "Jestem inżynierem." Na dodatek inżynierem, który nie lubił słuchać radia. I właśnie dlatego w aucie nie przewidział na nie miejsca.

Wymogi postawione przed projektantem były jasne: samochód ma mieć trzy metry długości, pomieścić cztery osoby, a za napęd ma służyć silnik produkowany już przez BMC. Po siedmiu miesiącach od rozpoczęcia prac, Issigonis pokazał Lordowi jak jeżdżą dwa prototypy. Skomentował to krótko:

Pojeździliśmy chwilę wokół fabryki - przewiozłem go [Lorda] z całkiem niezłą prędkością. Jestem pewien że był przerażony, ale jednocześnie tak zachwycony tym, jak auto trzyma się drogi, że gdy zatrzymaliśmy się przed jego biurem, wysiadł i powiedział: Idź i zrób go!

Był lipiec '58 roku. Przed ekipą postawiono kolejne trudne zadanie: linia montażowa miała być gotowa w ciągu 12 miesięcy. W czerwcu następnego roku z fabryki wyjeżdżało 100 Mini dziennie po to, aby w momencie wprowadzenia na rynek starczyło dla każdego. By auto nie było zbyt drogie, a przy okazji, by linia produkcyjna powstała jak najprędzej, pierwsze Mini korzystały z jak najprostszych rozwiązań. Miały między innymi zewnętrzne zawiasy drzwi oraz szyby przesuwane w poziomie (jak nasz Żuk i Tarpan). Dzięki temu, wewnętrzna część drzwi była wykorzystana na schowek. O strefach kontrolowanego zgniotu nikt wtedy nawet nie myślał.

Małe auta nie nazywały się jeszcze wtedy Mini - na początku produkcji sprzedawano je pod markami: Austin Seven (pisane jako Se7en) oraz Morris Mini-Minor. Prospekty obu aut można obejrzeć w galerii. Nazwa Mini przylgnęła do samochodów BMC dopiero w 1962 roku (wtedy też wyprodukowano półmilionowy egzemplarz), a w 1969 stała się oficjalną nazwą marki.

Kolejną bardzo ważną postacią był dla Mini John Cooper - jeden z najlepszych inżynierów budujących samochody wyścigowe. To właśnie dzięki niemu, świat dowiedział się o doskonałych właściwościach jezdnych i nieprzeciętnym trzymaniu się drogi małego brytyjskiego auta. Co ciekawe, Issigonis był z początku przeciwny jakiemukolwiek użyciu Mini w sporcie. - Zaprojektowałem ten samochód dla biednych pielęgniarek, to nie jest auto wyścigowe - mawiał.

Cooper przekonał jednak ówczesnego szefa BMC, George'a Harrimana, który po kolejnej jeździe próbnej bez wahania dał zielone światło produkcji tysiąca sztuk wzmocnionego Mini. Tyle aut wystarczyło, by móc homologować auto do sportu.

Pierwsze zwycięstwa za kierownicą Mini Cooperów odnosiły panie. Wielkie światowe sukcesy przyszły w 1964 roku, gdy Paddy Hopkirk jadący mocniejszym już Cooperem S zwyciężył po raz pierwszy w słynnym rajdzie Monte Carlo. Przez kolejne trzy lata Mini Cooper S był bezkonkurencyjny na trasach Monte Carlo. W 1966 roku samochody zostały jednak zdyskwalifikowane z powodu... zbyt mocnych świateł. Do dziś mówi się, że komisja wymyśliła takie tłumaczenie, by w rajdzie mógł zwyciężyć Citroen DS. Mini rządziły wszędzie, a kierowców wielbiły tłumy. Produkcję Mini Coopera wstrzymano jednak w 1971 roku, gdy do firmy wszedł nowy zarząd.

Mini Cooper wrócił dopiero w 1990 roku, gdy Rover, właściciel pozostałości po BMC odezwał się do Johna Coopera i poprosił o pomoc w opracowaniu zmodernizowanej wersji samochodu. Nie wprowadzono właściwie żadnych zmian w wyglądzie, a silnik o pojemności 1275 cm3 zyskał jedynie jednopunktowy wtrysk. Moc o dziwo była nieco niższa niż w oryginale z lat 60. W 1994 roku, Rovera przejęło BMW, które po wielu latach wykorzystało markę do stworzenia nowego modnego samochodu.

Zobacz wideo

Ostatni egzemplarz Mini w starej formie zjechał z linii produkcyjnej 4 listopada 2000 roku. Był to czerwony Mini Cooper Sport. W sumie, przez ponad 40 lat wyprodukowano 5 387 862 samochodów. Pół roku później, w kwietniu 2001 pokazano zupełnie nowe MINI . Do oryginału odwoływało się linią karoserii i detalami, ale zdecydowanie wystarczyło to do osiągnięcia sukcesu marketingowego.

Oczywiście jazda starym i nowym samochodem różni się diametralnie. W Mini starej konstrukcji siedzi się tuż nad asfaltem a kierownica jest prawie poziomo. Samochód jest tak mały i zwarty, że kierowca idealnie czuje każdy jego centymetr. Porównanie do gokarta, które pojawiło się zaraz na początku produkcji rzeczywiście ma uzasadnienie. Aż nie chce się wierzyć, że dobre właściwości jezdne wyszły Issigonisowi tylko przy okazji. Nowe Mini to zupełnie inna bajka. Tylko czy da się je pokochać tak jak stare?

Przy okazji 50. urodzin Mini, można pokusić się o spekulacje jakie współczesne małe auto stanie się za pół wieku podobną ikoną motoryzacji. Żeby to sprawdzić, niemiecki magazyn "Motor Klassik" przeprowadził wśród swoich czytelników ankietę. Wyniki są zaskakujące, bo na pierwszych dwóch miejscach znalazły się samochody retro, bazujące stylistycznie na poprzednikach z połowy XX wieku.

Pierwsze miejsce zajął Fiat 500 (35,4% głosów), drugie MINI (25,3%). Samochód prawdziwie współczesny, nie inspirujący się przeszłością, zajął dopiero trzecie miejsce. Był to Smart Fortwo z wynikiem 13,7% głosów - przyznacie chyba sami - nieszczególnie urodziwe auto. Biorący udział w głosowaniu kierowali się najwyraźniej tym, jakie auto uważają za najbardziej modne. Siłą protoplastów MINI i Fiata 500 była ich wielka popularność. Kupowano je nie dlatego, że były piękne czy modne, ale dlatego, że były tanie. Czy więc czytelnicy "Motor Klassik" przypadkiem się nie pomylili? Zapraszamy do komentowania i składania życzeń tegorocznemu jubilatowi.

Jan Kopacz

MINI - życie zaczyna się po pięćdziesiątce - ZOBACZ TUTAJ

Samochody: MINI - ogłoszenia

Więcej o: