MAZDA PREMACY 1.9

Moda na minivany nie mija. Niemal wszystkie firmy mają w swojej ofercie rodzinne auto. Nie większe od tradycyjnego kombi, ale za to bardziej praktyczne.

MAZDA PREMACY 1.9

Moda na minivany nie mija. Niemal wszystkie firmy mają w swojej ofercie rodzinne auto. Nie większe od tradycyjnego kombi, ale za to bardziej praktyczne.

Mazda również nie opuściła tego segmentu. W 1999 roku zaprezentowano Premacy - model przeznaczony głównie na europejski rynek - bazujący na elementach "626".

Czy to zakupy, czy wypad za miasto, przeprowadzka, rodzinny urlop, minivana kupuje się przede wszystkim ze względu na jego wielofunkcyjność i praktyczność. Przegląd Mazdy zaczniemy więc od wnętrza. Pięć pojedynczych foteli, bardzo dużo miejsca nad głową, nawet mój duży przyjaciel Miki się zmieści. W sumie wygodnie. Bagażnik nie osiąga standardu klasy - 370 l to trochę mało. Przy tej samej długości zewnętrznej PT Cruiser może się poszczycić pojemnością 520 l, Picasso zmieści 550 l, a Zafira nawet 575 l naszego bagażu. Na szczęście rozkładanie tylnych siedzeń jest dziecinnie proste. Fotele złożone w poręczny kwadrat można odchylić do przodu albo całkowicie zdemontować, co przy niewielkim ich ciężarze 12 kg nie sprawi nam żadnych problemów. Wtedy przestrzeń ładunkowa powiększa się do 1848 l, a to już wystarczy nawet do przeprowadzki. Z przewozem długich elementów również nie ma kłopotu. Oparcie fotela pasażera, podobnie jak w Maździe 626, można przechylić całkiem do przodu, w ten sposób mamy miejsce na duże przedmioty lub praktyczny stolik na śniadanie.

Schowanie drobiazgów - mapy, chustek do nosa i co tam jeszcze wozicie - nie przysporzy kłopotów, schowków jest pod dostatkiem: kieszenie w drzwiach, na oparciach foteli, półki na desce rozdzielczej, szuflada pod fotelem pasażera - jednym słowem, wszystko powinno się zmieścić.

Deska rozdzielcza jest prosta w formie, niebrzydka i bardzo czytelna. Regulacja radia, nawiewu, odczyt wskaźników - tak powinno to wyglądać w rodzinnym aucie - nieskomplikowanie i poręcznie. Wnętrze Premacy zdaje egzamin z praktyczności. Mały bagażnik można szybko powiększyć, wielofunkcyjność wnętrza to w ogóle duży plus Mazdy. Materiały zastosowane do wykończenia sprawiają wrażenie solidnych, za kierownicą siedzimy wygodniej niż np. w Renault Scenicu, bo niemal jak w normalnej limuzynie.

Zewnętrznie Premacy także nie można nic zarzucić. Sylwetka nie prowokuje jak u Multipli czy PT Cruisera, ale spokojnemu ojcu rodziny na pewno wpadnie w oko.

W Maździe z 4-cylindrowym silnikiem moc 114 KM jest wystarczająca. 11,2 s do 100 km/h i 180 km/h prędkości maksymalnej - to prawie sportowe osiągi, które dobrze pasują do pewnie pracującego zawieszenia i precyzyjnego układu kierowniczego. Układ jezdny Mazdy mile zaskakuje. Sztywne zawieszenie jest wystarczająco komfortowe i pozwala na szybką, ale relaksującą jazdę nawet po krętych drogach i małe przechyły karoserii na zakrętach. Teraz dopiero widać, że fotele powinny być lepiej wyprofilowane. Zużycie paliwa - od 8 do 10 l, ale głośna praca motoru w wyższym zakresie obrotów psuje trochę komfort jazdy. Choć Premacy hamuje w miarę dobrze - ze 100 km/h zatrzymuje się na odcinku 42 m - to do układu hamulcowego nie mam jednak całkowitego zaufania. Tak już jakoś jest, że wielu producentów minivanów, m.in. Citroen, Fiat, montuje w tych właśnie autach niezbyt szczęśliwą kombinację podatną na zmęczenie cieplne; z przodu - wentylowane tarcze, z tyłu - hamulce bębnowe. To tym bardziej niezrozumiałe, że wszystkie modele Mazdy 626 wyposażono w zestaw czterech tarcz hamulcowych.

Duży plus Premacy na europejskim rynku to jej cena, np. w Niemczech testowany model Exclusive kosztuje 38 690 DM z kompletnym wyposażeniem seryjnym, od elektrycznie sterowanych szyb, aluminiowych obręczy czy centralnego zamka, aż po cztery poduszki powietrzne i klimatyzację. Pośród konkurentów jedynie Nissan Almera Tino jest tańszy (38 290 DM) i równie dobrze wyposażony. I jeszcze jedno: trzy lata gwarancji na pewno się przydają, jednak określone przez producenta dokonywanie przeglądów co 12 tys. km - nie ma sensu.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.